Jak zniszczyć pieniądz? Finansowy socjalizm cz.3



Najlepszym sposobem na zniszczenie systemu kapitalistycznego jest dewaluacja waluty. Poprzez ciągły proces inflacji rządy mogą skonfiskować, potajemnie i niezauważalnie, ważną część bogactwa swoich obywateli.

VLADIMIR LENIN

Dziś przypada 50 rocznica odejścia od standardu złota. 15 sierpnia 1971 Richard Nixon zakończył wymienialność dolara na złoto. Od tego czasu żyjemy w świecie walut fiducjarnych, opartych tylko i wyłącznie na zaufaniu względem instytucji, które zbyt dużym zaufaniem się nie cieszą. Właśnie cykl „Finansowy Socjalizm” ma na celu pokazać Ci tragiczne konsekwencje polityki monetarnej, z którą mamy od pięciu dekad do czynienia.

Dzisiejszy dzień jest znakomitym, aby przedstawić Wam trzecią część cyklu „Finansowy Socjalizm”. Jeśli nie czytałeś jeszcze pierwszej omawiającej w szczegółowy sposób kluczową rolę stóp procentowych w gospodarce oraz drugiej poświęconej Japonii, to serdecznie Cię do tego zapraszam. Dziś nie skupimy się w tak dogłębny sposób na polityce jednego banku centralnego, jak to miało miejsce w przypadku Banku Japonii, lecz poruszymy temat czterech banków centralnych, które najbardziej powinny nas interesować. Mam tutaj na myśli Europejski Bank Centralny, FED, Narodowy Bank Szwajcarii, oraz Narodowy Bank Polski.

EUROPEJSKI BANKCENTRALNY (EBC)

O kryzysie strefy euro słyszał zapewne każdy. Wytłumaczmy w skrócie jak do tego doszło. W 1999 roku euro weszło w życie, jednak jedynie w formie „niewidzialnej” (cele rozrachunkowe, płatności elektroniczne). Od 2002 roku w dwunastu europejskich krajach można już było płacić tą samą walutą. Kraje te zrzekły się suwerenności polityki monetarnej (np. ustalanie stóp procentowych) na rzecz EBC z siedzibą w Frankfurcie. Z założenia było wiadomo, że jest to pomysł czysto polityczny (ideologiczny), gdyż ciężko jest rozdzielić prowadzenie polityki fiskalnej od monetarnej. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z tak zróżnicowanymi narodami. Kraje północy i zachodu (Niemcy, Finlandia, Austria) cenią sobie stabilną politykę monetarną, nadwyżki budżetowe, podczas gdy kraje południa (Grecja, Hiszpania, Włochy) słyną z ekspansywnej polityki fiskalnej, ogromnego zadłużania się, czy nawet bankructw. Jednak na papierze wszystkie państwa spełniły wymagania wejścia do strefy euro m.in. dług publiczny mniejszy niż 60% PKB, deficyt budżetowy mniejszy niż 3% PKB, stabilność cen. Wspólna waluta sprawiła, że kraje strefy Euro mogły zadłużać się po podobnym koszcie. Poniższy wykres posłuży nam również przy dalszej części opowieści.

Wykres: Rentowność 10 letnich obligacji skarbowych


Jak widzisz przed wejściem w życie strefy Euro kraje jak Włochy, czy Hiszpania musiały płacić wyższe odsetki od emitowanych przez nie obligacji skarbowych niż Francja, czy Niemcy. Było to oczywiście spowodowane ryzykiem walutowym, inflacji, czy bankructwa. Wraz z przyjęciem wspólnej waluty oraz będąc pod nadzorem jednego banku centralnego rentowność 10 letnich obligacji krajów południa zrównała się z tą niemiecką, czy francuska. W ten sposób kraje jak Hiszpania, czy Grecja otrzymały niemiecką kartę kredytową. Normalnie, gdy młody chłopak bez aktywów z pracą na zlecenie poprosi o kredyt w banku, to jeśli go dostanie, to z wysokim oprocentowaniem. Jednak jeśli poprosi ojca, który jest milionerem, aby wziął kredyt na potrzebne dla niego rzeczy, to oprocentowanie kredytu drastycznie spadnie. Taki sam mechanizm zadziałał w strefie euro.

Kraje południa mogły zadłużać po najniższym koszcie w historii, a ty z pierwszej części „Finansowego Socjalizmu” pamiętasz jakie konsekwencje mają niskie stopy procentowe. Rządy zaczęły się zadłużać na potęgę, aby swoje socjalistyczne obietnice spełniać. W wyniku polityki łatwego pieniądza, czyli taniego kredytu ceny nieruchomości rosły jak szalone. Jak widzisz na wykresie, w Hiszpanii, przed pęknięciem bańki ceny nieruchomości rosły 15% r/r.

Wykres: Procentowy przyrost cen mieszkań – Hiszpania


Kraje południa się zadłużały, a banki krajów zachodnich oraz północy Europy inwestowały w kredyty oraz obligacje emitowane przez państwa, które mogły zadłużać się tak łatwo, jak nigdy wcześniej. Niestety nic nie może trwać wiecznie. Nadszedł światowy kryzys finansowy, gospodarki zwolniły, a cały dobrobyt budowany w krajach południa był oczywiście iluzoryczny.

Bezrobocie wzrosło, wpływy do budżetu spadły i okazało się, że kraje południa nie są w stanie spłacać ogromnego zadłużenia. Ponadto okazało się, że Grecja sfałszowała dane odnośnie swojego zadłużenia, aby do strefy euro móc wejść. Na rynku długu pojawiła się panika, a inwestorzy zaczęli pozbywać się obligacji krajów południa. Jak możesz zobaczyć na wcześniejszym wykresie koszt obsługi długu w krajach jak Hiszpania, czy Włochy zaczął w latach 2009-2012 rosnąć. Nie wspominając nawet o Grecji.

Wykres: Rentowność 10 letnich obligacji skarbowych USA/Grecja/Norwegia


Na wykresie widzisz rentowność 10 letnich obligacji skarbowych Grecji, USA i Norwegii. Dzięki wejściu do strefy Euro kraj ze stolicą w Atenach mógł zadłużać się takim samym kosztem jak światowi potentaci. Wraz z kryzysem gospodarczym oraz ujawnieniem prawdziwej sytuacji greckiego budżetu nikt nie chciał posiadać obligacji tego kraju, a ich rentowność wzrosła do 30%. Na temat samego kryzysu greckiego powstało wiele, ciekawych książek. W skrócie musisz wiedzieć, że „Troika” (Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny, Komisja Europejska) próbowały ratować banki komercyjne „umoczone” w obligacjach skarbowych Grecji, a przy okazji greckiego bankruta. W latach 2011-2014 Troika poratowała Grecję „bail-outem” w wysokości łącznej około 320 miliardów euro. Po pierwsze Troika własnych pieniędzy nie ma, gdyż ani ECB, ani KE, czy MFW dóbr i usług w gospodarce nie tworzą. Były to środki europejskiego podatnika. Po drugie nikt by się Grecją nie przejął, gdyby nie to, że francuskie, czy niemiecki banki miały ogromną ekspozycję na grecki dług (około 900 miliardów euro), a bankructwo Grecji mogłoby zakończyć polityczny projekt pt. „Euro”. W normalnych warunkach waluta Grecji zaczęłaby się osłabiać, co wpłynęłoby pozytywnie na eksport kraju. Będąc w strefie euro, taka opcja jest niemożliwa. W rynkowych warunkach kraj musiałby zbankrutować i po latach nieodpowiedzialnej polityki zacząć budować uczciwy zrost gospodarczy na nowo. Jednak europejskie elity nie mogły do tego dopuścić.

Po tym jak banki wyratowano, dług grecki zrestrukturyzowano (strata dla inwestorów w wysokości około 50%), a po 2015 roku sytuacja „dzięki” Europejskiemu Bankowi Centralnemu, który ma nieograniczone możliwości skupu obligacji rządowych zaczęła się uspokajać. Dziś już doszliśmy do takiego momentu, że więcej można zarobić na obligacjach USA, czy Norwegii niż greckiego bankruta.

Jednak jak dokładnie uratowano strefę Euro w 2012 roku, gdy inwestorzy przestali wykazywać zainteresowanie długiem południowców, a większość wróżyła nieunikniony koniec projektu? Historyczny momentem okazały się słowa ówczesnego prezesa EBC – Mario Draghiego (https://youtu.be/Pq1V0aPEO3c). „ECB is ready to do whatever it takes to preserve Euro and believe me it will be enough” (“EBC jest gotów zrobić wszystko, aby ocalić euro i uwierzcie mi, że to wystarczy”). Inwestorzy uwierzyli Draghiemu i sytuacja na rynku długu diametralnie się zmieniła. Po tych słowach było pewne, że EBC śladem FED-u, czy BoJ zacznie nowo wykreowaną walutą skupować dług bankrutów, albo zacznie wspomagać te kraje na inny sposób. Inwestorzy zaczęli zatem podpinać się pod trend. Ceny obligacji dzięki EBC będą rosły to czemu mamy nie skorzystać.

Rynki, które przewidywały nieunikniony upadek waluty, po słowach Draghiego zyskały pewność, że EBC rzeczywiście zrobi wszystko, co w swojej mocy, aby projekt uratować. Jeśli ceny obligacji zaczną wskutek polityki EBC rosnąć, rentowność spadać, to czemu się nie przyłączyć do trendu?

Ekspansja bilansu EBC rozpoczęła się od tzw. operacji LTRO (Long Term Refinancing Operations), czyli pożyczek dla banków komercyjnych na bardzo korzystnych warunkach.

Wykres: Operacje LTRO stosowane przez EBC (1999-2021)

W 2011 roku EB udzielił pożyczek bankom komercyjnym w wysokości około biliona euro. Beneficjentem okazały się głównie banki, które w wyniku kryzysu strefy euro oraz niewypłacalności krajów południa doświadczyły sporych problemów związanych z płynnością. Kolejnym pomysłem mającym na celu pobudzenie gospodarki strefy euro było obniżenie stóp depozytowej po raz pierwszy w historii poniżej zera.

Stopa depozytowa EBC

Jak widzisz od 2014 roku banki komercyjne za przetrzymanie nadmiaru gotówki w EBC muszą płacić. Taka operacja ma na celu pobudzenie akcji kredytowej, konsumpcji oraz inflacji w strefie euro. Efekty, jak to w przypadku keynesowskiej polityki są zazwyczaj mizerne.

Na podstawie wcześniejszego wykresu możesz zaobserwować, że w latach 2013-2015 bilans EBC się kurczył, gdyż pożyczki były przez banki komercyjne spłacane. Jednak, jak to w przypadku Japonii, czy USA system nie jest w stanie funkcjonować bez zerowych/negatywnych stóp procentowych oraz zapewnienia ciągłej płynności (luzowania ilościowego) ze strony banku centralnego.

W 2015 roku nieuniknionym sposobem na ratowanie chorego pacjenta, jakim jest strefa euro okazało się rozpoczęcie luzowania ilościowego. Początkowo zaczęto skupować obligacje rządowe, ale już w 2016 roku EBC wszedł również na rynek obligacji korporacyjnych.

Tak prezentował się miesięczny skup obligacji przez EBC w latach 2015-2018 (*billion po angielsku, to u nas miliard 😊)


Operacje skupu aktywów przez EBC (niebieski – obligacje skarbowe, czerwone – listy zastawne, żółte – obligacje korporacyjne, zielone – Asset Backed Securities)

Wskutek rozpoczętego w 2015 roku luzowania ilościowego (QE) EBC posiada obecnie 2,5 biliona euro długu rządowego krajów strefy Euro oraz około 300 miliardów obligacji korporacyjnych. Możesz zauważyć, że operacje QE wstrzymano w 2019 roku. Jednak już pod koniec roku pacjent bez dalszej dawki leku nie był w stanie funkcjonować i już przed epidemią dodruk wznowiono. Obecnie wynosi on zaledwie 20 miliardów euro miesięcznie. Możesz się dziwić, czemu w wyniku kryzysu wywołanego zamknięciem Europejczyków w domach, EBC nie zwiększył skupu aktywów. Tutaj do gry wszedł inny program pod tytułem Pandemic Emergency Purchase Programme (PEPP). W wyniku jego trzech etapów (750 miliardów euro + 600 miliardów euro + 500 miliardów euro) wpompowano w rynek 1,85 biliona euro. W ten sposób skup EBC zaczął stanowić jeszcze większy popyt na rynku długu, a zadłużanie się przez rządy, czy korporacje jeszcze nigdy nie było tak tanie. Dlatego do poprzedniego wykresu aktywów posiadanych przez EBC należałoby doliczyć wyczyny mające na celu „ratowanie” gospodarki w erze wirusowej.

Wykres: Aktywa EBC (na czerwono) w bilionach euro

Obecnie aktywa EBC oscylują wokół 8 bilionów euro. Na co składają się głównie operacje LTRO, czyli pożyczki dla banków komercyjnych na atrakcyjnych warunkach (około 2 biliony euro) oraz aktywa skupione przez EBC w ramach „normalnego” luzowania ilościowego, czy tego „pandemicznego” (około 4,5 biliona euro). Na dzień dzisiejszy ECB posiada w swoim bilansie około 45% długu rządowego krajów strefy euro! Cel ostateczny, to zapewne 100%.

Nie mam zamiaru rozpisywać się po raz kolejny do czego prowadzi skup obligacji skarbowych, gdyż poświęcone zostały temu tematowi dwie pierwsze części „Finansowego Socjalizmu”. Obecnie zadłużeni po uszy południowi bankruci mogą emitować dług po koszcie niższym niż kraje jak np. Norwegia. W taki sposób również europejski rynek długu został zniszczony, a inwestorzy muszą szukać stopy zwrotu gdzie indziej. Oczywiście kosztem większego ryzyka. W ten sposób kraje południa są uzależnione od EBC. Jeśli on zaprzestałby skupu obligacji danego kraju, to skończyłoby się to bankructwem. Z drugiej strony strefa Euro oraz również Unia Europejska jest zależna od tych krajów. Gdyby państwa południa opuściły strefę euro, to najprawdopodobniej cały europejski projekt by się rozpadł.

Oczywiście można spać spokojnie, gdyż na stronie EBC można przeczytać, że cały ten niekończący się dodruk pt. „luzowanie ilościowe” jest „tymczasowy”.

„Nic nie jest tak trwałe jak tymczasowe programy rządowe

MILTON FRIEDMAN

Skup obligacji korporacyjnych zapoczątkowany przez EBC w 2016 roku, to w mojej opinii nie jest nawet finansowy socjalizm, lecz komunizm. Czytając dokładnie część drugą cyklu wiecie jak niebezpieczny oraz tragiczny w skutkach jest to proceder.

Wykres: Rentowność europejskich obligacji śmieciowych (Euro High Yield Bonds) vs Rentowność 10 letniej obligacji skarbowej USA

W konsekwencji rynek długu zwariował. W 2018 roku w wyniku nieustannego skupu obligacji korporacyjnych przez EBC papiery dłużne emitowane przez rząd USA miały wyższą rentowność niż europejskie obligacje korporacyjne najniższej jakości („junk bonds”). Takie cuda możliwe tylko w systemie monetarnym rządzonym przez szalonych keynesistów. Jeśli jesteście zainteresowani tym, jakie korporacje są wspierane przez EBC, to listę 1721 posiadanych obligacji korporacyjnych zamieszczam tutaj: https://www.ecb.europa.eu/mopo/pdf/CSPP_PEPP_corporate_bond_holdings_20210723.csv

Po ostatnim artykule i przykładzie Japonii wiemy, że polityka monetarna centralnie planowana prowadzi do mizerii oraz stagnacji gospodarczej. Nie powtarzając się, rzućmy tylko okiem na wzrost gospodarczy Włoch uwięzionych w strefie euro, gdzie waluta kraju nie może się zdewaluować, aby wesprzeć np. krajowy eksport oraz Nowej Zelandii.

Stagnacja gospodarcza to nie tylko problem Włoch, które wciąż nie osiągnęły PKB sprzed kryzysu 2008, ale większości krajów strefy euro. Po pierwsze problemem jest wspólna waluta, po drugie keynesowska polityka monetarna (niekończące się luzowanie ilościowe + negatywne stopy procentowe), a po trzecie zbiurokratyzowane struktury unijne oraz masa regulacji, które do rozwoju przedsiębiorczości, czy konkurencyjności krajów się nie przyczyniają. Niestety im bardziej jakaś polityka zawodzi, tym więcej jej się stosuje.

Dlatego przewiduję coraz więcej dodruku ze strony EBC oraz coraz więcej uwikłania biurokratów w cały gospodarczy system, co prowadzi tylko i wyłącznie do stagnacji gospodarczej oraz wspierania przy okazji pewnych grup interesów. Na jednym z ostatnich posiedzeń EBC stwierdził, że celem nie jest już inflacja poniżej 2%, tylko na średnim poziomie 2%. Problemem jest oczywiście wywołanie inflacji w gospodarkach. Stóp procentowych obniżyć się nie da. Pozostaje tylko zwiększenie luzowania ilościowe oraz sprawienie, aby gotówka trafiała do gospodarki realnej. EBC stwierdziło, że jego nowym celem jest walka z klimatem. W ten sposób Christin Lagarde i spółka będą wybierać przedsiębiorstwa wpisujące się w zieloną agendę oraz będą skupować emitowane przez nie obligacje korporacyjne, obniżając w ten sposób koszt długu. Jeśli w wolnorynkowej gospodarce banki centralne miałyby istnieć, to na pewno nie po to, aby „walczyć” ze zmianami klimatycznymi. Jednak dziś mają już tak dużo zajęć, że jedno więcej różnicy nie robi. Wyobraź sobie, że konkurujesz na rynku z firmą Maćka. Rozwijacie swoje produkty, staracie się o finansowanie na rynku kapitałowym, gdzie musicie przyciągnąć prywatnych inwestorów. Idziecie łeb w łeb. Jednak nagle EBC stwierdza, że firma Maćka wpisuje się w polityczną agendę, a bank centralny skupując jego obligacje będzie finansował działalności firmy. Ty w ten sposób przegrywasz konkurencję i wypadasz z rynku pomimo tego, że Twoje produkty mogły okazać się lepsze, tańsze, a ty bardziej wydajniej zarządzałbyś firmą niż Maciek. Niestety tak już wygląda system monetarny oraz gospodarka w erze finansowego socjalizmu.

Ile jeszcze euro przetrwa? Nie da się tego przewidzieć. Jedno nagłe wydarzenie, czy krach mogą sprawić, że strefa euro się rozpadnie. Równie dobrze może trwać ta zabawa jeszcze kilkanaście lat, a EBC śladem BoJ będzie posiadał większość obligacji skarbowych, korporacyjnych, a pewnie za niedługo zacznie również skupować akcje.

Najbliższa przyszłość wraz z wprowadzeniem cyfrowego Euro dużo nam powie. Obecny system monetarny, który wyczerpał już wszystkie swoje narzędzia jest na skraju upadku. Miejmy nadzieję, że Polska wywiążę się z zapisów traktatowych i wejdzie do upadającej od kilku lat strefy euro, opartej na niekończącym się do druku oraz faworyzowaniu wybranych, największych korporacji. Oczywiście nie wcześniej niż pod koniec XXIII wieku 😊.

FEDERAL RESERVE (FED)

Na temat FED-u nie będę się specjalnie rozpisywał, gdyż dużo o jego działaniach możesz przeczytać w mojej książce. Bank centralny powstały w 1913 roku ma za uszami każdy kryzys (1929,2000,2007), który został wywołany polityką sztucznie niskich procentowych ustalanych nie przez rynek, a przez biurokratów. FED, który miał odpowiadać za stabilność waluty sprawił, że dolar nieustannie traci na swojej wartości.

Po kryzysie z 2008 roku FED wprowadził politykę luzowania ilościowego oraz zerowych stóp procentowych. Obecnie podobnie jak EBC stan jego aktywów wynosi ponad 8 bilionów dolarów na co składają się (5,2 biliona dolarów obligacji skarbowych + 2,4 biliona dolarów MBS-ów). Konsekwencje takiego działania zapewne znacie. W marcu 2020 FED łamiąc prawo zaczął skupować obligacje korporacyjne za pomocą sztucznie stworzonej spółki specjalnego przeznaczenia SPV (Special Purpose Vehicle). Oczywiście mało kto się tym przejął. Dziś obligacje korporacyjne z ratingiem CCC (czyli „junk bonds”) mają rentowność niższą niż inflacja. Po przeczytaniu na temat wyczynów EBC i BoJ zapewne was to specjalnie nie dziwi. Ale jeszcze pod koniec XX wieku samo luzowanie ilościowe było nie do pomyślenia. Chyba, że mamy na myśli kraje pokroju Argentyny, czy Wenezueli gdzie takie pomysły kończyły się zawsze w ten sam sposób.

Jak to w finansowym socjalizmie sterowanym przez banki centralne rosną nierówności społeczne. Ekspansywna polityka monetarna sprawia, że bogatsi są jeszcze bogatsi. Inwestujący oraz dłużnicy są promowani kosztem oszczędzających.


Kiedyś, aby się bogacić było trzeba tworzyć realne dobra i usługi, które zadowalały konsumentów. Kluczowym była akumulacja kapitału, wzrost produktywności, innowacyjność. Dodatkiem dla ekonomii realnej była ekonomia finansowa. Dziś niestety jest na odwrót. W okresie konserwatywnej polityki monetarnej opartej na standardzie złota aktywa finansowe stanowiły około 200% PKB, obecnie wartość ta wynosi 550%.

Ekonomia finansowa jest uzależniona od działań banków centralnych. Kiedyś wyceny akcji rosły, gdy rosła produktywność produkcji, zwiększała się akumulacja kapitału w społeczeństwie, wprowadzano wolnorynkowe zasady gospodarki. Dziś wszystko zależy od tego jak dużo płynności, która trafia na rynki wykreuje FED, BoJ, czy EBC.

Wykres: SP 500 (lewa oś, czerwony kolor) vs aktywa banków centralnych FED+BoJ+EBC (prawa oś w bilionach dolarów niebieski kolor)

Korelacja pomiędzy oboma zmiennymi jest przerażająco zbliżona. Czym zakończyłoby się odstawienie narkotyku, jakim jest luzowanie ilościowe, czy polityka zerowych stóp procentowych w gospodarce opartej na długu, polityce łatwego pieniądza oraz rynkach finansowych? Lepiej nie myśleć.

SZWAJCARSKI BANK NARODOWY

Tutaj mamy do czynienia z bankiem centralnym zarządzającym najsilniejszą oraz najstabilniejszą walutą świata. Szwajcaria to jeden z najbogatszych krajów świata, z konserwatywnym poglądem gospodarczym. W opinii wolnorynkowego portalu finansowego jest to państwo na Starym Kontynencie, gdzie jest najwięcej wolnorynkowego kapitalizmu. Efektów takiej polityki chyba nie trzeba przedstawiać. Nie znam kraju, w którym wprowadzono liberalizm gospodarczy, a państwo to nie rozwinęło się w bardzo szybkim tempie pod każdym względem. Wręcz przeciwnie sytuacja wygląda w przypadku socjalizmu. Gdzie jest wprowadzany, tam prowadzi do tragedii.

Wracając do SNB (Swiss National Bank) to również on ma trochę za uszami. Po pierwsze bank wziął udział w masowym zbijaniu cen złota przez banki centralne.

Wykres: Rezerwy szwajcarskiego złota (w tonach)

W ten sposób SNB pozbył się 1500 ton złota na początku XXI wieku, gdy cena kruszcu wynosiła 400 dolarów. W 2011 roku cena złota wynosiła 1800 dolarów, co przełożyło się na stratę w wysokości 74 mld dolarów. Wściekli Szwajcarzy rozpoczęli akcję pt. „Save our Swiss Gold”, która zakończyła się referendum na temat tego, czy frank powinien mieć 20% oparcie w kruszcu. Niestety, albo stety tylko 22% Szwajcarów poparło tę inicjatywę.

Oczywiście problemem dla SNB jest to, że frank jest zbyt silną walutą. Lepiej się nawet nie zastanawiać ile kosztowałby frank oparty w złocie wobec walut, które są nieustannie drukowane. Właśnie wraz z kryzysem 2008 oraz kryzysem strefy euro, frank jak zwykle stał się tzw. „safe-haven asset” i to właśnie do Szwajcarii napływał kapitał w obliczu finansowego armagedonu. To przyczyniło się do tego, że frank bardzo się umocnił wobec innych walut.

Wykres: Euro/ Frank


W obliczu kryzysu finansowego euro straciło 30% wobec franka (złotówka 45% o czym szczególnie przekonali się nasi frankowicze). Aby powstrzymać ten trend, który sprawiał, że produkty szwajcarskie były dla importerów coraz droższe do akcji musiał wkroczyć SNB. Od 2011 roku zaczął on drukować franki oraz skupować z rynku inne waluty (euro, dolary), aby utrzymać sztywny kurs na linii frank-euro (pozioma strzałka na wykresie 2011-2015). Na początku 2015 roku SNB się poddał i sztywny kurs przestał obowiązywać, co sprawiło, że w ciągu jednego dnia (15 styczeń 2015) euro straciło ponad 15% wobec franka. Pomimo tego SNB nie przestało się bawić. Uważam, że jest to raczej dostosowanie się do obowiązującego systemu (frank byłby zbyt silny) niż działanie wywołane koniecznością ratowania systemu, jak ma to miejsce w strefie euro, USA, czy Japonii. Jednak właśnie za sprawką tych krajów SNB prowadzi politykę, jaką prowadzi.

Obecnie aktywa SNB to bilion franków, na co składa się złoto (55 miliardów franków) oraz inwestycje w walutach, które zostały skupione za drukowane franki (równowartość 910 miliardów franków).

W jakich walutach denominowane są inwestycje SNB?


W co inwestuje SNB?


Jak widzisz większość nowo wykreowanych franków po konwersji jest inwestowane w rządowe obligacje, co jeszcze bardziej obniża rentowności na rynku długu. Co ciekawe 23% inwestycji zagranicznych jest ulokowane w akcje (equities). SNB jest drugim bankiem centralnym po BoJ, który jest aktywnym graczem na rynku akcji. W ten sposób posiada on pakiet akcji na amerykańskiej giełdzie w wysokości około 200 miliardów franków.

Wykres: Udziały SNB na amerykańskiej giełdzie

Ulubionym przedsiębiorstwem SNB jest bez wątpienia Apple. W taki sposób napędzana jest bańka na rynkach finansowych, a banki centralne odnoszą zyski drukując walutę oraz inwestując na giełdzie. Ciekawe czasy. Oczywiście SNB jest ofiarą siły franka w okresie szaleństwa głównych, światowych banków centralnych i coś z dodrukowywanym frankiem musi począć.

NARODOWY BANK POLSKI

Na koniec nasz bank centralny, który za dużo na arenie międzynarodowej do powiedzenia nie ma. Jednak trochę nabroił, zwłaszcza ostatnimi czasy.

Utrzymywanie stóp procentowych na zerowym poziomie w erze najwyższej inflacji w UE jest skrajnie nieodpowiedzialnym zachowaniem. Obywatele są okradani ze swoich oszczędności w coraz szybszym tempie. Jakby mało podatków już istniało w państwie polskim. Po drugie prowadzi to do bańki na rynku nieruchomości

Indeks Urban One cen mieszkań na rynku pierwotnym w dużych polskich miastach


Oczywiście wzrost cen mieszkań jest skorelowany z polityką monetarną NBP. Sztucznie niskie stopy procentowe oraz szalejąca inflacja zwiększają popyt na kredyt hipoteczny oraz na ulokowanie swoich środków w fizycznym aktywie. Mało kto się przejmuje tym, że ceny nieruchomości obecnie są w bańce. Tylko nieodpowiedzialna polityka monetarna NBP usprawiedliwia rosnące ceny w erze mniejszego popytu na wynajem (w wyniku restrykcji – brak studentów, turystów itd.). Dzięki takiej polityce na lewicy pojawiają się coraz ciekawsze pomysły związane z rynkiem nieruchomości. Pisałem więcej na temat w artykule inflacja vs deflacja.

W 2020 roku NBP dostał zielone światło na rozpoczęcie luzowania ilościowego skupując do tej pory dług państwowy w wysokości 147 miliardów złotych. Czysta monetyzacja długu, skarb państwa miałby problem z utrzymaniem niskiej rentowności obligacji, emitując ogromną liczbę zadłużenia w latach 2020-2021. Dlatego do gry wszedł NBP. Monetyzacja długu, sztucznie niskie stopy procentowe, to sprawia, że inflacja rośnie, a w gospodarce pojawia się coraz więcej ingerencji biurokratów, błędnej alokacji zasobów, kapitału itd. ( https://wolnorynkowykapitalizm.pl/negatywne-stopy-procentowe-uratuja-gospodarke-finansowy-socjalizm-cz-1/).

Na plus warto zaznaczyć, że NBP przyznaje się do błędu skupując złoty kruszec, którego obecny stan posiadania wynosi 230 ton. Jednak dopóki będziemy udawać greka i prowadzić obecną politykę monetarną, to  inflacja będzie coraz wyższa, złoty coraz słabszy, klasa średnia coraz biedniejsza, a mieszkania coraz droższe.

Ostatnio NBP zaskoczył już po całości informując, że wchodzi na rynek akcji. Ekspozycja na rynek akcji amerykańskich i europejskich została nabyta za pomocą kontraktów terminowych (https://wolnorynkowykapitalizm.pl/instrumenty-pochodne-jak-zarabiac-wystawiajac-opcje-put/). „W ramach weryfikacji strategii zarządzania rezerwami dewizowymi, dążąc do dalszej dywersyfikacji rezerw oraz podwyższenia ich dochodowości w długim okresie, podjęto decyzję o rozpoczęciu inwestycji na amerykańskim oraz europejskim rynku akcji. Ekspozycja uzyskiwana jest poprzez kontrakty futures na indeksy spółek giełdowych o największej kapitalizacji. NBP nie komentuje bieżących decyzji inwestycyjnych, w tym ekspozycji na poszczególne instrumenty inwestycyjne”. W skrócie NBP używa aktywów rezerwowych, aby naród się bogacił, gdy dzięki FED-owi i EBC rynki akcji będą dalej rosły. Ciężko mi znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie tej decyzji. Bank centralny został stworzony, po to aby spekulować na światowych giełdach? Brakuje słów na to co się dzieje w tym monetarnym świecie, zwłaszcza po kryzysie z 2007 roku, wywołanym o dziwo polityką łatwego pieniądza.

PODSUMOWANIE

Mam nadzieję, że trzyczęściowy cykl pt. „Finansowy Socjalizm” przypadł wam do gustu. Dziwnym jest to, że większości społeczeństwa wydaje się żyjemy w systemie kapitalistycznym. Niestety wolnorynkowy kapitalizm, czyli system, który doprowadził wiele nacji do bogactwa, a ogromną część światowej populacji wyciągnął z biedy i marazmu, to już tylko historia. Na sile nabiera centralne planowanie gospodarki, coraz większy udział w systemie rządu i banku centralnego. Niestety nie przewiduję, aby tendencja miała się w najbliższym czasie odwrócić, a kolejne odcinki „Finansowego Socjalizmu” zapewne przed nami.

Kapitaliści wszystkich narodów łączcie się!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *