Czeka nas hossa na uranie? Jak możesz zainwestować? Analiza rynku.



Dzisiaj poruszymy temat jednego z najbardziej kontrowersyjnych surowców, czyli uranu. Na początku chciałbym Cię drogi czytelniku przeprosić, że artykuł o uranie leży w szafie od kilku tygodni, a w tym krótkim czasie cena surowca wzrosła o ponad 30%. Zatem czy to dopiero początek hossy na uranie, czy może lepiej unikać inwestycji w ten surowiec? Ten właśnie temat przeanalizujemy dogłębnie w tym artykule.

Znajomi, którzy słyszą ode mnie, że inwestuję w uran, myślą, że finansuję broń nuklearną, albo kolejny Czarnobyl. Odnośnie energii atomowej w społeczeństwie panuje bardzo dużo błędnych przekonań, stereotypów, mitów które postaram się rozwiać. Zacznijmy od zastosowania tego surowca.

W latach 40’, czy 50’ ubiegłego wieku uran był głównie używany w procesie tworzenia broni nuklearnej. Sytuacja uległa zmianie w kolejnych dekadach, gdy energia jądrowa zyskiwała coraz bardziej na popularności, a nowe reaktory powstawały w zawrotnym tempie. Od tego czasu zdecydowana większość wykorzystania uranu ma miejsce właśnie w procesie produkcji energii.

Światowy Miks Elektryczny 2018

Jak widzisz obecnie 10% światowej elektryczności pochodzi z elektrowni atomowych, a na początku XXI wieku było to nawet 17%. Mamy do czynienia również z krajami jak np. Francja, gdzie 70% energii elektrycznej pochodzi z uranu. Nie gorzej sytuacja wygląda na Węgrzech, Słowacji, Ukrainie po 50%, czy w Szwecji, Finlandii, Czechach po 35%. Średnia dla Unii Europejskiej wynosi około 28%.

Możesz dostrzec, że 14 państw Unii Europejskiej wciąż nie zdecydowało się na czerpanie energii z elektrowni jądrowych. Ponadto nasz zachodni sąsiad (Niemcy) od katastrofy w Fukushimie ciągle zamyka swoje reaktory i zmniejsza udział uranu w elektrycznym miksie. Ekologiczni sąsiedzi preferowali eliminować energię jądrową kosztem tej pozyskiwanej z węgla. Do tego tematu jednak jeszcze powrócimy.

Oczywiście musisz mieć na uwadze, że przedstawiony miks elektryczny, to tylko 15% całkowitego zużycia energii. Miks energetyczny, który widzisz poniżej oprócz produkcji energii elektrycznej obejmuje również energię konieczną do transportu oraz ogrzewania.

W miksie energetycznym króluje ropa naftowa i gaz ziemny, gdyż te właśnie surowce są najczęściej używane jeśli chodzi o transport i ogrzewanie. Udział uranu wynosi zaledwie 4,3%.

Do omówienia popytu i podaży uranu oraz możliwości wzrostu jego cen przejdziemy później. Jednak kluczowym dla popytu na ten surowiec będą decyzje o budowaniu nowych reaktorów oraz przekonanie społeczeństwa do energii atomowej. Warto zaznaczyć, że udział uranu w miksie produkcji energii elektrycznej wcale nie musi wzrastać oraz powrócić np. do pułapu z początku XXI wieku. Utrzymanie stałej wartości, która obecnie wynosi lekko ponad 10% sprawi, że popyt na uran będzie musiał rosnąć, gdyż nominalne spożycie energii z każdym rokiem rośnie.

Jest to spowodowane ciągle rosnącą liczbą ludności, która w 2050 roku może wynieść nawet 10 miliardów oraz rosnącym zapotrzebowaniem na energię z krajów, które w ostatnich dekadach bardzo się wzbogaciły (Indie, Chiny).

Przejdźmy zatem do argumentów za tym, że świat powinien polegać coraz bardziej na energii atomowej. Po pierwsze jest to najczystsze źródło energii. Świat zwraca coraz większą uwagę na środowisko, zmiany klimatyczne, czy niskoemisyjność. Przed państwami stawiane są cele osiągnięcia zeroemisyjności w 2050, czy 2060 roku. Nie będę rozstrzygał tutaj, czy zmiany klimatu są wywołane endogenicznie, czy egzogenicznie, jednak pragnę stwierdzić, że osiągnięcie takich celów nie jest możliwe bez energii atomowej. Choć przeciętnemu obywatelowi wydaje się, że z komina elektrowni jądrowej wydobywa się jakaś trucizna, to jest to zwykła para wodna. Rzućmy okiem na suche dane odnośnie emisji Co2.

Emisja CO2 przy produkcji 1 GWh z danego surowca

Najbardziej trujące źródła energii to węgiel oraz ropa naftowa. Nieco lepiej sytuacja wygląda w przypadku gazu ziemnego. Jednak to produkcja energii atomowej emituje mniej CO2 niż wszystkie możliwe źródła energii odnawialnej. Myślę, że lekko Cię to zdziwiło, że panele słoneczne, czy turbiny wiatrowe są mniej „zielone” niż atom. Większość paneli oraz turbin jest produkowanych w Chinach, gdyż koszty produkcji są tam najniższe. Koszty są tam najniższe, gdyż energia przeznaczona do produkcji tych dóbr pochodzi z węgla 😊. Śladowa emisja Co2 w przypadku uranu występuje tylko i wyłącznie w procesie jego wydobycia.

Możesz stwierdzić, że rzeczywiście atom jest najbardziej ekologicznym źródłem energii, jednak jest to śmiercionośne rozwiązanie, silnie radioaktywne oraz lepiej nie ryzykować i skupić się na gazie ziemnym, czy odnawialnych źródłach energii. Postarajmy się obalić te stereotypy i przedstawmy suche dane.

Współczynnik zgonów (wypadki + zanieczyszczenie powietrza) przypadający na emisję 1 TWh energii z danego źródła

W przypadku energii atomowej i jej bezpieczeństwa sytuacja wygląda identycznie, jak w przypadku podroży samolotem. Choć ten środek transportu jest statystycznie najbezpieczniejszy oraz najefektywniejszy, to jeżeli zawiedzie, to wypadek trafia na okładki gazet i pozostaje w ludzkiej psychice na zawsze. Umysł człowieka przywykł do myśli, że na polskich drogach ginie rocznie kilka tysięcy ludzi i w mediach z rzadka się o tym wspomina. Jak widzisz po suchych danych, to atom jest jednym z najbezpieczniejszych źródeł energii, a jego zastosowanie na szerszą skalę pozwoliłoby ograniczyć ogromną liczbę cichych zgonów wywołanych zatruwaniem środowiska przez „brudne” źródła energii.

Do tej pory mieliśmy trzy głośne awarie reaktorów jądrowych, z tego dwie z nich przyczyniły się do śmierci ludzi. Zacznijmy zatem po kolei.

Pierwszy poważny wypadek miał miejsce w elektrowni jądrowej Three Main Island niedaleko Philadelphii w 1979 roku. Awarię oceniono na 5 w skali 1-7 oraz nie odnotowano żadnych zgonów wywołanych przez nuklearną katastrofę oraz późniejszą radioaktywność.

Kolejny, najgłośniejszy wypadek miał miejsce w Czarnobylu w 1986 roku. Skalę zdarzenia oceniono na 7 w skali 1-7, a szacunki zgonów wywołanych tym wydarzeniem oscylują wokół 5, a 10 tysięcy osób. Była to najtragiczniejsza awaria reaktora jądrowego w historii, która poza śmiercią tysięcy ludzi zniszczyła okoliczną roślinność oraz możliwość życia w tej okolicy.

Ostatnia katastrofa jądrowa to rok 2011 oraz awaria reaktora w Fukushimie, wywołana tsunami/trzęsieniem ziemi. Ponownie skalę zdarzenia oceniono na 7/7, jednak tym razem po kilku latach odnotowano jeden zgon spowodowany ekspozycją na promieniowanie radioaktywne.

Wszystko co łączy te trzy wydarzenia, to fakt, że technologia używana w budowaniu reaktorów pochodziła z lat 60’/70’ ubiegłego wieku. Ponadto katastrofa w Fukushimie została wywołana zjawiskiem, które w większości globu nie zachodzi. Skala wypadków oraz zgonów w porównaniu z innymi źródłami energii jest naprawdę bardzo niska. Jednak to właśnie te wydarzenia pozostają w pamięci społeczeństwa. Wypadek w Fukushimie, choć bez ofiar śmiertelnych sprawił, że świat zaczął odchodzić od energii atomowej, a kolejne reaktory były zamykane. Oprócz Japonii, która zamknęła swoich 50 reaktorów, tą drogą poszły również Niemcy, które w 2022 roku planują zakończyć działalność wszystkich elektrowni jądrowych. O trendzie spadku udziału atomu w produkcji energii elektrycznej już była mowa. Jednak w wartościach nominalnych trend ten jest dosyć poziomy.

Dlatego jak już wspomniałem utrzymanie udziału atomu w produkcji energii elektrycznej sprawi, że odnotujemy trend zwyżkowy. W mojej opinii jednak udział energii jądrowej w elektrycznym miksie będzie rósł, gdyż osiąganie celów klimatycznych bez zwiększenia użycia uranu jest niemożliwe. Powoli w tej kwestii odchodzi się od emocji, uczuć, a zmierza się w stronę faktów, czyli tego, że energia pozyskiwana z uranu jest najczystsza i najbezpieczniejsza. Obie strony batalii politycznej zaczynają coraz śmielej popierać ideę zwiększenia udziału atomu w miksie energetycznym.

Również w Japonii powoli zapomina się o Fukushimie oraz Taro Kono, czyli polityk, który prawdopodobnie po listopadowych wyborach zostanie premierem, wypowiada się bardzo pozytywnie na temat restartu 24 reaktorów jądrowych.

O ile można zwiększać udział energii odnawialnej w energetycznym miksie, to niestety jest to energia mało gęsta oraz zależna od dużej ilości czynników. W końcu nie zawsze i wszędzie wieje wiatr, czy świeci słońce.

Przez ostatnie 15 lat energia atomowa traci swój udział na rzecz odnawialnych źródeł energii, jednak na dłuższą metę taka tendencja jest niemożliwa, a bez uranu duża liczba państw wciąż będzie musiała polegać na węglu, czy ropie naftowej.

Po czystości oraz bezpieczeństwie energia jądrowa króluje również pod względem gęstości.

Z jednego peletu uranu możemy uzyskać tyle samo energii, co z 17 tysięcy kubików gazu ziemnego, 120 galonów ropy naftowej, czy jednej tony węgla kamiennego. Inwestycja w wybudowanie energii jądrowej zwraca się w błyskawicznym tempie. O ile taniej jest wybudować elektrownię opartą na węglu, czy gazie ziemnym, to jej późniejsze utrzymanie jest dosyć kosztowne. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku energii jądrowej. Początkowy koszt jest dosyć wysoki, jednak niskie koszty działalności oraz wytworzenia energii, a zarazem długi okres możliwego użytkowania (50-60 lat) sprawia, że jest to inwestycja bardzo rentowna. Na powyższej grafice nie możemy znaleźć gęstości energii pozyskiwanej ze słońca, czy wiatru. Nie powinno nas to dziwić, gdyż gęstość tych źródeł jest nieporównywalnie niska w porównaniu z gazem ziemnym, ropą, czy węglem, o uranie nawet nie wspominając. Ponadto okres użytkowania paneli słonecznych, czy turbin wiatrowych jest dużo krótszy (15-20 lat) niż ma to miejsce w przypadku innych źródeł energii, niezależnych od warunków pogodowych.

Analiza rynku uranu.

Po obszernym wstępie na temat potencjału energii jądrowej jako źródła czystej energii, przejdziemy do tego, co każdego inwestora interesuje najbardziej. Mianowicie, czy inwestycja w uran pozwoli nam zarobić oraz jak można nabyć ekspozycję.

Zacznijmy od wykresu ceny uranu. Po obecnej szarży, do której wrócimy później, 1 funt (0,409 kg) uranu można nabyć za lekko ponad 40 dolarów. Jest to poziom niespotykany od listopada 2019 roku. Rynek większości surowców, a zwłaszcza uranu cechuje się cyklami tzw. „boom and bust”. W latach 70’ mieliśmy do czynienia z hossą na surowcach oraz boomem na elektrownie atomowe, co sprawiło, że cena osiągnęła wartość 110 dolarów za funta, co po dostosowaniu inflacyjnym dałoby nam aktualną wartość w okolicach 450 dolarów za funta. Bańka na uranie, jak i innych surowcach pękła i przez kolejne dwadzieścia lat niewiele się działo, a cena oscylowała wokół 6-15 dolarów za funta. Jednak musisz pamiętać, że w przypadku surowców lekarstwem na niskie ceny są .. niskie ceny. Przy niskich cenach spółki wydobywcze wstrzymują eksplorację, gdyż nie chcą pozbywać się cennego surowca za grosze. Takie działanie prowadzi do zaburzeń podażowych, a w konsekwencji do wzrostu cen. Jeśli ceny wzrosną za bardzo, to nagle wszystkim opłaca się w wydobycie surowca inwestować, co prowadzi do nadmiernej podaży, a zarazem spadku cen. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia na początku XXI wieku. Po latach ograniczania inwestycji w wydobycie zapomnianego oraz taniego uranu, jego luka podażowa była coraz to większa. Rosnące zapotrzebowanie ze strony Chin, czy Indii oraz hossa na surowcach sprawiły, że ceny uranu osiągnęły rekordowe 140 dolarów za funta. Wszyscy producenci zaczęli wydobywać uran i zalali rynek podażą surowca. Bańka na surowcach pękła, a wypadek w Fukushimie sprawił, że sentyment na rynku stał się skrajnie negatywny. Wszyscy zaczęli odwracać się od energii atomowej, a cena uranu osiągnęło 20 dolarów za funta (ponad 85% spadek) w 2016 roku.

Na wykresie możesz dostrzec historyczny oraz prognozowany popyt i podaż na rynku. Chroniczny deficyt rynkowej podaży w  latach 90’ doprowadził do nagłego wzrostu cen na początku XXI wieku. Następnie podaż nadgoniła popyt, a cena uranu powróciła do pułapu 20 dolarów za funta. Od kilku lat na rynku ponownie mamy do czynienia z chronicznym deficytem podaży surowca, którego przy obecnych cenach większości spółek nie opłaca się wydobywać.

Roczna produkcja uranu w milionach funtów

Jak widzisz od 2016 roku, czyli od osiągnięcia dołka przez cenę uranu, produkcja surowca rok do roku ciągle maleje. Po pierwsze wywołane jest to śmiesznie niskimi cenami, a po drugie do spadku produkcji w 2020 roku przyczynił się wirus i zamknięcie niektórych „kopalń”.

Tego samego nie można powiedzieć o popycie, który według szacunków ma ciągle rosnąć. Starając się być konserwatywnymi powinniśmy kierować się raczej linią popytu „reference case demand”, a nie szacunkami bardziej odważnymi „upper case demand”. Rzućmy okiem jeszcze na prognozę z innego źródła.

Deficyty, z którymi od kilku lat mamy do czynienia będą się tylko nawarstwiać, a jak już wspomniałem lekarstwem na niskie ceny są niskie ceny. Aby zaspokoić rosnący popyt będą musiały również wzrosnąć ceny uranu, aby opłacało się go wydobywać.

Ciekawie sytuacja wygląda również na rynku future, czyli tam gdzie strony zabezpieczają swoje pozycje przeciwko spadkom/wzrostom cen surowca. Więcej na temat instrumentów pochodnych możesz znaleźć tutaj: https://wolnorynkowykapitalizm.pl/instrumenty-pochodne-jak-zarabiac-wystawiajac-opcje-put/.  Elektrownie jądrowe, które mają stałe zapotrzebowanie na surowiec zabezpieczają się na rynku future przeciwko wzrostom cen. Załóżmy, że cena uranu wynosi dziś 35 dolarów za funta, jednak przyszły konsument chce spać spokojnie i kupuje kontrakt future, który wygasa za np. 5 lat z ceną uranu w wysokości np. 40 dolarów za funta. Zatem jeśli cena uranu wzrośnie do 150 dolarów za funta, to producent wciąż będzie musiał dostarczyć surowiec po 40 dolarów. W przypadku gdy cena będzie wynosić za 5 lat np. 20 dolarów za funta, to producent skorzysta.

Prawie 2/3 zakontraktowanego zapotrzebowania na uran przez amerykańskie firmy energetyczne wygasa w ciągu najbliższych 5 lat, co oznacza, że przedsiębiorstwa będą musiały wejść na rynek i kupić surowiec, aby obietnicy dotrzymać. Ponadto warto zwrócić uwagę, że masa nowych kontraktów będzie musiała zostać w najbliższym okresie odnowiona.

Przez ostatnie lata sytuacja na rynku wyglądała lekko śmiesznie. Ceny uranu były tak niskie, że największym producentom (Cameco, czy Kazatomprom) nie opłacało się wydobywać uranu, aby kontrakt terminowy z kontrahentem zrealizować. Dużo bardziej korzystnym był zakup przez producenta fizycznego surowca po niskiej cenie na rynku spot oraz zrealizowanie dostawy uranu w ramach kontraktu futures właśnie ten sposób. Takie działania oczywiście przyczyniły się do dalszego pogłębiania się chronicznego deficytu podaży na rynku.

Omówiliśmy strukturę podaży, jednak zapomnieliśmy o jednej kluczowej kwestii. Mianowicie skąd ona pochodzi?

Jak widzisz 40% podaży pochodzi z Kazachstanu, a spółki państwowe wydobywające uran w tym kraju są silnie zależne od decyzji polityków, którzy mając ogromną kontrolę nad światową podażą, mogą wpływać na ceny surowca. W ostatnich latach Kazachowie kilkukrotnie decydowali się na zmniejszenie wolumenu wydobycia. Po prostu nie opłaca się pozbywać cennego surowca po cenie 20-30 dolarów za funta. Takie samo działanie zastosowało Cameco, czyli największy kanadyjski producent.

Przechodząc do zasobów uranu, to największe złoża występują w Australii, Kazachstanie oraz Kanadzie.

Ponadto warto zwrócić uwagę, że przy obecnym popycie na surowiec, jego odkryte do tej pory złoża wystarczą na ponad 100 lat. Jednak opłacalność wydobycia większości złóż zaczyna się od pułapu 70-80 dolarów za funta. Zatem kraje mogą budować w spokoju elektrownie jądrowe. Uranu dla nikogo nie powinno zabraknąć 😊.

Porównanie sytuacji na rynku 2011 vs 2021

Możesz dostrzec, że cena uranu w styczniu 2021 była ponad 60% niższa niż w lutym 2011 pomimo tego, że liczba funkcjonujących reaktorów, będących w konstrukcji, czy proponowanych jest na takim samym poziomie jak 10 lat temu. Obecnie, co ważne, najwięcej nowych reaktorów budowane jest w Chinach, Rosji, Indiach, czy USA, czyli w światowych mocarstwach, gdzie występuje potężne zapotrzebowania na czystą, gęstą i bezpieczną energię.

W mojej opinii surowce, a zwłaszcza zapomniany i mało lubiany przez ostatnią dekadę uran czeka w najbliższej dekadzie hossa. Za wzrostem cen uranu przemawiają niedobory podaży, powstałe w wyniku utrzymujących się przez lata niskich cen na rynku oraz rosnący popyt na uran, który jest surowcem niezbędnym, jeśli świat będzie chciał osiągać swoje cele klimatyczne. Ponadto zmiana sentymentu inwestorów oraz  polityków powinna przyczynić się do kolejnego rynku byka na uranie.

Jak można nabyć ekspozycję na uran?

Warto zacząć od głośnego tematu, czyli przejęcia funduszu inwestującego w fizyczny uran – Uranium Participation Corporation, przez dobrze znany inwestorom w metale szlachetne fundusz Erica Sprotta. Po złocie, srebrze, platynie i palladzie przyszedł czas na uran. Decyzja ta odbiła się szerokim echem na rynku. Sprott przejął fundusz z aktywami o wartości około 650 milionów dolarów, a ogromny popyt ze strony inwestorów sprawił, że jego fundusz jest ciągle notowany z premią, czyli powyżej wartości netto aktywów. Ten fakt pozwolił funduszowi Sprotta emitować kolejne udziały oraz skupować fizyczny uran z rynku. Fundusz zaczął być notowany na kanadyjskiej giełdzie 19 lipca 2021, a obecnie jego aktywa zmierzają w kierunku 1,3 miliarda dolarów. Zamiar, a następnie skup około 600 milionów dolarów fizycznego uranu nie mógł przejść bez echa na mało płynnym rynku uranu. Warto wspomnieć, że przy 30 dolarach za funta całkowita roczna podaż rynku opiewa na wartość 3,5 miliardów dolarów.

Cena uranu rosła już od 2018 roku, jednak wejście na rynek tak potężnego gracza, jak fundusz Sprotta ruszyło cenę z pułapu 30 dolarów za funta do 40 dolarów za funta w kilkanaście dni. Pomimo ciągłej emisji nowych udziałów, fundusz wciąż jest notowany 16% powyżej wartości aktywów netto (stan na 12 września 2021). W skrócie inwestorzy płacą 11,6 dolara za 10 dolarów uranu. Fundusz jest w genialnej sytuacji, gdyż kupuje fizyczny uran od producentów, którzy sprzedają go poniżej kosztów wydobycia oraz sprzedaje inwestorom ze sporą premią. Ponadto wzrost aktywów jest korzystny dla funduszu, gdyż przychody z opłat za zarządzanie wzrosną. W przypadku uranowego funduszu Sprotta wynoszą one 0,35% rocznie od wartości aktywów. Obecna sytuacja na rynku uranu oraz przejęcie go przez Erica Sprotta lekko przypomina historię braci Hunt oraz ich wpływ na rynek srebra w 1980 roku. 😊

Drugim funduszem inwestującym w fizyczny uran jest Yellow Cake notowany na londyńskiej giełdzie z tickerem YCA. Wartość jego aktywów wynosi około 500 milionów dolarów. W gwoli uzupełnienia fundusz Sprotta notowany jest na kanadyjskiej giełdzie z tickerem U.UN. Jednak już za niedługo czeka nas debiut na nowojorskiej giełdzie. Strach się bać, jaki to będzie miało wpływ na rynek uranu.

Kolejną możliwością nabycia ekspozycji na uran jest zakup akcji spółek zajmujących się jego wydobyciem, które na wzroście cen surowca solidnie skorzystają. Warto na wstępie zaznaczyć, że łączna kapitalizacja wszystkich spółek z sektora uranowego wynosi obecnie około 35 miliardów dolarów. Historycznie patrząc, to w 2007 roku wartość tego sektora wynosiła 120 miliardów dolarów. Po pęknięciu bańki mieliśmy do czynienia z bankructwami oraz rynkową koncentracją, a liczba przedsiębiorstw wydobywczych spadła z około 500 w 2008 roku do obecnie 65 spółek. Wartość sektora uranowego w okresie rynku niedźwiedzia (lata 2015-2018) wynosiła zaledwie 7 miliardów dolarów. Jak widzisz, jest to sektor mega malutki, niszowy oraz podlegający dużej zmienności. Dla uzmysłowienia spółka Apple posiada gotówkę oraz krótkoterminowe inwestycje o wartości około 200 miliardów dolarów. Za 15% tej kwoty mogłaby przejąć wszystkie spółki zajmujące się wydobyciem uranu😊. Personalnie uważam, że przy podobnej hossie na cenach uranu możemy nawet osiągnąć bardziej szalone wyceny niż to miało miejsce w 2007 roku.

Spółki wydobywające uran – roczne wydobycie w tonach

Największe spółki zajmujące się stricte wydobyciem uranu oraz notowane na giełdzie, to Kazatomprom oraz Cameco. W mojej opinii te dwie firmy są najbezpieczniejszą możliwością nabycia ekspozycji na spółkę wydobywającą uran. Kaztomprom to niekwestionowany lider na rynku. Warto mieć na uwadze, że 75% udziałów w spółce posiada kazachski rząd. Jednak to właśnie Kazatomprom jako jedyny pomimo niskich cen uranu jest w stanie utrzymywać wysokie marże zysku (około 35%). Jest to spowodowane szalenie niskim kosztem wydobycia, do którego również przyczyniła się dewaluacja kazachskiego tenge o 75% względem dolara przez ostatnie 10 lat. Podczas gdy większości firm nie opłaca się wydobywać surowca, to Kazatomprom rok do roku dostarcza akcjonariuszom ogromne zyski, pomimo śmiesznie niskich cen surowca. Warto zauważyć, że cena akcji Kazatomprom wzrosła o 150% od grudnia, a pomimo tego stopa dywidenda wciąż wynosi 4,5%, a wskaźnik cena/zysk oscyluje wokół 17. Znakomitą wycenę zawdzięczamy oczywiście ryzyku, którego upatrują inwestorzy w kazachskiej spółce. Jednak jeśli ktoś chce nabyć ekspozycję na rynek uranu, a przy okazji otrzymywać sowitą dywidendę, to największy światowy gracz jest znakomitą opcją. Kazatomprom jest notowany na giełdzie londyńskiej oraz paryskiej.

Drugi największy producent, to kanadyjska spółka Cameco notowana na amerykańskiej i kanadyjskiej giełdzie. Przy obecnych cenach surowca firma balansuje na granicy zysku, a wypłacana dywidenda ma symboliczne znaczenie. Mniej atrakcyjne wyceny tej spółki w porównaniu z kazachską spółką są spowodowane mniejszym ryzykiem politycznym oraz notowaniem na nowojorskiej giełdzie. Jednak ja personalnie preferuję Kazatomprom, choć inwestorzy obecnie powinni mieć na uwadze szalony wzrost cen akcji w ostatnim okresie.

Najbardziej zyskowną inwestycją w erze rosnących cen surowców okazują się oczywiście mniejsze spółki. Przy okazji są one również najbardziej ryzykowne. Przy obecnych cenach surowca większości z nich nie opłaca się wydobycie, co więcej spory procent mniejszych spółek dopiero uranu poszukuje. Dlatego rosnące ceny uranu, czy odkrycia nowych złóż potrafią wywindować ceny akcji o kilkaset procent. Przypomina się w tym momencie anegdotka Ricka Rule’a, czyli wybitnego inwestora, jeśli chodzi o świat surowców. W 2002 roku, czyli niedługo przed hossą na uranie, nabył on akcje australijskiej spółki Paladin po 0,1 dolara australijskiego. Jednak po upływie kilku miesięcy cena akcji spadła do zaledwie jednego centa (90% straty). Mało kto chyba wytrzymałby taką sytuację. Rule’owi się to udało, a wraz z hossą na uranie cena akcji Paladin osiągnęła wartość 10 dolarów! Po 90% stracie, przyszedł zysk o wartości 1000x! Oczywiście po pęknięciu bańki na uranie cena australijskiej spółki wróciła do poziomu 10 centów, czyli spadła o 99% od szczytu. 😊

Sam nie jestem specjalistą od mniejszych spółek zajmujących się eksploracją złóż uranu. Jednak warto zauważyć, że dużo z nich od kwietnia 2020 roku odnotowało szalony wzrost, pomimo tego, że ceny surowca stały w miejscu. Dla przykładu spółka Uranium Energy odnotowała wzrost o 550%, Energy Fuels 250%, Denison Mines 350%, czy nawet akcje gigantów jak Cameco 250%, czy Kazatoprom 140% rosły jak na drożdżach.

Stopa zwrotu październik 2020-lipiec 2021 ETF URA (zielony) vs cena fizycznego uranu (żółty)

Jak widzisz w okresie ostatniego półrocza, gdy ceny uranu stały w miejscu, to ETF URA składający się ze spółek wydobywczych wzrósł o prawie 100%. Możliwe, że inwestorzy antycypowali nieuchronny ruch zwyżkowy na cenach surowca, który na przełomie sierpnia i września wzrósł o około 35%.

Przejdźmy właśnie do ostatniej możliwości nabycia ekspozycji na uran, czyli ETF-y inwestujące w spółki wydobywcze. Jeśli chcesz więcej poczytać na temat ETF-ów ->https://wolnorynkowykapitalizm.pl/jak-wybrac-i-przeanalizowac-etf/. Mamy do wyboru ETF Global X Uranium (URA) oraz North Shore Global Uranium Mining (URNM). Pomimo lekko wyższych kosztów ETF URNM w mojej opinii jest dużo lepszą opcją, jeśli pragniemy nabyć czystą ekspozycję na spółki wydobywcze. Porównajmy tylko składy obu ETF-ów.

Skład ETF URNM

Skład ETF URA

Kluczową kwestią jest to, że ETF URA inwestuje w sporo spółek, które nie mają nic wspólnego z wydobyciem uranu, lecz np. z obsługą, budową elektrowni jądrowych. Mam tu na myśli np. spółkę budowlaną Aecon, czy japońskie firmy jak np. Itochu, czy Sumitomo. Ponadto ETF URNM jest dużo lepiej zdywersyfikowany oraz zbilansowany. Dwie największe firmy stanowią po 15% ETF-u. W składzie znajdują się również dwa fundusze fizyczne, o których już wspominałem, a wszystkie pozostałe spółki zajmują się stricte wydobyciem uranu.

Pomimo tego, że różnice w składzie nie są kolosalne, to widzimy rozjazd pomiędzy oboma funduszami. ETF URNM w rok odnotował stopę zwrotu w wysokości 180%, a ETF URA 125%. Oczywiście nie jest to gwarancją, że podobne różnice będą w przyszłości. Jednak to ETF URNM jest czystym uranowym zagraniem.

Przy okazji warto dodać, że ETF URNM odnotowuje od początku roku najwyższy wzrost spośród 1700 notowanych ETF-ów (98% YTD). Co ciekawe na drugim miejscu w tym zestawieniu znajduje się inny ETF, który przez lata dostawał po głowie, czyli REMX inwestujący w spółki zajmujące się wydobyciem metali ziem rzadkich (78% YTD). Z tymi ETF-ami mógłby konkurować ETF KOL inwestujący w spółki wydobywające węgiel kamienny, jednak kilka miesięcy temu w imię „zrównoważonego” inwestowania został on zlikwidowany.  Jak widać cierpliwość oraz inwestowanie w zapomniane przez rynek aktywa popłaca.

Chciałbym jednak przypomnieć, że w mojej opinii obecnie spółki zajmujące się wydobyciem uranu, zwłaszcza te mniejsze są lekko przewartościowane względem obecnej ceny surowca. Nie może ten fakt dziwić, wracając do wcześniejszego wykresu, gdzie wzrostowi cen uranu o 20% towarzyszył wzrost cen ETF-u URA o 100%. Inaczej sytuacja wygląda na wspomnianym rynku węgla, gdzie cena surowca wzrosła 400% w 12 miesięcy, a ruchy na spółkach wydobywczych są dosyć mozolne.

Podsumowanie

O ile treść artykułu była „bycza”, jeśli chodzi o przyszłość energii atomowej oraz uranu, to w podsumowaniu chciałbym zwrócić Twoją uwagę również na potencjalne zagrożenia. Po pierwsze kolejna katastrofa nuklearna miałaby tragiczne przełożenie na naszą inwestycję. Po 10 latach od Fukushimy sentyment oraz trendy ulegają znacznemu polepszeniu, jednak awaria reaktora mogłaby ponownie wrzucić uran w otchłań zapomnienia. Trzeba mieć również na uwadze, że popyt na uran zależy w dużej mierze od decyzji politycznych. Jeśli więcej krajów pójdzie śladem Niemiec, które niwelują udział energii atomowej, pozostając wciąż przy najbardziej trującej energii pozyskiwanej z węgla, to niestety o wzrosty cen surowca może być ciężko.

W mojej opinii przed uranem i energią atomową świetlana przyszłość, jednak trzeba mieć na uwadze, że jest to rynek mało płynny, a zarazem specyficzny. W ostatnim miesiącu jeden duży gracz wywindował cenę o 35%. Nawet jeśli najbliższa dekada będzie należeć do uranu, to nieuniknione są oczywiście spore korekty ceny, zwłaszcza akcji spółek, które wzrosły ze sporym wyprzedzeniem i zapasem względem cen surowca.

Możliwości nabycia ekspozycji na uran można poszeregować od tych najbezpieczniejszych, czyli najmniej zmiennych (fundusze inwestujący w fizyczny uran) przez mniej bezpieczne (ETF-y inwestujące w spółki wydobywcze), do ryzykownych, czyli pojedynczych spółek wydobywczych oraz najbardziej ryzykownych, czyli małych/średnich firm wydobywających uran. Każdy powinien ocenić swoją awersję do ryzyka, przeanalizować dokładnie spółkę, czy fundusz i wybrać najlepszą dla niego opcję. Warto mieć na uwadze, że obecnie rynek jest po sporych wzrostach, a fundusz Sprotta jest notowany z 16% premią. Aby być uczciwym z czytelnikiem, to muszę zaznaczyć, że sam posiadam od kilku miesięcy ekspozycję na uran za pomocą funduszu inwestującego w fizyczny uran oraz dwóch spółek wydobywczych.

Na koniec historyczny wykres dla rozpalenia apetytu. 😊

Z wolnorynkowym pozdrowieniem!

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi „rekomendacji” w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Wolnorynkowykapitalizm.pl oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.

6 thoughts on “Czeka nas hossa na uranie? Jak możesz zainwestować? Analiza rynku.”

  1. Super analiza rynku uranu, tak jak pisałem po pierwszym przeczytanym wpisie na temat perspektyw dla GPW naprawdę, można tutaj znaleźć cenne informacje nie wiem jakim cudem ten blog nie został jeszcze dostrzeżony przez szerszą grupę inwestorów i dlaczego nikt nie pisze żadnych komentarzy, jeśli mogę coś zaproponować to może jakaś analiza rynku węgla kamiennego. Pozdrawiam

  2. Również gratuluję, naprawdę wartościową wiedza niezwykle rzadka w polskim internecie. Sam również jestem zainwestowany w uran więc życzę powodzenia i pozdrawiam 🙂

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *