Socjalizm w Wenezueli – czyli jak doprowadzić do gospodarczej tragedii



Obecnie amerykański sen łatwiej zrealizować w Ameryce Południowej, w miejscach takich jak Ekwador, Wenezuela i Argentyna, gdzie dochody są dziś bardziej wyrównane niż w krainie Horatio Algera. Kto jest obecnie republiką bananową?

 BERNIE SANDERS (wypowiedź z 2011 roku)

W pierwszym artykule na portalu finansowym WolnorynkowyKapitalizm.pl zajmiemy się tematem kraju, który w latach 50’ ubiegłego wieku był najbogatszym państwem Ameryki Łacińskiej. Pragnę Wam przedstawić najświeższy owoc socjalistycznej myśli oraz chorych ambicji, chciwych i żądnych władzy polityków pod hasłem oddania władzy w ręce ludu. Wenezuela, czyli jak roztrwonić bogactwo i potencjał gospodarczy kraju., który od pewnego czasu boryka się z bardzo poważnymi problemami gospodarczymi, społecznymi i politycznymi.

Przyczyn dzisiejszego stanu rzeczy powinniśmy doszukiwać się w najnowszej historii Wenezueli, a mianowicie dojściu do władzy w 1999 roku Hugo Chaveza – kandydata lewicowej partii Ruch Piątej Republiki.  Za cel obrał on sobie jak największą pomoc dla ludzi, którzy go wybrali, czyli biednej części kraju ze stolicą w Caracas. Zaraz po dojściu do władzy w formie programu „Bolivarian Mission” zaczął on forsować założoną przez siebie obfitą politykę socjalną wprowadzając idee takie jak „darmowa” opieka medyczna, dofinansowania na rynku mieszkaniowym, dofinansowanie do żywności, czy „darmowe” szkolnictwo. Początek rządów Chaveza był dla niego dość szczęśliwy, gdyż ceny ropy naftowej w roku 2000 wzrosły prawie 2,5 krotnie. Warto zaznaczyć, że ropa naftowa stanowi 95% eksportu kraju oraz 25% PKB kraju. Chavez założył, że jak największa część przychodów Wenezueli z eksportu ropy naftowej powinna zostać przeznaczona na programy socjalne, co powinno poprawić byt miejscowej ludności. Początkowo ta polityka i ogromne socjalne wydatki, jak i każda idea socjalistyczna przynosiły „pozytywne” skutki mierzalne wskaźnikami, jak np. poziom ubóstwa ludności oraz, co ciekawe, koncepcja Chaveza cieszyła się poparciem ze strony radykalnych lewicowych partii europejskich, takich jak np. niemieckie „Die Linke”, czy portugalski „Blok Lewicy”. Poparcie to utrzymało się nawet po jego śmierci. Oczywiście, jak już wspomniałem, taki stan rzeczy był tylko tymczasowy i niemożliwy dla funkcjonowania jakiejkolwiek gospodarki kraju w długim okresie. Jednak zanim zostaną poruszone dalsze konsekwencje takich działań, warto skupić się na tym, jak Wenezuela mogła wykorzystać ogromny dar naturalny kraju, jakim jest posiadanie złóż cennego surowca. Jest to ogromna przewaga konkurencyjna. Niektóre kraje bogacą się dzięki innowacjom, postępowi technologicznemu, przychylnej dla przedsiębiorczości wolnorynkowej gospodarce lub jak miała to okazję poczynić Wenezuela – dzięki eksportowi surowca, na który występuje ogromne światowe zapotrzebowanie. Warto posłużyć się tutaj przykładem innego państwa z dużymi zasobami surowca naturalnego, jakim jest Norwegia. W przeciwieństwie do Wenezueli, która nie przejmowała się jutrem, tylko co najwyżej nadchodzącymi wyborami i przeznaczała większość dochodu z ropy naftowej na dzisiejszą konsumpcję obywateli, Norwegia, świadoma tymczasowości dochodów z ropy naftowej zależnych od wielu czynników, które w przyszłości mogą się mocno zmienić, posiada obecnie jeden z największych funduszy inwestycyjnych o rozmiarze ponad 1 biliona dolarów, który aktywnie inwestuje w aktywa na rynku kapitałowym zapewniając tym sposobem świetlaną przyszłość przyszłym generacjom. Kolejną możliwością byłoby rozwijanie prywatnej przedsiębiorczości, inwestycji za pomocą zachęt podatkowych, czy dotacji, bo to przedsiębiorcy stanowią o sile gospodarki, zapewniają miejsca pracy, innowacje, produkty i usługi. Jednak rząd Wenezueli obrał kompletnie inną drogę.

Ciesząc się ogromnym poparciem i wysokimi cenami ropy naftowej Chavez zaczął coraz bardziej radykalizować swoją lewicową politykę i przeprowadził masową nacjonalizację gospodarki argumentując to słowami: „nasza polityka nigdy nie będzie faworyzować kapitału nad obywatelami Wenezueli”. Oczywiście warto zacząć od podstaw ekonomicznych, które warunkują relację państwo-przedsiębiorstwa i wspomnieć, że rząd nie został stworzony w celu prowadzenia działalności gospodarczej. Gdy o tym zapomina, w efekcie obserwujemy misalokację ograniczonych zasobów i kapitału, nepotyzm, korupcję, brak długofalowego planu, gdyż politycy, którzy zamiast specjalistów zarządzając państwową spółką nie przejmują się dochodowością firmy, jej rozwojem, gdyż wiedzą, że po następnych wyborach ich miejsce może zastąpić ktoś inny. Zatem jedyne, co im pozostaje, to wyciągnąć jak najwięcej kasy z firmy, póki jeszcze się da. Temat spółek skarbu państwa to kwestia warta bardziej szczegółowego poruszenia w innym artykule.

Gdyby rząd federalny był odpowiedzialny za Saharę, w pięć lat skończyłby się piasek.

MILTON FRIEDMAN

Zabijając w ten sposób raczkujący przedsiębiorczy duch Wenezuelczyków, Chavez przejął ogromną część prywatnych aktywów społeczeństwa, 6 milionów hektarów gruntów, znacjonalizował wiele sektorów gospodarki, co jeszcze nigdy w historii nie przyniosło pozytywnych efektów dla żadnej nacji. Przecież idee socjalistyczne są tak wspaniałe, że trzeba je wprowadzać za pomocą przymusu, a kilku biurokratów wie lepiej w jaki sposób poprowadzić gospodarkę niż tysiące przedsiębiorców i konsumentów w wolnorynkowym systemie.

 Tak samo było i tym razem, rosnąca liczba ludzi stała się coraz bardziej być zależnym od „dobrodziejstw” rządu, czy to pracując w państwowych spółkach, czy to polegając na socjalnych zasiłkach. W ten sposób liczba prywatnych przedsiębiorców w krótkim czasie zmalała dwukrotnie, a ciężko spodziewać się, że znacjonalizowane podmioty gospodarcze będą wyróżniały się kreatywnością, wprowadzaniem nowych technologii, czy przyczynią się do rozwoju kraju. Wenezuela eksportując ropę importowała wiele kluczowych dla funkcjonowania ludności produktów, jak np. jedzenie czy lekarstwa, niszcząc praktycznie zdolności produkcyjne kraju oraz uzależniając podstawowe dobra podstawowe, jak i całą gospodarkę od jednego czynnika jakim były ceny ropy.

Patrząc powierzchownie wszystko funkcjonowało „całkiem dobrze” do roku 2009, w którym to ceny ropy drastycznie spadły.

Wykres 1. Ceny ropy brent ($) (lewa oś) i eksport ropy przez Wenezuelę (prawa oś)

Źródło: eiagov.com, statista.com

Jednak to, co się działo z gospodarką Wenezueli przed rokiem 2009 to była tylko wielka kula śniegowa, która nabrała takich rozmiarów, że Chavez był zmuszony do ogłoszenia wojny ekonomicznej w roku 2010. Pomimo cen ropy na rekordowo wysokim poziomie polityka kraju była oparta na ogromnych wydatkach socjalnych (nawet 50% PKB), importowaniu podstawowych dóbr, zadłużaniu kraju, póki zagraniczni inwestorzy byli jeszcze skłonni kupować obligacje skarbowe. Jednak w 2010 roku sytuacja się zmieniła, ceny ropy spadły o 80% tym samym drastycznie zmniejszył się również eksport kraju. W ten właśnie sposób w Wenezueli rozpoczął się okres ogromnej biedy i walki z ubóstwem, wywołanej brakiem możliwości importu dóbr oraz innymi czynnikami, które zostaną omówione w dalszej części tekstu.

Rząd Chaveza nie był w stanie spłacać długu pomimo tego, że nie był on aż tak wysoki w stosunku do PKB jak ma to miejsce w krajach takich jak np. Japonia, gdyż ciężko było mu znaleźć pożyczkodawcę i „rolować” zadłużenie. W ten sposób ostatnią bronią, jaka pozostała rządowi, stało się drukowanie na potęgę pieniądza, a to, jak można łatwo przewidzieć spowodowało drastyczny wzrost już i tak wysokiej przed rokiem 2010 rocznej inflacji (30%) Po śmierci Chaveza w 2013 roku jego następcą został Nicolas Maduro, który nie zamierzał zmieniać polityki obranej przez poprzednika, a nawet zaczął brnąć dalej w skrajne pomysły gospodarcze i obecnie Wenezuela ściga się o miano zwycięzcy w rankingu najwyższej inflacji z Zimbabwe. W efekcie oprócz tego, że ludzie są zmuszeni do zjadania zwierząt z ZOO, to wkrótce braknie drzew, aby nowe jednostki monetarne drukować.

Ludzie narzekają na inflację, ale z rozkoszą popierają działania polityczne, które można zrealizować tylko za pomocą inflacji.

LUDWIG VON MISES

Wykres 2. Roczna stopa inflacji Wenezueli (2017-2018)

Pod koniec roku 2018 inflacja osiągnęła ponad 40 000 % rocznie, co wręcz trudno sobie wyobrazić. Bolivar wenezuelski jako waluta związana sztywnym kursem z dolarem podlegał wielu dewaluacjom, aż w 2016 roku 1 dolar według oficjalnego kursu był wart 10 bolivarów. Jednak oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach na taką transakcję by się nie zgodził. Na czarnym rynku za 1 dolara płaciło się wtedy ponad 12 tys. boliwarów. Dane z 2016 roku odnośnie wenezuelskiej waluty mają niewiele wspólnego z rzeczywistością, tak jak i dzisiejsze za miesiąc. Ponadto dane statystyczne z Wenezueli pozostawiają wiele do życzenia. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że do oficjalnego kursu wymiany mieli dostęp tylko Maduro oraz jego gremium, a wartość pieniędzy obywateli była z każdą sekundą coraz niższa, przy czym nie zanosiło się na poprawę sytuacji.

Wykres 3. Dług Publiczny Wenezueli (2005-2016)

Źródło: ceicdata.com

Od 2008 roku dług publiczny rośnie w zatrważającym tempie z 40 mld dolarów w roku 2008 do ponad 120 mld dolarów w roku 2015. Po dojściu do władzy Maduro w 2014 roku ceny ropy naftowej znów drastycznie spadły, co dodatkowo przyczyniło się do pogorszenia już i tak fatalnej sytuacji gospodarczej kraju. Jak wcześniej wspominałem, jedyną receptą rządu na to zjawisko było drukowanie pieniądza na masową skalę. W sumie innej recepty na funkcjonowanie gospodarki nie mają również Stany Zjednoczone.

Wracając do kraju ze stolicą w Caracas, po znacjonalizowaniu gospodarki z Wenezueli w większej części wycofały się przedsiębiorstwa zagraniczne. Jednak najgorsze przyszło dopiero po roku 2010, kiedy inwestorzy zagraniczni odwrócili się od kraju, co w przypadku ogromnego zadłużenia, wysokiej inflacji i braku rozwiązań gospodarczych ze strony rządu nie może dziwić. Co ciekawe, również większość linii lotniczych zawiesiło swoje loty do Wenezueli z powodu nieuregulowanych zobowiązań ze strony kraju. Coraz mniejsze zdolności importowe oraz wyniszczone zdolności produkcyjne przyczyniły się do ogromnego ubóstwa w kraju (na poziomie 94% według ostatnich statystyk z roku 2019). Czyli nic dziwnego, bo walka z ubóstwem na socjalistyczne sposoby prowadzi do jeszcze większego problemu ubóstwa.

Socjalizm działa tylko w dwóch miejscach: w niebie, gdzie ludzie go nie potrzebują i w piekle, gdzie już go mają.

RONALD REAGAN

Nieważne, w jakim klimacie, na jakiej szerokości czy długości geograficznej taką politykę się prowadzi, efekt zawsze jest taki sam. Przed Wenezuelą forsowały podobne założenia Kuba, ZSRR, inne kraje Ameryki Łacińskiej czy Chiny, zanim obrały kurs na „czerwony kapitalizm”. Zawsze prowadziło to do większego ubóstwa i mizerii niż przed zaimplementowaniem polityki mającej na celu walkę o dobrobyt klasy najuboższej. Warto w tym momencie po raz drugi w tej książce posłużyć się cytatem byłego premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla: „Nieodłączną niemoralnością kapitalizmu jest nierówny podział błogosławieństw. Nieodłączną zaletą socjalizmu jest równy podział nędzy”. Jego słowa znalazły po raz kolejny odwzorowanie w historii gospodarczej.

Warto zwrócić uwagę również na politykę fiskalną, jaka była prowadzona w Wenezueli. O ile stały CIT w wysokości 34% nie miał prawie żadnego wpływu na obywatela w znacjonalizowanej gospodarce, to podatek dochodowy w takiej samej wysokości jest na poziomie stagnacyjnych krajów strefy euro i stanowi dość spore obciążenie dla Wenezuelczyka, ale przecież można powiedzieć, że rząd tak o niego dbał, że miał wszystko „za darmo”. W skrócie – płacąc 34% podatku dochodowego rocznie obywatel jedną trzecią roku pracował dla rządu, a pozostałe dwie trzecie dla państwowej firmy, a pieniądze, które otrzymywał w zamian za swoją pracę musiał jak najszybciej wydać, gdyż dzień później były już nic niewarte. Można pomyśleć, że polityka socjalna lokująca jakiś procent podatków w rękach obywateli oraz inflacja, która jest celem prawie każdego banku centralnego na świecie, powinny przyczynić się do wzrostu gospodarczego ze względu na zwiększoną konsumpcję, która według naszych ukochanych keynesistów stanowi korzeń gospodarki. Niestety, jak już wiecie, konsumpcja nie jest korzeniem, a owocem gospodarki, która opiera się na inwestycjach i oszczędnościach obywateli.

Większa konsumpcja jest efektem, a nie przyczyną dobrobytu.

MARK SKOUSEN

Po omówieniu sytuacji pracującego obywatela Wenezueli warto skupić się również na osobach, które zatrudnienia nie posiadały. Obecnie, według niezależnych statystyk, jest to prawie 40% społeczeństwa, ale nawet w okresie chwały Cháveza liczba ta wynosiła 15%[1]. Zjawisko to w początkowych latach rządów socjalistycznej partii Wenezueli nie może dziwić, gdyż jeżeli płaci się ludziom za niechodzenie pracy, a srogo opodatkowuje, gdy to czynią, to nie można otrzymać innego rezultatu. Aktualne wysokie bezrobocie jest spowodowane masą już wspomnianych czynników, a zwłaszcza tym, że rząd zaczął wykonywać czynności, do których nie został stworzony.

Można by się zastanowić, czy pomimo tak fatalnej sytuacji gospodarczej państwa, odebrania wolności ekonomicznej, Wenezuelczycy mogą wybrać władze, które będą w stanie nakierować kraj na powrót do normalności. Ten temat warto zacząć od kolejnego cytatu, tym razem autorstwa Alexis’a de Tocqueville’a z roku 1835. „Amerykańska republika przetrwa do dnia, w którym kongres zorientuje się, że może przekupić obywateli ich własnymi pieniędzmi”. Oczywiście amerykańska republika nie przetrwała, gdyż już od dawna jest demokracją, a przekupywanie wyborców pieniędzmi z drukarki albo od tego złego „1%” najbogatszych to codzienność. O ile przez okres rządów Cháveza cytat ten znakomicie wpisywał się w wenezuelski krajobraz, gdyż zdanym tylko na socjalistyczny rząd obywatelom nie pozostawało nic innego, jak wybierać Hugo Cháveza i jego partię w wyborach, to po dojściu do władzy jego następcy Nicolása Maduro, który wybory w 2013 roku wygrał o włos (1,5%), słowa De Tocqueville’a nabrały innego, bardziej dosłownego sensu. Maduro w oparciu o socjalistyczną politykę Cháveza obrał kierunek socjalistyczno-autorytarny i najpierw wraz z wenezuelskim trybunałem sprawiedliwości odebrał dużą część kompetencji parlamentowi, w którym większość posiadała opozycja, a następnie w 2018 roku sfałszował wybory prezydenckie, które nie zostały uznane przez większość krajów na świecie oraz opozycję, która proklamuje, że prezydentem jest ich kandydat Juan Guaidó.

Obecnie Wenezuela, oprócz tego, że od dziesięciu lat walczy z głodem, ubóstwem czy inflacją wywołanymi nieodpowiedzialną polityką Cháveza, mierzy się również z protestami oraz kryzysem politycznym, który wyhamowuje ciężki proces odbudowy kraju. Nicolás Maduro lekceważy temat doskwierający większości Wenezuelczyków i za pomocą mediów rządowych, na które według wyliczeń przeznacza 60% środków z budżetu kultury, obwinia za obecną sytuację ingerencje i sankcje ze strony Stanów Zjednoczonych, jak również zagranicznych inwestorów czy krajowe elity. Jedyna krajowa elita, jaką można wyróżnić to Maduro i jego świta, która żyje wykwintnie, dbając w ten sposób o założoną przez program partii równość obywateli.

Przechodząc do oceny obecnej sytuacji gospodarczej Wenezueli na tle światowej gospodarki, widzimy, że trudno tu o miarodajne wnioski, gdyż po pierwsze krajowe dane są w znacznej mierze zakłamane, a po drugie sytuacja gospodarcza wywołana rządami Cháveza i odziedziczona przez Maduro jest tak opłakana, że – jak to zostało wcześniej wspomniane – 94% mieszkańców żyje w ubóstwie, realne bezrobocie sięga 40%, PKB od roku 2014 do 2018 spadło o 40%, a estymowane zadłużenie na rok 2018 wynosiło 162% PKB. Jak te dane wyglądają obecnie, chyba lepiej nie wiedzieć. Odnosząc się do słów Churchilla i „mizerii” jaką według niego powoduje socjalizm, można wskazać, że według wskaźnika ubóstwa (Misery Index) stworzonego przez ekonomistę Arthura Okuna, który opiera się na skali inflacji i bezrobocia, Wenezuela jest od dawna niekwestionowalnym liderem rankingu i powiększa swoją przewagę nad resztą stawki. Stagflacja, jaką odnotowuje Wenezuela, nie śniła się chyba nawet twórcy tego pojęcia. Do ciekawszych wskaźników należy ranking gospodarek według wolności gospodarczej, w którym już od kilkunastu lat Wenezuela okupuje ostatnią pozycję, przegrywając z wieloma krajami Afryki Subsaharyjskiej[2]. Na czele tego rankingu widzimy kraje bogate, jak Szwajcaria, Singapur, Honkong czy Australia, więc może się wydawać, że światowe trendy zmierzają w stronę właśnie tych krajów, gdzie wolnorynkowa gospodarka doprowadziła narody do bogactwa, a nie w kierunku socjalizmu i coraz większej roli rządu w gospodarce, co przyczyniło się do wyniszczenia już wielu nacji. Sam Singapur to znakomite przeciwieństwo Wenezueli. Kraj, który był jednym z biedniejszych w Azji Południowo-Wschodniej, po zaadoptowaniu wolnorynkowego kapitalizmu doświadczył potężnego wzrostu gospodarczego na przestrzeni ostatnich kilku dekad, gdy państwem w sposób „lekko” autokratyczny rządzi jedna partia, która wie, że polityka nie powinna mieć wiele wspólnego z ekonomią (15% udział sektora publicznego w PKB). Singapur według wielu rankingów cieszy się bezsprzecznie największą wolnością gospodarczą, a to zawsze idzie w parze z dobrobytem społeczeństwa.

Nauczyłem się ignorować krytykę i porady ekspertów oraz quasi-ekspertów, zwłaszcza naukowców z dziedziny nauk społecznych i politycznych. Oni mają ulubione teorie na temat tego, jak społeczeństwo powinno się rozwijać, aby zmierzać ku ich ideałowi, a zwłaszcza jak powinno zostać zredukowane ubóstwo i jak zwiększyć zasiłki socjalne. Ja zawsze staram się mieć rację (być poprawny), nie politycznie poprawny”.

LEE KUAN YEW (premier Singapuru w latach 1959–1990, „Founding Father”)

Przypadek Wenezueli jest jednym z wielu przykładów na to, do czego prowadzi zanik wolnorynkowej gospodarki. Może stanowić dobre ostrzeżenie i ukazać dobitnie, co czeka nacje, w których lewicowa agenda zyskuje na popularności. Oczywiście obecnie politycy, jak Bernie Sanders czy Alexandria Ocasio-Cortez odcinają się od efektów ich myśli politycznej w Wenezueli czy innych krajach, gdzie ta idea nie przyniosła zbyt owocnych skutków i wskazują jako wzór Szwecję. Jednak warto wspomnieć, że Szwecja osiągnęła dzisiejsze bogactwo, prowadząc w XX wieku gospodarkę kapitalistyczną, gdyż żaden kraj w historii, nawet mający ogromny dar natury jak Wenezuela, gospodarką socjalistyczną nie osiągnął dobrobytu. Ponadto kraje do których Pan Sanders się odnosi (Dania, Szwecja) są wyżej w rankingu wolności gospodarczej niż Stany Zjednoczone. Inną sprawą, że obecne wysokie opodatkowanie klasy średniej w tych krajach prowadzi do ogromnej stagnacji społeczeństwa oraz braku rozwoju gospodarczego. W połączeniu z ekspansywną polityką migracyjną, która zachęca imigrantów wysokimi świadczeniami socjalnymi, pozostaje nam tylko obserwować skutki takiego działania w długim okresie. Kiedyś imigranci przybywali do danego kraju, aby wykorzystać możliwości wolnorynkowego systemu (USA wiek XIX/XX), dziś imigranci przybywają do danego kraju, aby wykorzystać możliwości socjalistycznego systemu.

Wracając jeszcze do tematu Wenezueli, trzeba zastanowić się, jak można by poprawić tragiczną sytuację, w której obecnie znajduje się kraj. Po pierwsze, jak to w życiu bywa, dużo łatwiej jest coś zburzyć niż naprawić, więc proces ten będzie nad wyraz trudny i na proste rozwiązania jest o jakieś piętnaście lat za późno. Jednak od czegoś trzeba zacząć. Przeszkodę stanowi konflikt polityczny i władza w rękach osoby, która większego problemu nie dostrzega, jednak w sumie może nie ma co się dziwić, amerykańscy politycy też nie dostrzegają, do czego prowadzi naprawianie przez nich problemów, które sami kreują. Dopóki konflikt polityczny w kraju nie zostanie zażegnany, ciężko będzie o jakąkolwiek poprawę sytuacji wenezuelskiej gospodarki. Jednak gdyby się to udało, kluczowym wydaje się przywrócenie wiary zagranicznych inwestorów w krajową walutę, a jest to możliwe jedynie za pomocą oparcia jej na jedynym prawdziwym pieniądzu – złocie, co zapewne w niedalekiej przyszłości czeka również inne kraje. Mówiąc o konkurencyjności Wenezueli, na myśl przychodzi nam tylko ropa naftowa, której zasoby kraj ze stolicą w Caracas posiada największe na świecie (!)[3]. To właśnie tzw. czarne złoto w początkowych fazach odbudowy kraju trzeba wykorzystać w rozsądniejszy sposób niż w przeszłości. Jednak z wyniszczonym duchem przedsiębiorczości, przy braku zagranicznych przedsiębiorstw i inwestorów proces ten, jeżeli kiedykolwiek się zacznie, będzie wyjątkowo trudny. Wenezueli nie pozostaje nic innego jak wielki reset,  czyli rozpoczęcie wszystkiego od początku i wyciągnięcie efektywnych wniosków ze swojej dwudziestoletniej socjalistycznej polityki, tak aby kolejne pokolenia nie musiały emigrować z własnej ojczyzny.

Tekst został pierwotnie opublikowany na łamach Instytutu Ludviga Von Misesa – https://mises.pl/blog/2021/04/24/baran-socjalizm-w-wenezueli-czyli-jak-doprowadzic-do-gospodarczej-tragedii/

Bibliografia:

J. Tepper, D. Hearn, The myth of capitalism, Wiley 2018

R. Gallegos, The crude nation, Potomac Books 2016

T. Philippon, The Great Reversal: How America Gave Up on Free Markets, Harvard University Press 2019

R. Carrol, Comandante: Hugo Chávez’s Venezuela, Penguin Books 2013

https://economics21.org/how-socialism-destroyed-venezuela

https://www.cato.org/economic-freedom-world/2020

https://www.piie.com/blogs/realtime-economic-issues-watch/maduros-economic-plan-venezuela-back-1980s


[1] https://www.statista.com/statistics/370935/unemployment-rate-in-venezuela/

[2] Cato Institute, Economic Freedom of the World, https://www.cato.org/economic-freedom-world/2020

[3] https://www.nsenergybusiness.com/features/newstop-ten-countries-with-worlds-largest-oil-reserves-5793487/

2 thoughts on “Socjalizm w Wenezueli – czyli jak doprowadzić do gospodarczej tragedii”

  1. Dla porównania warto wspomnieć ,że Norwegia od swojej ropy i gazu pobiera 87% podatków ustalanych przez swoich urzędników zależnie od cen ropy zawsze i od każdego , natomiast do czasów zmian w Wenezueli z ropy kraj ten uzyskiwał tylko 5% zysku i to tylko dla wybranych grup sprzyjających temu procederowi.Po zmianach i upaństwowieniu wydobycia niby pobiera 100% , ale nie może eksportować ropy ani kupować niezbędnego sprzętu i części czy innych produktów dla utrzymania wydobycia i produkcji w tym kraju . Uniemożliwiono im wymianę handlową to trudno jest cokolwiek porównać, gdy wydobycie praktycznie zamarło i faktycznie kiedyś te 5% OKAZUJE SIĘ WYŻSZYM DOCHODEM NIŻ 100% KTÓREGO DZISIAJ NIE MA Z POWODU EMBARGA.

  2. A do tego zablokowano wszystkie zagraniczne aktywa Wenezueli w tym zapasy złota…
    Co do imigrantów w USA , warto wspomnieć ,że ten kraj po prostu zabrał Indianom ich kilka mln km2 ziemi którą sprzedawał Europejczykom za złoto i srebro . Nic dziwnego ,że nie musieli pobierać podatków na początku a i przez dłuższy czas 10% i to od części najbogatszej społeczeństwa , co oczywiście przyciągało jeszcze bardziej imigrantów z Europy i to nie tylko biednych , ale właśnie bogatych. Dzisiaj nie ma już takich możliwości wzrostu..

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *