Inflacja vs Deflacja. Drukowanie waluty. Przewodnik.



W dzisiejszym artykule zajmiemy się tym, co zapewne każdego z was w szczególności interesuje, a mianowicie czy grozi nam inflacja, a może nawet hiperinflacja? Boisz się, że Twoje oszczędności w dalszym ciągu będą okradane za pomocą niewidzialnego dla większości społeczeństwa podatku jakim jest inflacja? Ten artykuł jest właśnie dla Ciebie.

Inflacja jest opodatkowaniem bez legislacji
MILTON FRIEDMAN

Aby oszacować to zjawisko, warto zastanowić się nad tym, jakie zmienne na niego wpływają.

Inflacja=(ilość pieniądza w obiegu*prędkość)/(ilość dóbr i usług)

a) Ilość pieniądza w obiegu, czyli tzw. podaż pieniądza. W artykule skupimy się na Stanach Zjednoczonych oraz Polsce, więc weźmiemy pod uwagę miarę podaży pieniądza M2, gdyż kilka lat temu FED zaprzestał raportowania podaży waluty M3.

b) Prędkość, czyli to jak często waluta zmienia posiadacza w społeczeństwie. Ty płacisz komuś za usługę, ten ktoś płaci wynagrodzenie pracownikom, pracownik opłaca czynsz itd. (w tym przypadku prędkość wynosi 3, tyle razy waluta zmieniła właściciela). Prędkość pieniądza warunkowana jest popytem na niego. Im większy popyt na walutę, czyli zarazem większa skłonność do oszczędzania tym prędkość jest mniejsza. Odwrotna sytuacja ma miejsce, gdy popyt drastycznie spada, a pieniądz staje się gorącym ziemniakiem, którego każdy chce się pozbyć. Takie zjawisko zawsze kończy się hiperinflacją oraz wyniszczeniem waluty krajowej. W skrócie, większa prędkość przekłada się na większą inflację, a mniejsza prędkość, czyli większy popyt na pieniądz wpływa na mniejszą wartość inflacji.

c) Ilość dóbr i usług, czyli Produkt Krajowy Brutto. Nie jest on idealnym wskaźnikiem określającym dobrobyt narodu jednak nic lepszego jeszcze nie wymyślono. Paradoksalnie PKB rośnie, gdy np.
rosną ceny konsumenckie; zwiększa się udział wydatków na służbę zdrowia, więziennictwo, wojskowość; zwiększają się wydatki rządowe mające na celu ich polityczny, a nie ekonomiczny sens (zbędne rządowe projekty, przedsięwzięcia, „tworzenie” miejsc pracy przez sektor publiczny, czy rozrost biurokracji); jak również gdy odbudowujemy straty poniesione w wyniku np. ekstremalnych zjawisk pogodowych to PKB również rośnie. Czy w wyniku wyżej wymienionych czynników wpływających na wzrost PKB jesteśmy bogatsi jako społeczeństwo? Myślę, że jest wręcz odwrotnie, ale to temat na inny artykuł.

Zatem możemy stwierdzić, że przy stałej prędkości pieniądza szybszy wzrost podaży pieniądza (M2) niż wzrost podaży dóbr w gospodarce będzie przekładał się na wzrost inflacji. Odwrotna sytuacja ma miejsce, gdy ilość pieniądza jest stała, a liczba dóbr i usług, a zarazem efektywność i produktywność gospodarki rośnie. Wtedy powinniśmy mieć do czynienia z deflacją. Czyli zjawiskiem naturalnym w gospodarce wolnorynkowej, gdzie dobra i usługi z każdym rokiem są w coraz bardziej wydajny sposób produkowane, a w ten sposób nasze oszczędności zyskują z czasem na wartości. Dlaczego więc tak rzadko jej doświadczamy, a bankierzy centralni oraz ekonomiści głównego nurtu straszą nas jej „tragicznymi” konsekwencjami? O tym w dalszej części tekstu.

Jeśli inflacja jest dżinem, to deflacja jest wilkołakiem, z którym należy walczyć zdecydowanie.

CHRISTIN LAGARDE (obecnie prezes Europejskiego Banku Centralnego, jeszcze kilka lat temu francuski minister finansów, a zarazem kryminalistka skazana za zdefraudowanie 403 milionów euro pieniędzy francuskich podatników na rzecz francuskiego businessmana Bernarda Tapiego)

Przejdźmy zatem do konkretów, czyli do tego, co wpływa na kluczową zmienną, czyli na ilość waluty w obiegu mierzonej za pomocą miary M2 (depozyty + gotówka w obiegu). W końcu jak to noblista Milton Friedman stwierdził, inflacja zawsze i wszędzie jest tylko i wyłącznie zjawiskiem monetarnym.

a) SYSTEM REZERWY CZĄSTKOWEJ

Pewnie zawsze myślałeś, że to bank centralny mając monopol na emisję waluty, tworzy ją z powietrza. W obecnych, szalonych czasach miałbyś nawet rację. Jednak przed erą wirusa, czyli w warunkach monetarnych jakich przyszło nam żyć po zakończeniu linku złota do dolara w 1971 roku przez Richarda Nixona to banki komercyjne tworzą zdecydowaną większość waluty, która jest w obiegu w ramach tzw. rezerwy cząstkowej.

W ten sposób (bankowość z rezerwą cząstkową) rząd może potajemnie i niezauważalnie skonfiskować majątek ludzi i ani jeden człowiek na milion nie wykryje kradzieży.

J.M. KEYNES

Jeśli nie jesteś ekonomicznym żółtodziobem to zapewne znasz proces tworzenia waluty przez banki komercyjne i jako jeden z miliona wykrywasz kradzież. Jednak dla osób nieświadomych tego jak funkcjonuje systemu monetarny, przedstawię to na przykładzie poniższego przykładu.

Przychodzisz do banku i wpłacasz 100 zł. Z tego niestety tylko pewna część zostaje w rezerwie bankowej (załóżmy, że jest to 10%), a pozostała część może być dalej pożyczana przez bank. Obecnie ty masz na rachunku 100 zł, a osoba która wzięła kredyt na 90 zł uregulowała zobowiązanie wobec dostawcy za daną usługę. Dostawca ten wpłacił to 90 zł do tego samego banku. Hmm, na początku w systemie bankowym było tylko 100 zł, nagle jest 190 zł. Co dalej? Z 90 zł zdeponowanych na rachunku bank pozostawia 9 zł w rezerwie a 81 zł jest dalej pożyczane. Proces znów się powtarza ktoś bierze kredyt na 81 zł oraz kupuje buty u szewca. Szewc deponuje w banku zarobione 81 zł, a w systemie bankowym jest obecnie 271 zł. W taki sposób ostatecznie z 100 zł przez Ciebie wpłaconych można wykreować 900 zł nowej waluty z powietrza. Nowe jednostki monetarne zaczynają ścigać stałą ilość dóbr i usług w gospodarce, co powoduje po pierwsze spadek wartości istniejących już wcześniej banknotów, a po drugie prowadzi do inflacji. W taki sposób banki komercyjne zarabiają odsetki na walucie, którą same wykreowały. Ciekawe, nieprawdaż? Chciałbyś być takim banksterem?

Wystarczy, że naród nie rozumie naszego systemu bankowego i monetarnego, bo gdyby zrozumiał, to uważam, że przed jutrzejszym rankiem doszłoby do rewolucji.

HENRY FORD

Zatem co ma wpływ na to, ile kredytu jest udzielane w systemie bankowości komercyjnej, a zarazem ile waluty jest tworzone?

Po pierwsze stopa rezerwy obowiązkowej. W naszym przykładzie, gdy wynosiła ona 10% z 100 zł depozytu można było wykreować dodatkowe 900 zł. W Polsce wskaźnik ten do marca 2020 roku wynosił 3,5%, czyli dzieląc 100 zł na 3,5% otrzymujemy ponad 2850 zł, które w erze dużego popytu na kredyt mogą zostać wykreowane. Obecnie w Polsce, jak i w krajach Europy Zachodniej, czy USA wartość ta wynosi obecnie 0-1%, czyli jeszcze więcej waluty może zostać wykreowane przez banki komercyjne, a jeszcze mniejsza część Twojego depozytu zostaje w bankowych rezerwach.

Po drugie jest to popyt na kredyt, czyli to czy rzeczywiście w gospodarce znajdują się podmioty, które chcą stać się kredytobiorcami. Kluczowe są tutaj stopy procentowe ustalane niestety przez banki centralne, a nie przez rynek. Gdy jakąkolwiek cenę próbują ustalić biurokraci nigdy nie kończy się to dobrze. Ustalanie ceny kapitału poprzez banki centralne prowadzi do m.in. ogromnej misalokacji kapitału, wzrostu nierówności społecznych coraz częstszych i coraz większych cyklów boom and bust, o których więcej możesz poczytać w mojej książce, którą mam nadzieję, że zakupisz.

Stopy procentowe są sercem, duszą i życiem systemu wolnej przedsiębiorczości.

 MICHAEL GAYED

Zatem jeśli stopy procentowe są na niskim poziomie to teoretycznie większy powinien być popyt na kredyt, a zarazem większa skłonność do konsumpcji, co prowadzi do większej ilości tworzonej waluty przez banki, fazy ekspansji gospodarczej oraz wzrostu inflacji. Stopy procentowe są głównym narzędziem dla banków centralnych w walce z inflacją lub deflacją. Jeśli inflacja wykracza poza ich założenia to podnoszą one stopy procentowe przez to popyt na kredyty spada. Odsetki od otrzymanych już kredytów rosną, co przyczynia się do tego, że część kredytobiorców może zdecydować się na wcześniejszą spłatę kredytu. Tak samo jak ilość magicznej waluty rośnie w procesie udzielania kredytów, w taki sam sposób ona maleje gdy więcej kredytów jest spłacanych niż udzielanych (boom and bust cycle). Odwrotna sytuacja ma miejsce, gdy gospodarkę trzeba pobudzić, wtedy stopy procentowe ustala się jak najniżej, aby popyt inwestycyjny oraz konsumpcyjny zwiększyć.

Gdybyśmy podnieśli stopy, to ceny byłyby jeszcze wyższe, bo wzrosłaby cena kredytu

GRAŻYNA ANCYPAROWICZ (członek Rady Polityki Pieniężnej)

Słowa Pani Profesor przyprawiają o lekki zawrót głowy. Może warto w takim razie obniżyć stopy do -5% wtedy cena kredytu spadnie, a zarazem inflacja? Co tam w sumie z inflacją. Prezes NBP Adam Glapiński stwierdził, że inflacja, która w Polsce jest najwyższa w całej UE nie ma żadnego przełożenia na portfele Polaków, a NBP utrzymując stopy procentowe na najniższym poziomie w historii nie ma na nią żadnego wpływu. Niezłe mądre głowy decydują o polityce monetarnej 40 milionowego państwa. Taki już urok demokracji.

b) POLITYKA FISKALNA RZĄDU ORAZ ROLA BANKU CENTRALNEGO

Oczywiście samo ustalanie stóp procentowych na poziomie bliskim zera może do wzrostu popytu na kredyt się nie przyczynić. Jest to tzw. pułapka płynności (liquidity trap), z która od trzydziestu lat walczy japońska gospodarka sterowana przez keynesistów. Pomimo niskich stóp procentowych przedsiębiorcy nie są w stanie dostrzec zyskownej okazji inwestycyjnej (oversupply).

Kolejną kwestią jest to, że aby kredytu udzielić to potrzebny jest kapitał. Mam tu na myśli podstawę wolnorynkowej gospodarki, czyli oszczędności. Bez nich nie byłaby możliwa akumulacja dobrobytu oraz udzielanie kredytu. Obecnie w erze negatywnych realnych stóp procentowych czynność ta nie jest przez mocodawców promowana. Zatem skąd bierze się kapitał oraz w jaki sposób zapewniana jest płynność bankom, aby mogły kredytu udzielać.

Tu do gry wchodzi keynesistowski wynalazek wprowadzany na początku XXI wieku przez Japonię, a następnie praktykowany po kryzysie finansowym z 2008 roku przez największe światowe banki centralne, czyli luzowanie ilościowe (quantitative easing). Może brzmi dosyć skomplikowane jednak proces jest bardzo prosty. Bank centralny chcąc zapewnić płynność bankom skupuje ich aktywa {zazwyczaj są to obligacje skarbowe lub listy zastawne (z ang. MBS- Mortgage Backed Securities)}. W ten sposób bank komercyjny otrzymuje od banku centralnego nowo wykreowaną walutę, która może być dalej pożyczana w zamian za dane aktywo finansowe. W czasie kryzysu z roku 2008 w taki sposób Federal Reserve (FED) „uratował” tzw. „bail-outem” instytucje finansowe będące na skraju upadku. Wartość aktywów takich jak MBS-y oparte na kredytach subprime spadła praktycznie do zera, a dany bank w które takie instrumenty finansowe stanął nad przepaścią. Jednak FED skupił od banku dane aktywo w 100% wartości nominalnej. Taki sam proceder miał miejsce w Europie, gdzie podczas kryzysu strefy Euro dług krajów-bankrutów (Grecja, Hiszpania, Włochy) skupowany był przez Europejski Bank Centralny nowo wykreowanym pieniądzem, aby banki (niemieckie/francuskie) posiadające obligacje tych krajów „uratować”.

Popatrzmy zatem na niewyobrażalny wzrost aktywów banków centralnych po roku 2008.

Wykres 1. Aktywa Banków Centralnych (Federal Reserve, Europejski Bank Centralny, Bank Japonii, Bank Ludowy Chin)

Źródło: yardeni.com

Możesz myśleć sobie trzy główne banki centralne (FED,ECB,BOJ) wykreowały w przeciągu ostatniej dekady blisko 22 BILIONÓW dolarów, a tak naprawdę nie doświadczyliśmy inflacji w tych krajach. Jak to możliwe?

Samo luzowanie ilościowe, czyli zapewnienie płynności bankom za pomocą skupu ich aktywów (obligacji skarbowych, MBS-ów), automatycznie do wzrostu podaży waluty ani inflacji w ekonomii realnej nie prowadzi. Zazwyczaj w pierwszej kolejności przyczynia się do inflacji w ekonomii finansowej, czyli pchania aktywów giełdowych coraz to wyżej. Czego na własnej skórze doświadczamy. Ponadto zjawisko będące keynesowskim lekarstwem, które jest gorsze niż choroba, powoduje w pierwszej kolejności wzrost rezerw bankowych. W efekcie zwiększa magicznie podaż kapitału możliwego do pożyczenia i gdy społeczeństwo przy sztucznie niskich stopach procentowych zacznie wykazywać popyt na kredyt, mnożnik kreacji pieniądza zaczyna działać na wysokich obrotach, a wykreowane środki mogą ruszyć z ekonomii finansowej do ekonomii realnej, ściągając pewną określoną liczbę dóbr i usług, co jest już zjawiskiem czysto inflacyjnym. Jednak problemem bankierów centralnych jest to, że zbyt dużego popytu na kredyt w tzw. pułapce płynności nie ma.

Luzowanie ilościowe jest procesem rekapitalizacji banków. Wielu ekonomistów w 2011 roku, gdy FED urządzał skup aktywów na szeroką skalę straszyło hiperinflacją, a cena złota w tym czasie wzrosła drastycznie. Jednak wszystko to było nieuzasadnione. Nowo wykreowane jednostki monetarne pozostały w rezerwach banków zwiększając udział gotówki w aktywach banków z 3% w roku 2007 do 15% w 2014 roku. W ten sposób podaż waluty, która ściga pewną ilość dóbr i usług nie wzrosła.

Wykres 2. Podaż pieniądza USA (prawa oś) vs ceny złota (lewa oś)

Źródło: St Louis Fred

Wracając jeszcze do wcześniejszego wykresu możesz dostrzec, że ogromny, skokowy wzrost wartości aktywów FED-u z 500 miliardów w roku 2007 do blisko 5 bilionów w roku 2014 nie miał większej korelacji ze stałym wzrostem podaży pieniądza w gospodarce. Tak jak już wspomniałem większość świeżutkich dolarów wylądowało w bankowych rezerwach oraz na giełdzie doprowadzając do największej hossy w historii. Czy luzowanie ilościowe z ubiegłej dekady było stricte inflacyjne? Raczej antydeflacyjne w mojej opinii. W wyniku pęknięcia bańki na rynku akcji i nieruchomości majątek amerykańskich gospodarstw domowych skurczył się o 11 bilionów papierowego bogactwa (71 bilionów w 2007 i 60 bilionów w 2009). Zatem 5 bilionów wpompowanych w system pozwoliło odbić się rynkom finansowym, gdzie ta inflacja jest najbardziej widoczna.

Inną kwestią jest to, że luzowanie ilościowe prowadzi do jeszcze większej pokusy nadużycia ze strony banków oraz do innych zaburzeń, które nie mają nic wspólnego z wolnorynkową gospodarką. Ponadto takowa ingerencja nie pozwala przejść gospodarce przez naturalny proces (deleveraging), w którym nierentowne przedsięwzięcia stworzone w erze polityki taniego pieniądza (cheap money) upadają. Nieunikniony kryzys jest tylko odkładany w czasie, co jest na rękę politykom ubiegającym się o reelekcję.

Nie ma sposobu na uniknięcie bustu spowodowanego ekspansją kredytu. Alternatywą pozostaje tylko to, czy bust nadejdzie wcześniej, jako wynik przywrócenia zdrowej polityki kredytowej, czy później jako katastrofa, w którą uwikłany będzie cały system monetarny”.

LUDVIG VON-MISES

Niestety w ten sposób coraz większa rolę w gospodarce gra centralne planowanie. Skupowanie obligacji korporacyjnych, akcji, REIT-ów poprzez banki centralne to temat na inny artykuł. Jednak zaburzenia, które są powodowane przez banki centralne są potężne np. negatywne oprocentowanie 5 letnich obligacji skarbowych Grecji, oprocentowanie obligacji śmieciowych „junk bonds” na niższym poziomie niż obecna inflacja, 18 bilionów obligacji skarbowych z negatywnym nominalnym oprocentowaniem (czyli płacisz za możliwość pożyczenia pieniędzy danemu krajowi!). Nie wspominając nawet o wartości obligacji z negatywnym realnym procentowaniem.

Strasznym przykładem jest Europejski Bank Centralny zapowiadający walkę z trendem rosnącej temperatury za pomocą skupu obligacji przedsiębiorstw, które wpisują się w obecną, zieloną agendę. W taki sposób finansuje ich zadłużenie, obniżając koszt długu. Samo zjawisko jest bardzo korupcjogenne, niszczące rynkową konkurencję. Banki centralne jeśli w ogóle miałyby istnieć w wolnorynkowym systemie to na pewno nie po to, aby wybierać jakie ideę będą kosztem podatnika finansować lub jakie przedsiębiorstwa ratować, sponsorować.

Nie trudno jest zniszczyć rynek długu, gdy posiada się prasę drukarską, a każdą obligację można skupić, aby tylko ten obecny, keynesistowski system monetarny jeszcze chwilę przy życiu utrzymać. Korzystają na tym bogaci, których aktywa zyskują, a traci reszta, której ciężko utrzymać wartość nabywczą pieniądza w okresie sztucznie niskich stóp procentowych oraz inflacji, którą za wszelką cenę chcą wywołać bankierzy centralni, aby potężny dług publiczny zdewaluować za jej pomocą.

Inaczej pod względem wzrostu podaży waluty w realnej gospodarce wygląda sytuacja, gdy luzowanie ilościowe połączone jest z agresywną polityką fiskalną i bezpośrednio finansuje deficyt rządowy. Rzućmy okiem na wykres podaży pieniądza jeszcze raz.


Wykres 3. Podaż pieniądza (M2) – USA

Źródło: https://fred.stlouisfed.org/series/M2SL

O ile luzowanie ilościowe z lat 2011-2014 na drastyczny wzrost podaży waluty nie wpłynęło to inaczej sytuacja prezentuje się w roku 2020, gdy luzowanie ilościowe nie było dla banków, a dla „ulicy”. Czeki stymulujące (stimulus checks) o wartości blisko 5 bilionów dolarów trafiły do przeciętnego obywatela, a zarazem bezpośrednio zaczęły ścigać stałą ilość dóbr i usług. Efekty widać. Inflacja nawet ta raportowana przez FED wynosi 5%, a ceny kluczowych dóbr, surowców rosną w zatrważającym tempie. Wzrost podaży waluty w 2020 wyniósł rekordowe 25% (!), a o ile wzrosła podaż dóbr i usług, gdy ludziom przestało opłacać się pracować, a przedsiębiorcy zaczęli przegrywać konkurencję o pracownika z lukratywnymi zasiłkami rządowymi to już zapytajcie sami siebie. Negatywny wpływ na inflację miała na pewno prędkość waluty, która drastycznie spadła w okresie niepokoju wywołanym przez rządy i restrykcje przez nie wprowadzone ograniczające wolność gospodarczą jak i osobistą obywatela.

Samo finansowanie deficytu przez rząd nie jest zjawiskiem inflacyjnym. Załóżmy, że kupujesz obligacje skarbową. W ten sposób zrzekasz się konsumpcji bieżącej na koszt finansowania zadłużenia państwa. Do wzrostu podaży waluty oczywiście to nie prowadzi.

Inaczej sytuacja wygląda, gdy dług jest monetyzowany bezpośrednio przez bank centralny, a środki trafiają bezpośrednio na ulicę w formie np. zasiłków socjalnych, czy programów rządowych. W ten sposób FED stworzył w 2020 roku 4 biliony dolarów, które trafiły wprost do gospodarki. Obecnie FED skupuje miesięcznie 120 miliardów dolarów aktywów finansowych (80 mld obligacje skarbowe + 40 mld MBS-y). Nawet NBP po raz pierwszy w historii zdecydował się na bezpośrednie finansowe wydatków rządowych skupując w samym 2020 roku ponad 120 miliardów złotych obligacji skarbowych. Będąc precyzyjnym transakcje na linii Skarb Państwa-Bank Centralny nie są dozwolone. Jednak wystarczy wykorzystać pośrednika, jakim może być bank komercyjny, aby deficyt rządowy finansować magicznym pieniądzem. Tak wspaniale można zadłużać się bez umiaru. Bank centralny tworzy nową walutę, rząd wydaje bez umiaru, a ludzie są szczęśliwi i bogaci 😊. Właśnie tak jak w Wenezueli i Zimbabwe.

Pamiętaj, że bogactwa kraju nie mierzy się w ilości waluty, złota, czy bitcoina, które posiada, tylko w ilości efektywnie wytwarzanych dóbr i usług. Czy jeśli znajdujesz się na bezludnej wyspie z walizką, w której znajduje się miliard dolarów, jesteś bogaty? Jesteś strasznie biedny, gdyż nie możesz nic za te pieniądze kupić. Zwiększanie podaży pieniądza to tylko iluzja bogactwa, na którą do pewnego momentu nabiera się większość społeczeństwa.

Teraz już wiesz, że waluta może być tworzona przez banki komercyjne w systemie rezerwy cząstkowej, jak i przez bank centralny, który monetyzuje rządowy deficyt. Wiesz, że luzowanie ilościowe zapewniające płynność bankom nie jest zjawiskiem czysto inflacyjnym, a to zapewniające płynność tzw. „ulicy” przyczynia się bezpośrednio do wzrostu podaży pieniądza.

SYTUACJA W POLSCE

Ale co z tą inflacją? Będzie rosła, czy może siły deflacyjne jak m.in. rosnąca efektywność, czy postęp technologiczny przeważą?

Zacznijmy od Polski. Podaż pieniądza rosła średnio o 7-8% podczas ubiegłej dekady oraz o 17% w 2020 roku. Dla ciekawskich, obecnie na ponad 1,8 biliona złotych składają się gotówka w obiegu 325 miliardów zł; depozyty gospodarstw domowych 1,07 biliona złotych oraz 450 miliardów zł to depozyty przedsiębiorstw oraz instytucji finansowych.

NBP cały czas korzysta z magicznego urządzenia jakim jest luzowanie ilościowe i skupuje obligacje skarbowe. Deficyt budżetowy za rok 2020 wyniósł około 270 miliardów złotych przy wpływach do budżetu na poziomie 400 miliardów złotych. Deficyt oczywiście poupychany po BGK i PFR, aby się byle kto nie połapał. Dług publiczny wynosi blisko 1,5 biliona złotych. Kombinacje z PFR i BGK odwlekają tylko złamanie konstytucyjnego progu 60% zadłużenia w stosunku do PKB. W trakcie obrad sejmu na pierwszą kadencję poseł znany szerszej publiczności – Janusz Korwin-Mikke zaproponował, aby zakazać konstytucyjnie uchwalania budżetu z deficytu. Obywatele nie chcą sfinansować wspaniałego, rządowego programu? To nie możemy ich zadłużać, albo opodatkowywać inflacją. Proste i logiczne? Niestety reszta wiedziała, że z takim zapisem wyborców się nie kupi i Pana Korwina wyśmiała.

Im bardziej społeczeństwo oddala się od prawdy, tym bardziej będzie nienawidzić tych, którzy ją mówią.

GEORGE ORWELL

Obecnie nie wygląda na to, aby w erze coraz to większego przekupywania obywateli ich własnymi pieniędzmi mielibyśmy osiągnąć nadwyżkę, która pozwoliłaby zacząć dług spłacać. Stopy procentowe na najniższym w historii poziomie sprawiają, że obsługa długu kosztuje „tylko” 10% wpływów do budżetu (około 40 miliardów rocznie). Co się stanie, gdy stopy procentowe wrócą kiedyś do normalnego poziomu? Lepiej nie wiedzieć. Może jakoś to będzie, a obecny system oparty na zerowych stopach, napędzaniu konsumpcji, inflacji, kupowaniu wyborców socjalistyczną utopią oraz luzowaniu ilościowym będzie trwał w nieskończoność.

Inflacja sprawia, że najbogatsi są jeszcze bogatsi, a masy jeszcze biedniejsze.

JAMES COOK


Wykres 4. Realne stopy procentowe (nominalna stopa procentowa – inflacja)

Źródło: Bloomberg

Jak widzisz jesteśmy na czele. Nad Wisłą przeciętny obywatel jest najbardziej opodatkowany za pomocą inflacji. Obecnie wynosi ona już 5%, a oprocentowanie lokat przeważnie 0%. W ten sposób Kowalski, który nie umie poruszać się po rynkach finansowych, albo po prostu nie ma to na czasu, albo chęci traci rocznie przynajmniej 5% swojego ciężko wypracowanego kapitału. Przynajmniej, ponieważ rzeczywista inflacja przez rządy jest na różne sposoby zaniżana.

Najwyższa jest ona niestety dla osób najuboższych, gdyż to ceny żywności i energii rosną w najszybszym tempie, a to one stanowią główną część ich wydatków. Najniższa dla osób bogatych, których aktywa giełdowe, czy nieruchomości w erze niekończącej się dostawy nowych środków na giełdę oraz sztucznie niskich stóp procentowych podlegają aprecjacji. Sam rynek nieruchomości jest ciekawym tematem, gdzie socjaliści dzielnie walczą z problemem, który sami stworzyli. Niskie stopy procentowe powodują wzrost popytu na kredyt hipoteczny. Osoby z kapitałem przenoszą go z lokaty, która nic nie płaci na rynek nieruchomości, gdzie można jakąś stopę zwrotu jeszcze uzyskać. Ceny nieruchomości rosną. Obywatele żalą się, że ich nie stać. Rząd musi coś z tym robić! Dzielny rząd aplikuje programy dopłat oraz gwarancji kredytowych. Popyt rośnie. Ceny rosną jeszcze wyżej. Więcej obywateli się żali, że ich nie stać. Rząd musi coś z tym robić! Tutaj już dochodzimy do pomysłów komunistycznych. Rządowy deweloper, czy podatek katastralny. Czy mieszkanie, które zakupiłeś jest Twoje jeśli musisz państwu płacić roczny czynsz, a inaczej zostanie ono znacjonalizowane? Komunizm na świecie niestety przyspiesza coraz szybciej, a my z tęsknoty za wspaniałymi czasami nie chcemy zostać z tyłu. W mojej opinii stopy procentowe na rynkowym poziomie zakończyłyby bańkę na rynku nieruchomości, które to potaniałaby o 30-40%. Jednak gdy rzeczywiście Rada Polityki Pieniężnej z Panią Profesor Ancyparowicz na czele zdecyduje się podnieść „cenę kredytu”, czy to w wyniku coraz to wyższej inflacji, czy słabości złotówki na rynku walutowym (lub oba zjawiska równocześnie), to wtedy osoby, które w wyniku zachęt rządu wzięły kredyt na przewartościowane mieszkanie zostaną z ręką w nocniku, czyli z ratami odsetkowymi, których nie są w stanie spłacać. Przeciętny obywatel myśli, że jeśli przez ostatnie kilka lat stopy procentowe są niskie, to zawsze już takie pozostaną. Taka sama sytuacja miała miejsce z frankiem stale tracącym do złotówki w latach 2007-2008. Trend się odwrócił, a obywatele nieświadomi ryzyka pozostali z kredytem hipotecznym, którego nie są w stanie spłacić.

Póki co wszystko przemawia za tym, że utrzymamy pierwszą pozycję pod względem inflacji w UE oraz negatywnych stóp procentowych na świecie. Rząd prowadzi ekspansywną politykę fiskalną oczekując, że znów uda się przekupić większość pieniędzmi zaradnej i przedsiębiorczej mniejszości (wpływy do budżetu od 7% najbogatszych Polaków = wpływy do budżetu od 93% „najuboższych” Polaków). NBP w tym czasie prowadzi skrajnie nieodpowiedzialną, ekspansywną politykę monetarną i udaje Greka. Zabójczy duet.

Nawet podwyższenie stóp procentowych o kilkadziesiąt punktów bazowych niewiele zmieni, gdy inflacja nawet ta raportowana przez NBP wynosi 5%. Cztery rodzaje kłamstw. Małe kłamstwo, duże kłamstwo, statystyka, statystyka rządowa.

Zatem musisz być przygotowany, że lepiej nie będzie, a obywatel dalej będzie okradany na każdym kroku. O tym jak inwestować w okresie szalejącej inflacji przeczytasz w kolejnych artykułach.

SYTUACJA W USA

Stany Zjednoczone coraz bardziej zmierzają w stronę Modern Monetary Theory w której to deficyt rządowy nie ma znaczenia. Można dodrukować ile się chce, aby wspaniałe wydatki „efektywnego” sektora publicznego finansować. Dług publiczny zbliża się do 30 bilionów dolarów, a detoksu na horyzoncie nie widać. W bardzo szczegółowy sytuację opisuję na łamach „Manifestu Kapitalistycznego”, gdzie będziesz mógł zagłębić się w amerykańską gospodarkę.

Inflacja rośnie, prędkość pieniądza wraz z otwarciem gospodarki również, a podaż pieniądza musi rosnąć, aby chorego pacjenta jakim jest gospodarka USA utrzymać przy życiu. Obecnie wynosi ona już 5,4% r/r i 3,7% za same pierwsze sześć miesięcy! Pan Prezydent Biden obiecywał w kampanii, że nie podniesie podatków dla zarabiających mniej niż 400k dolarów rocznie. Niestety to właśnie klasa średnia jest w okresie ekspansywnej polityki fiskalnej i monetarnej najbardziej opodatkowana.

Warto zaznaczyć, że jeśli tworzona jest tona pieniędzy, do rozpoczęcia cyklu inflacyjnego potrzebny jest tylko niewielki wzrost prędkości. Z wyższą inflacją walczyć się nie da, gdyż znaczne podniesienie stóp procentowych rozsypuje domek z kart, czyli ekonomię opartą na długu oraz doprowadza do bankructwa wiele zadłużonych jednostek w tym rząd USA. Deflacja to wróg publiczny numer jeden, gdyż w taki sposób realne zadłużenie rosłoby w coraz szybszym tempie. Zjawisko korzystne dla przeciętnego obywatela musi być zwalczane ekspansją monetarną, aby system utrzymać.

Jako że inflacja jest korzystna dla rządu, a deflacja dla pracownika, rząd zawsze będzie preferował inflację.
JIM RICKARDS


Wykres 5. Całkowite zadłużenie gospodarki (czarny kolor)do PKB (zielony kolor) Stanów Zjednoczonych (1951–2014)

Źródło: https://www.seeitmarket.com/the-federal-reserve-and-its-self-defeating-monetary-policy-15145/

Inflacja jest piekłem dla wierzycieli i rajem dla dłużników.

ANDRÉ KOSTOLANY

Od momentu odejścia od standardu złota granic w tworzeniu waluty i wzrostu zadłużenia nieproduktywnego nikt nie widzi. Przy zadłużeniu gospodarki cztery razy większym niż PKB podwyższenie stóp procentowych w stylu Paula Volckera z lat 70’ byłoby samobójstwem. Rządy zawsze będą preferować spłatę długu za pomocą inflacji zamiast zdrowszego dla gospodarki uczciwego bankructwa, restrukturyzacji długu oraz deflacji, w której ceny dostosowują się do podaży i popytu na rynku, a błędne inwestycje oraz misalokacja zasobów z okresu iluzorycznego wzrostu są niwelowane poprzez wolnorynkowe mechanizmy.

W dziwnych czasach żyjemy. Czy wyjdziemy kiedyś z tego zwariowanego systemu monetarnego? Tylko wtedy, gdy już innego wyjścia nie będzie. Na koniec wykres przedstawiający wzrost cen w okresie standardu złota, gdy podaż waluty była ograniczona, a zdrowa deflacja czymś naturalnym oraz po 1971 roku, gdy inflacja jest „kluczem” do gospodarczego wzrostu (czytaj do dewaluacji zadłużenia oraz okradania obywateli)

Wykres 6. USA – Indeks cen konsumpcyjnych w latach 1775–2012 (dla 1775 =1)

Źródło: Bureau of Labour Statistics

„Aby waluta była doskonała, powinna mieć absolutnie niezmienną wartość” 

DAVID  RICARDO

Zachęcam również do posłuchania debaty pomiędzy Peterem Schiffem, a Harry Dentem na temat tego, czy w światowym systemie monetarny przeważą siły inflacyjne, czy deflacyjne. https://youtu.be/TIw-rO2ooIQ

1 thought on “Inflacja vs Deflacja. Drukowanie waluty. Przewodnik.”

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *