Japonia – historia prawdziwa. Finansowy socjalizm cz.2



Wielu z Was Japonia kojarzy się z samurajami, kwitnącą wiśnią oraz społeczeństwem bardzo pracowitym, wykształconym, sumiennym oraz ambitnym. Zatem jak to możliwe, że kraj ten może pochwalić się największym zadłużeniem w stosunku do PKB w wysokości 265% (nawet Grecja z wynikiem 205%, Japonii nie dorównuje)? Ponadto PKB kraju jest na niższym poziomie niż na początku lat 90’, a główny indeks giełdowy – Nikkei 225 pomimo niesamowitych wyczynów Banku Narodowego Japonii (BoJ), wciąż jest ponad 30% poniżej pułapu z 1991 roku. Jest to jedna z nielicznych światowych giełd, która obecnie nowych szczytów nie zalicza. Przenalizujmy zatem dokładnie do czego prowadzi keynesowska polityka monetarna oraz dlaczego pomimo bardzo miernych efektów przez ostatnie 30 lat w Japonii jest ona z coraz większą siłą stosowana przez największe, światowe banki centralne. Przed wami druga część cyklu pt. „Finansowy Socjalizm”.

PRZYCZYNY BAŃKI NA JAPOŃSKIM RYNKU (1985-1991)

Przyczyn jednej z największych baniek spekulacyjnych w historii należy upatrywać w systemie monetarnym, jaki powstał po 1971 roku. Od momentu w którym Richard Nixon „tymczasowo” zawiesił wymienialność dolara na złoto (https://youtu.be/iRzr1QU6K1o) mieliśmy do czynienia ze zmiennymi kursami walutowymi. System z Bretton Woods upadł, pojawiły się waluty fiducjarne, których wartość wobec siebie zaczęła zależeć od wielu czynników makroekonomicznych. Stagflacyjna dekada w Stanach Zjednoczonych zakończyła się poprzez restrykcyjną politykę monetarną (stopy procentowe podniesione do 20%) na przełomie dekady 70’/80’. To przyczyniło się do silnego umocnienia się dolara wobec innych walut, czyli negatywnie wpłynęło na eksport USA (silna waluta = droższe ceny w oczach importerów). Dlatego w 1985 roku kraje należące do ówczesnego G5 (USA, Niemcy, WB, Francja, Japonia) podpisały „Plaza Accord”, który miał na celu sztuczne osłabienie bardzo silnego dolara, aby poprawić sytuację handlową Stanów Zjednoczonych.

Wykres 1. DXY indeks – czyli stosunek dolara do koszyka innych walut (obecnie – Euro 58%, Yen 14%, Funt 12%, Dolar Kanadyjski 9%, Frank 4%, Korona Szwedzka 4%)


Na wykresie dolara (DXY Index) możemy dostrzec gwałtowny wzrost jego wartości w latach (1980-1985) oraz sztuczną dewaluacją, która przyszła wraz z porozumieniem krajów G5 w roku 1985. Co ciekawe, w 1987 roku musiało dojść do kolejnego spotkania „Louvre Accord”, aby wartość amerykańskiej waluty ustabilizować.

Myślisz sobie, że co ten dolar i te spotkania państw G5 mają wspólnego z sytuacją w Japonii. Już tłumaczę. Początek lat 80’ stał pod zmian znakiem niesamowitego wzrostu japońskiej gospodarki. Rozwój technologiczny oraz konkurencyjność japońskich firm na arenie międzynarodowej przyczyniał się do sporej nadwyżki handlowej w kraju kwitnącej wiśni. Pomimo tego, że twarda polityka monetarna USA sprawiła, że dolar zaczął się umacniać wobec innych walut (o 150% do franka francuskiego, o ponad 100% względem marki niemieckiej, czy funta brytyjskiego), to w okresie 1980-1985 jen w wyniku dużego popytu na dobra importowane z Japonii stracił zaledwie 30% względem dolara.

Dlatego to rok 1985 jest kluczowym, gdyż sztuczna dewaluacja dolara względem głównych światowych walut przyczyniła się do tego, że jen stał się niesamowicie silny. Japońska waluta w ciągu zaledwie dwóch lat (1985-1987) zyskała ponad 125% względem dolara, od 250 jenów za dolara do 110 jenów za dolara. W ten sposób oczywiście ucierpiał japoński eksport, gdyż japońskie dobra stały się droższe w oczach importerów. Na ratunek ruszyli politycy z bankiem centralnym na czele. Stopy procentowe obniżono z pułapu 5%, do 2,5%, a rządzący zaczęli prowadzić ekspansywną politykę fiskalną. W ten sposób jen osłabił się wobec dolara (150 jenów za dolara), a gospodarka napędzana polityką łatwego pieniądza weszła na jeszcze szybsze tory. Okres 1987-1891 to czas, w którym kraj rozwijał się jak nigdy wcześniej, wyceny wszystkich aktywów rosły w nieskończoność, a Japonia miała stać się światowym hegemonem i zakończyć potęgę Stanów Zjednoczonych.

Do czego prowadzi polityka oparta na łatwym pieniądzu, sztucznie niskich stopach procentowym, ekspansywnej polityce fiskalnej, a zarazem wzroście podaży waluty? Oczywiście dobre efekty przychodzą jako pierwsze (jak to z alkoholem). Rzućmy okiem na prasowe notki z 1989 roku odnośnie sytuacji w kraju ze stolicą w Tokio.

„Na przykład 1,15 miliona metrów kwadratowych zajmowanych przez Pałac Cesarski w centrum japońskiej stolicy jest równe wartości wszystkich nieruchomości w Kalifornii.”

„Każdego roku od 1986 wartość gruntów komercyjnych w Tokio wzrastała o 96,2 procent, a gruntów mieszkalnych o 89 procent.”

„Łączna wartość ziemi w Tokio jest teraz równa połowie całkowitej wartości całej ziemi w Japonii, a całkowita wartość ziemi w Japonii jest 4,1 razy większa niż całkowita wartość ziemi w Stanach Zjednoczonych.”

Taka sytuacja nie może dziwić, gdy koszt kredytu jest niski jak nigdy wcześniej, a ludzie bogacą się, oczywiście na papierze, inwestując np. w nieruchomości. Również wartość japońskiej giełdy stała się większa niż tej amerykańskiej (dziś amerykańska giełda ma wartość 8 krotnie większą). Gdy ceny wszystkiego rosną jak szalone, to wszyscy chcą wskoczyć do wagonika, aby się wzbogacić, nie przejmując się racjonalnością, ani wyceną swojej inwestycji. Średnie cena/zysk dla Nikkei 225 wahało się w okolicy 60, ceny nieruchomości rosły bez umiaru. Nie jest to nic nowego, wręcz identycznych cyklów doświadczamy co kilka lat w światowej keynesowskiej gospodarce opartej na polityce łatwego pieniądza (Usa 1929, 2000, 2007, 2021; Japonia 1991). Ciekawym jest to, że za każdym razem, gdy sytuacja się powtarza wszyscy twierdzą, że tym razem jest inaczej. Jak wiesz uczciwy wzrost gospodarczy można zbudować tylko i wyłącznie za pomocą akumulacji kapitału, oszczędności, wzrostu efektywności pracy. Gospodarka oparta na sztucznie niskich stopach procentowych oraz rządowych wydatkach deficytowych prędzej, czy później prowadzi do bolesnego krachu.

Tak też się stało w Japonii, gdzie Bank Japonii (BoJ), aby lekko powstrzymać niekończące się szaleństwo wywołane ekspansywną polityką monetarną podniósł stopy procentowe z 2,5% do 6%. Popyt na kredyt drastycznie spadł, raty odsetkowe drastycznie wzrosły, a wyceny aktywów zaczęły spadać bez opamiętania.


Wykres 2. Nikkei 225


Ludzie mogą przewidzieć przyszłość tylko wtedy, gdy zbiega się ona z ich własnymi życzeniami, a najbardziej oczywiste fakty mogą zostać zignorowane, gdy są niemile widziane.

GEORGE ORWELL

Nagłe wzrosty jakie miały miejsce po roku 1985, czyli po zastosowaniu przez BoJ ekspansywnej polityki monetarnej przyszły tak szybko (w 5 lat wzrost 400%), jak i następujące po pęknięciu bańki spadki. Ludzie lubią działać stadnie, czują się pewnie, gdy większość wokół nich twierdzi tak, jak oni. Może rzeczywiście wyceny w latach 1987-1991 były kosmiczne, ale jak eksperci twierdzili, że Japonia będzie światowym hegemonem, a wszyscy wokół się bogacą, to czemu ja miałbym z okazji nie skorzystać. Podwyższenie stóp procentowych do racjonalnego pułapu pokazało na czym, ta szalona ekspansja była oparta – na piasku. W przeciągu kolejnych 15 lat japońska giełda straciła 75% swojej wartości. Bolesna strata oraz nauczka dla chciwych inwestorów. Po 30 latach giełda wciąż jest 30% poniżej pułapu z 1991 roku. W tym swój udział ma BoJ i jego magiczne działania, które wywindowały wyceny japońskiej giełdy od 2012. O tym dowiesz się już za niedługo.

POLITYKA FISKALNA (1990-2021)

Przejdźmy teraz do reakcji japońskich polityków oraz ekonomistów z BoJ na krach gospodarczy wywołany ekspansywną polityką monetarną oraz fiskalną. Myślisz, że było to austriackie wyjście z kryzysu, czyli tzw. „laissez-faire”? Pozwolono przedsiębiorstwom powstałym w erze taniego kredytu upaść, pozwolono siłom ekonomicznym dostosować się do nowej sytuacji na rynku oraz do wyższych stóp procentowych, zmniejszono wydatki rządowe? Nic z tych rzeczy, receptą na kryzys wywołany ekspansywną polityką fiskalną oraz monetarną było jeszcze więcej lekarstwa gorszego niż choroba. Japończycy nie pozwolili na krótkotrwały deflacyjny ból, aby potem wrócić na tory uczciwego, ekonomicznego wzrostu.

Szaleństwo polega na robieniu w kółko tej samej rzeczy i oczekiwaniu różnych wyników.”

ALBERT EINSTEIN

Zaczynając od polityki fiskalnej, czyli rządowych wydatków, to one miały być główną receptą na japońską chorobę. Rząd będzie się zadłużał, stymulując przy okazji popyt konsumpcyjny oraz inwestycyjny. W keynesowskim teoretycznym podręczniku z którego korzystają światowe banki centralne brzmi całkiem nieźle, ale niestety w teorii nie działa. Jak można leczyć pacjenta lekarstwem, które chorobę wywołało? Lekarstwem na kaca nie jest alkohol. Najwidoczniej keynesiści swoją polityką chcą uniknąć kaca będąc cały czas pijanym. Niestety tak to wygląda obecnie nie tylko w Japonii, ale w większości światowych gospodarek. Popatrzmy na kilka wykresów ukazujących nam skalę zadłużenia kraju ze stolicą w Tokio.

Wykres 3. Roczny deficyt budżetowy (jako % PKB)


Jak już wiesz w latach 70-80 Japonia prowadziła ekspansywną politykę fiskalną. Zaraz przed pęknięciem bańki w wyniku ogromnych wpływów do budżetu wywołanych gospodarczym szaleństwem udało się nawet odnotować nadwyżkę budżetową. Jednak krach gospodarczy „zmusił” rządzących do jeszcze większej stymulacji ekonomii poprzez zadłużanie się. Przez ostatnie 30 lat kraj zadłuża się w tempie od  4% do nawet 10% PKB w skali roku. Oczywiście kumulacje tego zjawiska możemy zobaczyć na wykresie długu publicznego Japonii.


Wykres 4. Dług publiczny Japonii jako % PKB

Zaczęliśmy od pułapu 70% zadłużenia w stosunku do PKB, a po 30 latach nieograniczonych wydatków rządowych, które pozytywnego efektu nie przyniosły, zadłużenie Japonii wynosi rekordowe na skalę światową 270% względem PKB. Obecny dług publiczny Japonii to 1,2 BILIARDA jenów (11 bilionów dolarów). Dlaczego Japonia jeszcze nie zbankrutowała? Tego dowiesz się już za chwilę.

Możesz myśleć, że tyle wydatków rządowych stymulujących popyt konsumpcyjny powinno przełożyć się na ponowny piorunujący wzrost kraju. Niestety im więcej udziału państwa w gospodarce, tym mniej dynamizmu, postępu, kreatywności. Coraz więcej zasobów jest błędnie alokowane, prowadzi to do wielu ekonomicznych zniekształceń, a w konsekwencji do gospodarczej stagnacji. Japończycy nie pozwolili po pęknięciu bańki działać mechanizmom wolnorynkowym, nie pozwolili, aby popyt i podaż na rynku samoistnie się dostosowała do nowych warunków. Zdecydowali się zatem na gospodarkę po części „centralnie planowaną”, czyli tzw. „finansowy socjalizm”, w którym to rząd i bank centralny rozdają karty.

Jakie są efekty porzucenia wolnorynkowego kapitalizmu na rzecz keynesizmu?

Wykres 5. Japońskie PKB (1960-2021)

Ostatnie trzy dekady są dla Japonii stracone. Sterowanie gospodarką przez biurokratów sprawia, że PKB kraju od 30 lat stoi w miejscu. W tym czasie PKB światowe wzrosło realnie o prawie 150%. Poza tym, że ogromne zadłużanie przekłada się na stagnację gospodarczą, ogromne uwikłanie rządzących w cały system, to bez wzrostu PKB jego wartość względem tego wskaźnika ciągle rośnie.

POLITYKA MONETARNA (1991-2021)

Przejdźmy teraz do ciekawszych rzeczy, czyli do polityki monetarnej, która miała ocalić japońską gospodarkę.


Wykres 6. Stopy procentowe ustalane przez BoJ

 
Dla przypomnienia, w wyniku znacznego umocnienia się jena wskutek Plaza Accord, BoJ obniżył stopy do 2,5%, co wywołało jedną z większych baniek spekulacyjnych w historii. Próbując opanować sytuację oraz inflację zbliżającą się do 5% wywołaną przyrostem podaży waluty (średnio 11% r/r), stopy zostały podniesione do 6%, co bańkę przebiło. Następnie rozpoczęły się obniżki stóp procentowych, aby po keynesistowsku gospodarkę leczyć. Przez ostatnie dwadzieścia lat wynoszą  one zero. Warto pamiętać, że dług publiczny jest 22 razy większy niż roczne wpływy do budżetu. Przy stopach na poziomie 4,5%, całe wpływy do budżetu przeznaczane byłyby na obsługę długu. Możesz zastanawiać się czemu tym razem tak niskie stopy procentowe nie prowadzą do gospodarczego wzrostu. Jak już wspomniałem nie pozwolono wolnorynkowym mechanizmom działać, niskie stopy procentowe promują „zombie companies”, które przy zdrowej polityce monetarnej nie miałyby prawa istnieć. Po drugie taka polityka monetarna promuje coraz to większe wydatki rządowe, którym z efektywnością nie po drodze. W erze łatwego kredytu powstał nadmiar przedsiębiorstw, które nie są w stanie wpisać się w nowe realia rynkowe. Tani kredyt pozwala im funkcjonować, marnując przy okazji ograniczone zasoby. Przez 30 lat japońska gospodarka jest w tzw. pułapce płynności „liquidity trap”, gdzie pomimo niskiego kosztu kredytu na rynku panuje nadpodaż (oversupply) nieefektywnych przedsiębiorstw, co przyczynia się do gospodarczej stagnacji. Wolnemu rynkowi trzeba pozwolić działać, a jak wiesz z części pierwszej, nie ma wolnorynkowego kapitalizmu bez naturalnej ceny kapitału (stopy procentowej).

Brak wzrostu gospodarczego, dynamizmu oraz popytu na kredytu pomimo niskich stóp procentowych przy starzejącym się społeczeństwie jest przepisem na deflację, z którą zmaga się japońska gospodarka od trzech dekad.

Wykres 7. Inflacja w Japonii (1995-2021)


Pojedyncze wzrosty inflacji, które widzisz na wykresie były wywołane podwyższeniem opodatkowania niektórych produktów, a nie zwiększoną podażą waluty ścigającą stałą liczbę dóbr i usług, czy zwiększoną prędkością. Zatem jeśli zerowe stopy procentowe nie pobudzają martwej gospodarki, ani inflacji, a ekspansywna polityka fiskalna też nie działa, więc może trzeba spróbować czegoś nowego. W ten sposób pod koniec XX wieku do gry wszedł BoJ odpisując bankom komercyjnym 50 bilionów jenów (450 miliardów dolarów) złych pożyczek, które udzieliły nierentownym przedsiębiorstwom. Wtedy jeszcze nie nazywało się to luzowaniem ilościowym, ale jak można inaczej nazwać skupowanie kredytów od banków zapewniając im płynność. To „prawdziwe” luzowanie ilościowe rozpoczęło się w latach 2001-2004, gdy po poradach od mojego ulubionego ekonomisty – Paula Krugmana, BoJ skupił 35,5 biliona jenów (300 miliardów dolarów) aktywów bankowych (głównie obligacji skarbowych). Inflacji to nie wywołało, gdyż nowo wykreowane jeny nie ruszyły do realnej gospodarki tylko pozostały w rezerwach bankowych. Oczywiście luzowanie ilościowe, czyli skup bankowych aktywów przez bank centralny jest bardzo destruktywnym oraz mającym negatywne konsekwencji dla gospodarki, jak i systemu monetarnego pomysłem. Niestety dziś od niego uzależnione są już największe gospodarki światowe.

Japonia była pierwszym krajem, gdzie taki eksperyment zastosowano. Na początku bardzo ostrożnie, gdyż każdy wie, jak kończy się drukowanie waluty. Przez początek XXI wieku, aż do 2012 roku bilans BoJ był bardzo stabilny i oscylował wokół 110 bilionów jenów  (1 bilion dolarów). Po tym jak BoJ zobaczył, że FED (Bank Centralny USA) w reakcji na kryzys nie przejmuje się niczym i w ramach trzech programów skupu aktywów kreuje w 3 lata 4,5 biliona dolarów, również BoJ stał się bardziej odważny i odpalił drukarki na kilka zmian. Jeśli główny światowy bank centralny łamie wszystkie konserwatywne zasady monetarne, które obowiązywały przez stulecia, to czemu mamy się nie dołączyć? W ten sposób pod koniec 2012 roku Japończycy ogłosili, że też się niczym nie przejmują i zaczynają luzowanie ilościowe na całego, skupując tak dużo obligacji skarbowych jak się da, a w dodatku akcje i REIT-y poprzez ETF-y, co było ewenementem na skalę światową.

Wykres 8. Aktywa banku centralnego Japonii (w mln jenów)


Możecie się zastanowić jak na takie szaleństwo zareagowały rynki. Lekko się wystraszyły.

Wykres 8. USD vs JPY


Jen stracił w bardzo krótkim okresie 30% wobec dolara. Co powstrzymało dalszą dewaluację waluty, którą zarządza szalony bank centralny? Po pierwsze to, że inne banki centralne bardziej konserwatywnej polityki nie prowadzą. Po drugie w wyniku osłabienia się kursu jena, Japonia zaczęła notować nadwyżki w wymianie handlowej, co zwiększyło popyt na walutę.

Jakie są efekty takiej polityki? Po pierwsze blisko 60% długu publicznego jest w rękach BoJ.

Wykres 9. Obligacje skarbowe w posiadaniu BoJ



W 2019 roku 600 bilionów z 1,1 biliarda jenów długu publicznego było w rękach BoJ. Zatem nie może nas dziwić, że pomimo takiego zadłużenia rentowność obligacji japońskich jest na tak niskim poziomie. Mając kupca z nieograniczoną podażą waluty nie ma się czym przejmować. Inaczej ciężko byłoby znaleźć popyt na tak ogromną liczbę obligacji skarbowych przy tak niskiej rentowności. Warto mieć na uwadze, że tylko 7% długu jest w rękach zagranicznych inwestorów. Poza BoJ najwięcej obligacji skarbowych posiadają japońskie banki, fundusze ubezpieczeniowe/inwestycyjne/emerytalne. W taki sposób cały dług jest w japońskich rękach, co sprawia, że kraj nie ogłosił jeszcze bankructwa. Państwa z dużo mniejszym zadłużeniem względem PKB bankrutowały, jednak było to spowodowane albo tym, że dług był denominowany w obcej walucie, albo duża część obligacji była w rękach zagranicznych inwestorów (zazwyczaj oba przypadki na raz).

Dzisiaj rynek obligacji skarbowych Japonii praktycznie jest martwy, z rzadka zachodzą tam jakieś rynkowe mechanizmy. Fundusze emerytalne nie wybrzydzają i kupują długoterminowe obligacje z rentownością 0,7% w skali roku, gdyż starsze społeczeństwo ma w pamięci giełdowe żniwa z początku lat 90’, więc swoimi środkami emerytalnymi ryzykować specjalnie nie chce. Jeśli zastanawia Cię, jakim cudem skup rządowych obligacji przez BoJ nie doprowadził do upadku waluty, to tym zajmiemy się na końcu artykułu.

Jako, że BoJ był prowodyrem luzowania ilościowe, to również jako pierwszy zdecydował się na wejście rynek akcji i zajął się pompowaniem rynku, który w 20 lat keynesowskiej mizerii zaliczył 70% spadek.

Wykres 10. Wartość udziałów BoJ na rynku akcji poprzez zakupy ETF-ów

BoJ nie skupuje akcji lub REIT-ów (fundusze inwestujące w nieruchomości komercyjne) bezpośrednio, gdyż wtedy widniałby na liście akcjonariuszy oraz miałby prawo głosu w spółce. Dużo praw głosu, w końcu Ty, aby stać się akcjonariuszem musisz uczciwie wypracować kapitał. BoJ robi to bez żadnych ograniczeń za pomocą kilku kliknięć w monitor. To jest życie. Zatem BoJ, aby być bardziej „anonimowym” działa na rynku pośrednio, skupując udziały w japońskich ETF-ach, które inwestują w japońskie akcje lub REIT-y. W ten sposób już blisko 80% udziałów w japońskich ETF-ach jest w rękach BoJ. Przekłada się to na akcje o wartości 47 bilionów jenów (430 miliardów dolarów), które są w posiadaniu BoJ. Ostatnio przeskoczył on na liście japoński rządowy fundusz emerytalny, który posiada 45 bilionów jenów (410 miliardów dolarów). Oba te podmioty są największymi akcjonariuszami japońskiej giełdy. W teoretycznie kapitalistycznym narodzie wartość giełdowych udziałów dwóch rządowych jednostek stanowi łącznie 15% kapitalizacji giełdowej (840 miliardów dolarów podzielić przez 5,6 biliona dolarów).

Wykres 11. Nikkei 225


Potężny skup aktywów giełdowych zapoczątkowany w 2013 przez BoJ przyczynił się do „hossy” na japońskiej giełdzie. W końcu każdy inwestor chce się podpiąć pod trend sterowany przez BoJ. Skup obligacji przez bank centralny, czyli sztuczne obniżanie ich rentowności za sprawą nieograniczonego popytu jest obecnie czymś normalnym. Jednak uważam, że to samo będzie miało miejsce również w przypadku skupu akcji. Banki centralne na masową skalę zaczną bawić się na rynku akcji, aby uratować sytuację w przypadku krachu lub paniki wśród inwestorów. Dziś oprócz BoJ udziały na rynku akcji posiada Bank Szwajcarii. Na amerykańskiej giełdzie cieszy się on pakietem w wysokości 120 miliardów dolarów. Jednak jest to temat na inny artykuł.

Skup krajowych akcji przez bank centralny jest procesem, który kilkanaście lat temu nie był brany pod uwagę nawet przez najbardziej „postępowych” ekonomistów. Z resztą tak samo postrzegano politykę sztucznie niskich stóp procentowych, czy skupu obligacji skarbowych przez bank centralny. Kiedyś niewyobrażalne, dziś normalne. Taki średni ten wolnorynkowy kapitalizm mamy w erze waluty papierowej oraz dominacji banków centralnych i polityków, nawet nad rynkami finansowymi. W dziwnych czasach żyjemy jak to mawia Paul Krugman.

Oczywiście BoJ nie zapomniał o tym, aby utrzymać przy życiu „zombie companies”, które w Japonii zostały wykreowane przez ostatnie dekady polityki łatwego pieniądza.

Wykres 12. Skup nowo emitowanych obligacji korporacyjnych przez BoJ


Obecnie BoJ skupuje 70% (!) nowo wyemitowanych obligacji korporacyjnych. Jak się bawić, to na całego. Socjalizm finansowy w pełnej krasie. Kilku biurokratów wybiera jaką firmę wesprzeć poprzez skup obligacji, a w ten sposób obniża jej koszt długu. Jak taka ingerencja wpływa na rynek? Jeśli chcesz, aby BoJ skupował Twoje obligacje i pomagał Ci w ten sposób w walce o udział w rynku, to musisz być wobec rządzących posłuszny, a może nawet czasami dorzucić coś pod stołem. W innym przypadku Twój konkurent wykorzysta sytuację. Osobiście jestem przeciwny jakiejkolwiek ingerencji rządu w wolnorynkową gospodarkę. Jednak skup obligacji korporacyjnych przekracza już wszystkie granice normalności i zdrowego rozsądku. Utrzymuje się w ten sposób nierentowne firmy, które są źle zarządzane, albo nie dostosowują produktu do obecnego popytu na rynku. Po drugie skupowane są obligacje tylko dużych firm, co zwiększa jeszcze bardziej ich przewagę na rynku oraz pozwala środki przelane od banku centralnego wykorzystać na skup mniejszych firm. Ręce opadają.

CO Z INFLACJĄ?

Możesz pomyśleć, co z tą inflacją? Przecież po 2012 roku BoJ przegiął już po całości. Skupił większość rządowych obligacji, 8% akcji z rynku, obligacje korporacyjne, więc w Japonii na pewno już jest wysoka inflacja. Jest wręcz przeciwnie, Japonia wciąż boryka się z deflacją.

Oczywiście doświadczamy ogromnej inflacji na rynkach finansowych. BoJ przyczynił się swoją polityką do wywindowania rynku akcji o 170%. Rynek obligacji, nieruchomości jest w bańce spekulacyjnej napędzanej przez niekończący się dodruk ze strony BoJ. Dodruk w Japonii napędza również zagraniczne rynki kapitałowe. Inwestor instytucjonalny, od którego BoJ skupił akcję, czy obligację przeniesie się w poszukiwaniu szczęścia na zagraniczne rynki. Światowe rynki finansowe zależne są dziś od jednej głównej rzeczy, czyli nieustannego dostarczania środków na giełdę za sprawą „luzowania ilościowego”. Inflacja na rynkach finansowych jest, i to ogromna, ale co z tą w ekonomii realnej?

Najpierw popatrzmy na wzrost bazy monetarnej Japonii.

Wykres 13. Baza monetarna Japonii (rezerwy bankowe + gotówka w obiegu)


Możecie zauważyć, że w wyniku szaleństwa, które zaczęło się w 2012 baza monetarna Japonii wzrosła o ponad 500%. Obecnie wynosi ona więcej niż PKB kraju. Ewenement. Jednak, czy przełożyło się to na wzrost ilości waluty w realnej gospodarce?

Wykres 14. Podaż waluty M2 Japonia (lewa oś) vs USA (prawa oś)


W okresie 2000- 2021 baza monetarna wzrosła w obu krajach o podobną wartość (około 700-800%). Również przyrost aktywów banków centralnych był na bardzo podobnym poziomie. Jednak w Stanach Zjednoczonych przyczyniło się do wzrostu podaży waluty w realnej gospodarce o 500%, a w Japonii zaledwie o 100%. Przyrost podaży waluty jest kluczowym jeśli chodzi o badanie inflacji. Pomimo szaleństw banku centralnego, ekspansywnej polityki monetarnej waluta nie trafia do realnej gospodarki, tylko zostaje w bankowych rezerwach, albo trafia na giełdę, gdzie jak już wiesz inflacja jest na bardzo wysokim poziomie.

Wykres 15. Procentowy przyrost podaży waluty Euro/Dollar/Jen

Ten sam wykres tylko w wartościach procentowych oraz z udziałem euro. Widzimy dokładnie, że wzrost podaży waluty w Japonii jest na dużym wolniejszym poziomie niż w Euro-landzie, czy w USA, co sprawia, że Japonia boryka się z chroniczną deflacją oraz stagnacją gospodarki zarządzanej przez szalonych keynesistów.

Również druga po podaży waluty z kluczowych zmiennych wpływających na inflację, czyli prędkość pieniądza przyczynia się do tego, że to deflacja jest „problemem” japońskiej gospodarki. Jak widzisz jest ona na poziomie o 60% niższym niż to miało miejsce w erze boomu wywołanym polityką łatwego pieniądza.

Co wpływa na to, że pomimo tylu czynników inflacyjnych z rosnącymi cenami nie mamy do czynienia? Po pierwsze Japonia z kryzysu wyszła w keynesowskim stylu, nie pozwoliła na deflacyjny krach, nieunikniony po latach polityki łatwego pieniądza. Siłą rynkowym nie pozwolono działać, a ogromna ingerencja ze strony biurokratów na przestrzeni ostatnich 30 lat przyczyniła się do zaniku dynamizmu gospodarczego, błędnej alokacji zasobów oraz promowania błędnych inwestycji, które w erze niskich stóp procentowych są czymś normalnym. Ponadto za sprawą pułapki płynności (liquidity trap) popytu na kredyt zbyt dużego nie ma, co sprawia, że bankowe rezerwy tworzone wskutek luzowania ilościowego nie przekuwają się na większą ilość waluty w obiegu.

Japończycy to naród oszczędzający, co mając na uwadze starzejące się społeczeństwo jest zjawiskiem czysto deflacyjnym. Wskaźnik oszczędności w społeczeństwie japońskim wynosi około 25%, w USA jest to zazwyczaj 5-7%. To właśnie prędkość pieniądza jest jedną z kluczowych zmiennych w wywołaniu inflacji. Jeśli jutro każdy z nas otrzyma milion złotych, ale schowamy go do banku, albo pod poduszkę, to inflacji nie doświadczymy. Bez wzrostu podaży waluty w realnej gospodarce oraz chociaż lekkiego wzrostu prędkości waluty inflacja jest mitem. Gdyby Stany Zjednoczone nie zaczęły wysyłać środków wprost w ręce obywateli za pomocą „helicopter money”, lub innych zasiłków socjalnych, to również tam dopatrywałbym się raczej deflacji w długim okresie. Jednak deflacja, jak wiesz z artykułu inflacja vs deflacja jest największym wrogiem polityków i banków centralnych.

Ponadto na siłę jena wpływa to, że Japonia może pochwalić się nadwyżką wymiany handlowej (eksport>import) oraz posiada bardzo pozytywną wartość NIIP (Międzynarodowa Pozycja Inwestycyjna Netto). Japończycy posiadają dużo więcej aktywów za granicą, niż inwestorzy zagraniczni w Japonii. Wartość ta wynosi pozytywne 63% w stosunku do PKB, co na pewno ma wpływ na postrzeganie kraju przez rynki finansowe.

PODSUMOWANIE – ZAGADKA

Podsumowując temat Japonii chciałbym, abyś zastanowił się nad pewną kwestią. Co by się stało, gdyby dług Japonii będący w posiadaniu BoJ po prostu anulować. Dziś 6 bilionów dolarów obligacji skarbowych stanowi aktywa BoJ oraz pasywa Skarbu Państwa. Gdyby kliknąć jeden przycisk i dług anulować, coś specjalnego by się stało? Czy może po prostu dług Japonii spadłby z 260% do 80% PKB, politycy mogli by od nowa kraj zadłużać, a pieniądze rosną na drzewach. Inna opcja to panika na rynkach finansowych wywołana obawą, że Japonia również pozostałym inwestorom dług umorzy. Wtedy rynek zacząłby się pozbywać jena oraz papierów wartościowych w nich denominowanych, a to doprowadziłoby do upadku waluty i bankructwa kraju. Ciężko hipotetyzować, która opcja by się zmaterializowała. Mnie naprawdę już nie wiele może zdziwić na rynkach finansowych, które są sterowane przez banki centralne. Jeśli rynek wybrałby pierwszą opcję, to rzeczywiście pieniądze rosną na drzewach, a rząd może zadłużać się za pomocą drukarki bez umiaru. Jednak właśnie ekspansywna polityka fiskalna doprowadziła do stagnacji gospodarczej Japonii wywołanej nadmierną ingerencją rządu i banku centralnego w wolnorynkowe mechanizmy. Jeszcze więcej udziału rządu oraz jego wydatków w tworzeniu PKB przyczyniłoby się do jeszcze gorszej sytuacji gospodarki japońskiej. Wyobraź sobie narkomana, który wyczerpał swój limit na karcie kredytowej zakupując narkotyki. Czy jeśli odpiszemy mu dług i znów będzie mógł się zadłużyć, aby towar zakupić, to jego sytuacja się poprawi? Niestety będzie tylko gorzej.

Wnioski z efektywności stosowania gospodarki keynesowskiej przez 30 lat w kraju kwitnącej wiśni możesz wyciągnąć sam. W mojej opinii leczenie pacjenta lekarstwem, które chorobę spowodowało jest słabym pomysłem. Ciekawe jest to, że pomimo bardzo mizernych efektów takiej polityki na przykładzie prowodyra, czyli Japonii, reszta banków centralnych brnie dalej w swoje. Oczywiście taka metoda zarządzania gospodarką przez biurokratów daje im ogromną władzę nad całym systemem, a przecież dla władzy się idzie do polityki, czy do rządowych struktur.

Może jeszcze kiedyś Austriacka Szkoła Ekonomii wróci do mainstreamu.

Kapitaliści wszystkich narodów łączcie się!

3 thoughts on “Japonia – historia prawdziwa. Finansowy socjalizm cz.2”

  1. Bardzo dobry artykuł zgłębiający sytuację eksperymentu japońskiego, wytłumaczone i poparte wykresami. Czytam wiele blogów, a od niedawna nadrabiam Panskie artykuly, z którymi się w 100% zgadzam jako wyznawca szkoły Misesa.

    1. Dziękuję bardzo.
      Oczywiście z tym zadłużeniem to jest różnie. Zależy to od jego struktury, waluty itd. Ważne również, czy monetyzowany dług trafia na „ulicę”, czy zostaje w systemie bankowym. Jest to naprawdę ciekawy temat. Schiff często skupia się na aktywach FED-u, czy bazie monetarnej. Jednak śledzenie podaży waluty (M2) jest kluczowe, jeśli chodzi o inflację.

  2. Dodatkowo poruszył Pan ciekawy wątek, bankructwo kraju. Zwłaszcza interesujące w kontekscie USA, kiedy będą niewypłacalne, jak odsetki od długu przekrocza poziom krytyczny, jak twierdzi P. Schiff, a może taki kraj nie zbankrutuje skoro sam sobie pożycza pieniądze i zaciąga się we własnej walucie? To czy zadłużenie jest na poziomie 120% PKB czy 400% nie ma znaczenia skoro zaciągamy kredytu u siebie (Fed). Być może dobry temat na artykuł.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *