Bitcoin. Kupować, czy sprzedawać? Dlaczego nie inwestuję?



Po krótkiej przerwie wracam z nową treścią na wolnorynkowy portal!

Dzisiaj poruszę gorący wśród czytelników temat kryptowalut, a w szczególności Bitcoina. Przedstawię główne zalety inwestycji w tę kryptowalutę, zagrożenia, analizę on-chain, a na końcu raportu zaprezentuję jeden główny powód, dlaczego w najbliższym czasie w Bitcoina, ani w inne kryptowaluty na pewno nie zainwestuję. 😊

Zatem zaczynajmy!

Co przemawia za Bitcoinem?

Nie istnieje inne aktywo, które jest kompletnie zdecentralizowane (żadna instytucja, mała grupa ludzi nie sprawuje nad nim kontroli), jego podaż jest ograniczona, sami jesteśmy sobie depozytariuszem, możemy nim płacić, przesyłać go oraz transportować ze sobą bez niczyjej wiedzy. Wiele z tych cech można by przypisać np. złotemu kruszcowi. Jednak jego podaż nie jest ograniczona, przy dużych ilościach potrzebujemy depozytariusza (oraz zakup musimy zaraportować), a z kraju ze złotem o wartości miliona złotych raczej nie uciekniemy. Ponadto przesyłanie, płacenie złotem jest mało wygodne.

Bitcoin jako prowodyr w świecie kryptowalut opiera się na sile swojego „networku”, a zarazem bezpieczeństwie, które zdecentralizowana waluta zapewnia. Możemy bezpieczeństwo zmierzyć za sprawą „hash rate”, które ukazuje nam moc przerobową „górników”, którzy po pierwsza „kopią” nowe Bitcoiny, a po drugie weryfikują transakcję, które mają miejsce na blockchainie (proof of work).


Bitcoin hash-rate (TH/s)

Jak widzisz zainteresowanie ze strony „górników”, a zarazem ich moc przerobowa jest przez lata w trendzie wzrostowym. Ostatni drastyczny spadek w maju 2021 był wywołany chińskim zakazem kopania kryptowalut. Właśnie z Chin, gdzie koszty energii są dosyć konkurencyjne pochodziło 40% „górników”. Jednak od tego chwilowego załamania, hash-rate powraca do poprzedniego pułapu. W okresie z maja 2021, gdy cena Bitcoina zanurkowała 50%, a Chiny zaczęły wprowadzać ostre regulacje, to górnicy z innych stron świata wykorzystali mniejszą konkurencję i odnosili sporą rentowność pomimo niższych cen. Warto w tym momencie wspomnieć o samodostosowującym się mechanizmie, który sprawia, że gdy przy niższej cenie BTC zainteresowanie jego wydobyciem jest mniejsze, to również obliczenia matematyczne konieczne do rozwiązania, aby Bitcoina wydobyć będą łatwiejsze, czyli mniejsze będzie zapotrzebowanie energetyczne (mniejszy koszt). Inaczej sytuacja wygląda, gdy wydobycie BTC staje się bardziej lukratywne, wtedy przybywa więcej górników, rośnie konkurencja, a przy okazji również trudność łamigłówek oraz zapotrzebowania energetycznego (większy koszt wydobycia). Zależność pomiędzy ceną, a trudnością wydobycia można zaobserwować na poniższym wykresie.


Z ciekawości rzućmy okiem jeszcze na porównanie hash-rate dla Bitcoina oraz dla projektów Bitcoino-pochodnych.

W skrócie im więcej „górników”, tym większy „hash rate”, a zarazem bezpieczeństwo i decentralizacja całej sieci, gdzie bez zgody 51% nie można zmienić protokołu. Jeśli za protokół odpowiedzialne nie byłyby dziesiątki tysięcy użytkowników, tylko np. 10 osób, które mogłyby się zmówić, to Bitcoin nie byłby tyle wart, ile jest (jeśli w ogóle coś). W przypadku walut fiducjarnych kilka osób może zdecydować, ile dzisiaj zostanie dodrukowane. W przypadku Bitcoina większość sieci musiałoby się zgodzić na zmianę protokołu. Wartość sieci, protokołu, a zarazem Bitcoina rośnie również wraz z coraz szerszym używaniem go do przechowywania wartości swojego kapitału, czy przesyłania go na blockchainie.

Jakie zagrożenia warto mieć na uwadze?

– Altcoiny

Po pierwsze w wielu przypadkach pierwszy wynalazek w danej nowej technologii został z biegiem czasu prześcigniony przez nowe, efektywniejsze, lepsze wersje (telefony, media społecznościowe). Zatem można by się obawiać, że również Bitcoin i jego użyteczność zostanie zastąpiona przez inne kryptowaluty, odejdzie on z mody, albo w lepszym przypadku będzie tracił udział w rynku. Drugi argument opiera się na tym, że choć podaż Bitcoina jest ograniczona (21 mln), to możemy tworzyć nieskończoną ilość nowych altcoinów. Postaram się teraz krótko do tego odnieść. Tak, możemy skopiować nawet protokół na którym się opiera Bitcoin i stworzyć własnego Bitcoina z nieograniczoną podażą (z resztą mamy do dyspozycji kryptowaluty jak Bitcoin Cash, Bitcoin SV, Bitcoin BEP2 itd.). Podobnie możemy skopiować całą Wikipedię i zrobić własną, czy idealnie skopiować Facebooka, czy Twittera (inna rzecz to kwestie prawne). Jednak nie będziemy mieć najważniejszego, czyli siły networku na którym opierają się zarówno media społecznościowe, jak i kryptowaluty. Im większy jest network danej kryptowaluty, tym większy jest jej hash rate, a zarazem bezpieczeństwo sieci oraz jej użyteczność dla użytkowników.

Oczywiście warto obserwować tendencję, jeśli chodzi o udział Bitcoina w rynku. Jednak jeśli nie przytrafi się coś nieprzewidywalnego, to zawsze Bitcoin będzie przychodził pierwszy na myśl jako potencjalna inwestycja w kryptowaluty. Do tego warto dodać, że im bardziej znacząca staje się adopcja Bitcoina, tym jego siła oraz bezpieczeństwo rosną wykładniczo (prawo Metcalfe’a). Jeśli chodzi o bezpieczeństwo sieci, siłę networku, zdecentralizowanie oraz rolę kryptowaluty jako „store of wealth” Bitcoin w mojej opinii nie ma konkurencji.

Udział Bitcoina w rynku kryptowalut


Obecnie wskaźnik Bitcoin dominance oscyluje wokół 40%. Na wykresie można zobaczyć, że w okresach kryptowalutowej hossy, udział w rynku Bitcoina spada (altcoiny rosną szybciej) i odwrotna sytuacja ma miejsce w okresie bessy, gdzie inne altcoiny tracą dużo więcej niż Bitcoin lub w przypadku, gdy ich wartość była oparta na czystej spekulacji, a nie na żadnej użyteczności, to projekty często nawet upadają. Z hossy z 2017 roku niewiele kryptowalut osiągnęło kolejne szczyty w okresie obecnej hossy. Były to głównie największe, sprawdzone projekty, jak Bitcoin i Ethereum. Dlatego nie zdziwię się, gdy w okresie następnej bessy na kryptowalutach udział Bitcoina w rynku wróci do poziomu 60-70% kosztem altcoinów.

– Rządowe działania

Zwracałbym uwagę głównie na USA i UE, jako że stanowią one największą pulę kapitału dla kryptowalut. Ustawowe zakazanie posiadanie kryptowalut (vide złota w USA lata 1933-1973) stanowi pewne, małe ryzyko. W tym przypadku ciężko udowodnić komuś, że posiada kryptowaluty. Jednym rozwiązaniem byłoby odcięcie systemu bankowego od giełd kryptowalutowych (wciąż można by handlować peer to peer). Twierdzę jednak, że po pierwsze świadczyłoby to o ogromnym sukcesie i powszechnej adopcji Bitcoina. Póki co rynek kryptowalut przy kapitalizacji 2,5 biliona dolarów nie stanowi zbyt dużego zagrożenia dla systemu monetarnego. Po drugie w takim scenariuszu (potencjalnej utraty wiary w waluty fiducjarne) popyt na Bitcoina mógłby nawet jeszcze bardziej wzrosnąć. Po trzecie im rynek kryptowalut będzie większy, tym ciężej będzie go zakazać/solidnie uregulować. Im więcej obywateli z różnych grup interesów (politycy, spółki giełdowe, fundusze) będzie posiadać Bitcoina, tym w mojej opinii takowe ryzyko będzie mniejsze. Zniszczyłoby to sporą część majątku społeczeństwa (potencjalnie 250 mld dolarów w USA, 200 mld dolarów w UE), a w dodatku przy większej adopcji wśród społeczeństwa można stracić poparcie, mówiąc o silnych regulacjach/zakazach na rynku krypto. Oczywiście można to ładnie sprzedać, przedstawiając, że wszyscy źli tego świata płacą kryptowalutami, a dla wspólnego bezpieczeństwa należy zająć się tym rynkiem.

Przy okazji warto mieć na oku adopcję walut cyfrowych banków centralnych – CBDC (na pierwszy ogień idzie e-juan). W przypadku zaawansowanej adopcji rządowych kryptowalut Bitcoin może stać się jedną z nielicznych możliwości na posiadanie majątku poza systemem lub ogólnie konta płatniczego w przypadku mniej pokornych osób, w państwach z zapędami autorytarnymi (póki co przypadki Rosji, Nigerii, Wenezueli itd.).

Inna możliwość to zakazanie kopania kryptowalut (vide Chiny), co znacznie wpłynęłoby na bezpieczeństwo sieci, ale rynek nie znosi próżni (bardzo małe prawdopodobne).

– Quantum komputer

Byłby ogromnym zagrożeniem dla Bitcoina, jako że mógłby złamać jego protokół. Oczywiście ryzyko jest marginalne. Nawet jeśli taki komputer stałby się rzeczywistością, to blockchain mógłby się odpowiednio dostosować (za zgodą 51% użytkowników). Inna rzecz to potencjalne ataki, wirusy. Jednak jak już wspomniałem protokół Bitcoina jest najsolidniejszy, prosty oraz najbezpieczniejszy.

– Zmienność

Niepodważalnym stwierdzeniem jest to, że w porównaniu z innymi grupami aktywów Bitcoin jest szalenie zmienny. Po pierwsze wraz z upływem lat i jego większą adopcją zmienność ulega redukcji, a po drugie wciąż pod względem wskaźnika Sharpe’a okazał się on w ostatnich lat najbardziej efektywną inwestycją. Jednak jeśli ktoś nie przepada za zmiennością, to póki co Bitcoin nie będzie inwestycją dla niego, gdyż tutaj szybkie na korekty na poziomie 50% są czymś całkiem normalnym.

Warto mieć na uwadze, że historia Bitcoina jest bardzo krótka oraz nie znamy do końca tendencji, korelacji dla tego aktywa w przypadku różnych sytuacji rynkowych. Twierdzę, że w okresie bessy na rynku akcji, będziemy mieć do czynienia również z rynkiem niedźwiedzia na kryptowalutach.

– Pojawienie się problemów na rynku „stablecoinów”, a w szczególności Tethera, gdzie obecnie zaparkowane jest 72 mld dolarów, rozlałoby się krótkoterminowo na rynek kryptowalut. Choć istnieje też możliwość, że w przypadku problemów płynnościowych na rynku, kapitał napłynie do Bitcoina (vide – dolar w okresach paniki rynkowej). Samemu Tetherowi dużo bliżej do hedge funda niż do „stable-coina”, jednak to temat na inną dyskusję.

Na jakie wskaźniki zwracać uwagę analizując Bitcoina?

Po pierwsze możemy cenę Bitcoina analizować za pomocą zwykłej analizy technicznej. Jednak personalnie w tym przypadku jestem lekko sceptycznie nastawiony do tej metody. Druga, zdecydowanie lepsza opcja to analiza „on chain”, Jako, że blockchain jest zdecentralizowany, a zarazem w 100% otwarty/przejrzysty jesteśmy w stanie pozyskiwać wszystkie dane odnośnie tego, co „on chain” się dzieje. Wskaźników oraz metod analizy jest multum. Można by na ten temat zrobić kurs o długości kilkudziesięciu godzin, jednak postaram się przedstawić najważniejsze z nich.

Zacznę od najprostszego miernika, który może zostać zastosowany dla każdego surowca, czy pieniądza, czyli stock to flow ratio (ilość dostępnej podaży podzielona przez roczną dostawę nowej podaży). Im wyższa wartość, tym prędzej możemy stwierdzić, że dane aktywo jest rzadsze, a zarazem bardziej wartościowe. Dla złota wartość ta wynosi około 65 (200 tys. ton dzielone na 3 tony wydobywane rocznie). Dla metali przemysłowych, które są zużywane na bieżąco wartość ta będzie dużo mniejsza. Badając stock to flow dla Bitcoina musimy mieć na uwadze, że będzie ono w ciągłym trendzie wzrostowym, aż do nieskończoności (w 2140 roku). Po halvingu w 2020 roku wydobywane jest 6,25 Bitcoina co 10 minut, czyli 328,5 tysiąca rocznie. Biorąc pod uwagę, że do dzisiaj wydobyto około 18,8 miliona Bitcoina, to nasze stock to flow ratio wyniesie 57,3.

Możemy zatem porównać cenę Bitcoina z rosnącym stock to flow ratio.

Na wykresie zaznaczyłem również halvingi, po których wchodzimy w kolejny cykl. Obecnie znajdujemy się w 4 cyklu Bitcoina, a kolejny halving przypada na 2024 rok. O ile wykres Bitcoina w wartościach nominalnych może wyglądać na bańkę, to inaczej prezentuje się on w wartościach logarytmicznych. Na wykresie możemy dostrzec bull trend po każdym halvingu, co wywołane jest m.in. ograniczoną podażą nowo wydobywanych Bitcoinów. Do tej pory bull trend kończył się po około 1,5 roku od halvingu, a następnie wchodziliśmy w okres bessy i konsolidacji przed kolejnym halvingiem i rynkiem byka. Wnioskując stricte na podstawie przeszłych cykli moglibyśmy stwierdzić, że w najbliższym okresie Bitcoin zaliczy jeszcze spory „run”, który ostatecznie zakończy ten cykl. Oczywiście warto znać przeszłość, jednak nie zawsze będzie ona wyznacznikiem przyszłości.

Jednym z najważniejszym wskaźników „on chain” badającym nam przegrzanie rynku jest MVRV Z-score.

Skupia się on na badaniu różnicy pomiędzy aktualną ceną Bitcoina, a jego zrealizowaną ceną. Czym jest zrealizowana wartość? Jest to cena po której ostatni raz dany coin poruszył się po blockchainie. Zatem jeśli kupiłeś ode mnie Bitcoina, albo zapłaciłem Ci Bitcoinem, gdy jego cena wynosiła 40 tys. dolarów, a następnie trzymasz go i nic z nim nie robisz, to właśnie taka będzie jego zrealizowana cena. Oczywiście do obliczenia wartości zrealizowanej bierzemy pod uwagę średnią cenę wszystkich ostatnich transakcji oraz mnożymy przez ilość Bitcoinów w obiegu. Im większa różnica pomiędzy ceną nominalną, a zrealizowaną, tym więcej zysków do zrealizowania mają inwestorzy, a rynek staje się coraz bardziej przegrzany. Znakomicie widzimy, że miejsca na wykresie, gdy MVRV Z-score osiągał szczyty zbiegają się z krótkoterminowym przegrzaniem rynku.

Bardzo podobnym wskaźnikiem jest tzw. NUPL (Net Unrealized Profit/Loss)

NUPL= (cena – zrealizowana cena)/cena

Podobnie bada on różnicę pomiędzy ceną nominalną, a zrealizowaną. Na wykresie po lewej stronie mamy zaprezentowaną wartość papierowych zysków/strat. Im wyższa wartość, tym potencjalnie większa skłonność ze strony inwestorów do realizowania zysków. Jeśli czerwony wykres schodzi nam do zielonego terytorium, to oznacza, że mamy do czynienia z przeważającymi na rynku papierowymi stratami.

Kolejny ważny wskaźnik, to procent Bitcoinów trzymany powyżej 1 roku. Jest on nam w stanie ukazać ważne tendencje wśród tzw. „Hodlerów”.

Pomarańczowa linia na wykresie ukazuje nam procent Bitcoinów, które trzymane są powyżej roku. Możemy zauważyć stały trend. Mianowicie ta wartość osiąga dołki, gdy Bitcoin szybuje do góry, co nie może dziwić, gdyż inwestorzy pragną realizować zyski. Inaczej sytuacja wygląda w fazie akumulacji.

Pozostając w tej tematyce należy zwrócić również uwagę na liczbę Bitcoinów na giełdach.

Obecnie co ciekawe, pomimo bardzo zaawansowanej według wielu hossy, mamy do czynienia z bardzo pozytywnym, spadkowym trendem, jeśli chodzi o liczbę Bitcoinów na giełdach. Dlaczego jest to trend pozytywny? Jeśli inwestorzy wyprowadzają swoje Bitcoiny z giełd na ledger’a, to oznacza, że zamierzają go „hodlować”, a nie nim „tradować”. Ponadto z prostej ekonomii ograniczona podaż Bitcoinów na giełdach sprawia, że cena powinna być pod presją wzrostową.

Nie można zapomnieć również o tym, aby przyjrzeć się zachowaniom poszczególnych grup inwestorów. Możemy podzielić rynek na inwestorów posiadających mniej niż 1 Bitcoina, 1-10, 10-100 oraz na tzw. grube ryby posiadające powyżej 100, czy nawet 1000 Bitcoinów. Każda grupa cechuje się innymi tendencjami w danym rynkowym okresie.

Mniejszych inwestorów możemy określić jako „dumb money”. Ich udział w rynku rośnie wraz z wzrostem ceny, a następnie gdy bańka pęka, w panice pozbywają się oni swoich Bitcoinów.

Ilość portfeli z mniej niż 1 BTC.


Widzimy tutaj sporą korelację pomiędzy ceną, a liczbą adresów z mniej niż 1 Bitcoinem. Krótkoterminowe silne wzrosty liczby takich adresów mogą nam zapalać czerwoną lampkę, jeśli chodzi o przegrzanie rynku. Również na podstawie tego wykresu możemy dopatrywać się dołków bessy, czyli tzw. kapitulacji. Oczywiście ta grupa cechuje się również innymi charakterystykami. Mianowicie w okresie szalonej hossy liczba kont z mniej niż 1 Bitcoinem może spadać. Po pierwsze kapitał będzie płynął do bardziej zmiennych altcoinów, a po drugie inwestorzy mogą zdecydować się dokupić więcej Bitcoina.

Inna sytuacja ma miejsce wśród grubych ryb, czyli inwestorów posiadających od 100 do 1000 Bitcoinów.

Tutaj możemy dostrzec, że w okresie dwóch ostatnich hoss (końcówka 2017 roku oraz kwiecień 2021 roku) najwięksi inwestorzy redukowali swoje pozycje zaraz przed pęknięciem bańki. W uproszczeniu sprzedawali Bitcoiny do tzw. ulicy, która na rynek dopiero wchodziła. W dużym skrócie redukcja ekspozycji na Bitcoina wśród największych inwestorów może ostrzegać nas przed krótkoterminowym przegrzaniem rynku.

Kolejną bardzo ważna grupą na rynku są tzw. „górnicy”. Kiedyś osoba z laptopem mogła kopać Bitcoiny, dziś są to zazwyczaj spore przedsiębiorstwa, które posiadają odpowiedni sprzęt oraz przewagi skali, co sprawia, że ten konkurencyjny biznes im się opłaca. Warto wspomnieć, że wiele spółek „górniczych” jest notowanych na giełdach, o czym wspomnę później. Jest to grupa na rynku, którą nazwałbym „smart money”. Musi ona pozbywać się nowo wykopanych Bitcoinów, aby działalność operacyjną finansować. Jednak nie musi się to dziać od razu. Najlepiej dla spółek, gdyby to miało miejsce po najwyższych możliwych cenach Bitcoina. Dlatego obserwując wskaźniki, jak np. „Miners selling”, czy „Miners Net Position Change” możemy wyciągnąć pewne wnioski na temat rynku. Zazwyczaj, gdy rynek jest przegrzany, to oprócz grubych ryb, duża część rynkowej podaży będzie zapewniana ze strony górników, którzy będą realizować swoje zyski.

Tę zależność możemy zaobserwować również za pomocą wskaźnika Puella.

Puell multiple = dzienna wartość sprzedanych przez górników Bitcoinów podzielona przez 365 dniową średnią kroczącą tej wartości

Szczytowe wartości zyskowności górniczego biznesu zbiegają się również z poszczególnymi górkami na wykresie Bitcoina. Obecnie wskaźnika Puella jest na średnim poziomie, co może oznaczać, że górnicy przy obecnych cenach nie są bardzo skorzy do pozbywania się Bitcoina.

Choć Bitcoina nie da się wycenić fundamentalnie w stylu zwykłej, giełdowej spółki, to warto odnieść się do kryptowalutowego P/E, czyli wskaźnika NVT (Network to transaction value), który dzieli wartość rynkowej kapitalizacji Bitcoina przez dzienną wartość operacji na blockchainie.

Obecnie wskaźnik oparty na sile networku Bitcoina oscyluje wokół 60, co historycznie patrząc jest niską wartością. Na wykresie ukazałem dosyć krótkoterminowe spojrzenie, które ukazuje, że wskaźnik NVT jest blisko dolnej granicy.

Lightning Network

Protokołowi Bitcoina zarzuca się, że choć jest zdecentralizowany i najbezpieczniejszy, to jest bardzo powolny, co sprawia, że może przetworzyć małą ilość transakcji w danym okresie oraz samo w sobie jest to dosyć niepraktyczne dla mniejszych transakcji (wysokie koszty). Dlatego tutaj do gry wchodzi oparty na smart-kontraktach Lightning Network, czyli protokół zbudowany na blockchainie Bitcoina (layer 2, off-chain), mający na celu zwiększenie skalowalności, będąc w stanie przeprowadzać mnóstwo, nawet małych transakcji w bardzo szybkim czasie przy bardzo niskich opłatach. W tym przypadku możemy te cechy osiągnąć przeprowadzając transakcję poza głównym blockchainem Bitcoina.

Warto obserwować rozwój zapoczątkowanego pod koniec 2017 roku Lightning Network, gdyż usprawnienie roli Bitcoina jako środka płatniczego może mieć w długim okresie duży wpływ na jego cenę. W ostatnim okresie widzimy piorunujący wzrost wywołany m.in. adopcją Bitcoina w Salwadorze, czy zainteresowaniem ze strony Twittera, jeśli chodzi o zsynchronizowanie Lightning Network z platformą. Oczywiście obecnie Bitcoin pełni bardziej rolę „store of value” i w porównaniu z Ethereum, która słynie z „smart-contractów”, protokołów DeFi oraz płatności związanych z NFT, jest bardzo daleko pod względem wartości dziennych transakcji przeprowadzonych „on-chain”. Jednak ciągły wzrost pojemności Lightning Network, a zarazem siły kanału oraz wzmocnienie Bitcoina w roli środka płatniczego może sprawić, że jego wartość/użyteczność jeszcze wzrośnie.

Można dostrzec, że póki co pod względem liczby dziennych transakcji Bitcoin bardzo odstaje od Ethereum, a trend w przypadku największej kryptowaluty jest dosyć poziomy. Warto jednak pamiętać, że transakcje w ramach „Lightning Network” nie są przeprowadzane „on-chain”, więc nie są tutaj brane pod uwagę.

Jak można zainwestować w Bitcoina?

Oprócz fizycznego zakupu na giełdzie, a następnie najlepiej przetransportowaniu Bitcoina na ledger, można nabyć również ekspozycję na inne sposoby.

Najlepszą opcją jest Grayscale Bitcoin Trust (GBTC), który jest funduszem posiadającym 646 tys. Bitcoinów (przy cenie 60k $ NAV wynosi 38,7 mld dolarów). Warto mieć na uwadze, że obecnie jest on notowany ze sporym dyskontem, co sprawia, że możemy nabyć ekspozycję na Bitcoina „po taniości”. Wadą funduszu są opłaty na poziomie 2% rocznie.

GBTC Premia/Dyskonto


Grayscale Bitcoin Trust złożył ostatnio wniosek o przekształcenie struktury prawnej holdingu na fizyczny ETF, który byłby pierwszym takim produktem na amerykańskim rynku. Ostatnio mieliśmy do czynienia z debiutem ETF-u ProShares’a BITO, który jest jednak oparty na futures, czyli mierzymy się tutaj w długim okresie z siłą contango. W długim okresie taka walka jest dosyć nierówna.

Można to zaobserwować porównując poczynania notowań fizycznej ropy naftowej oraz ETN-u opartego na futuresach na ropę.

W mojej opinii akceptacja ze strony SEC-u ETF-u spot byłoby ogromnym wydarzeniem na rynku i mogłoby to wywindować cenę Bitcoina jeszcze wyżej, kończąc przy okazji obecny cykl. Jednak jest to tylko moje, spekulacyjne zdanie oraz moje przypuszczenia.

Warto wspomnieć, że jest również możliwość zainwestowania fizycznego poprzez notowany na kanadyjskiej giełdzie ETF EBIT . Byłaby to zdecydowanie najlepsza opcja, ale z dostępnością może być ciężko (opłaty 0,75% rocznie).

Kolejna ciekawa opcja to MicroStrategy (MSTR), czyli amerykańska firma zajmująca się oprogramowaniem w chmurze. Jako, że firma miała trochę wolnej gotówki oraz brak zadłużenia, to CEO Micheal Saylor zdecydował się na zakup sporej ilości Bitcoinów (za gotówkę + za 2,15 mld dolarów wyemitowanego zadłużenia). Obecnie mało znana wcześniej spółka posiada 114 tys. Bitcoinów (przy 60k $ za BTC, wartość wynosi 6,8 mld dolarów), do tego dochodzi wartość „core” biznesu około 1,5 mld dolarów oraz odejmując wartość zadłużenia otrzymamy wartość firmy, czyli około 6,15 mld dolarów. Zatem według moich wyliczeń spółka jest notowana z premią około 15%. Co ciekawe zadłużenie najczęściej opiewa na 0-1%, a wyemitowane obligacje są zamienne. Problemem dla Microstrategy może okazać się sytuacja, w której cena Bitcoina w momencie konieczności spłaty zadłużenia będzie na podobnym/niższym poziomie niż w momencie jego emisji (konieczność finansowania się emisją akcji oraz sprzedaż Bitcoina wchodzi w grę).

Odkąd Microstrategy zmieniło swoją strategię, to wykazuje naprawdę solidną korelację z Bitcoinem.

Inna opcja, to zakup akcji przedsiębiorstwa górniczego np. Riot Blockchain (RIOT), czy Marathon Digital Holdings (MARA). Dla uzupełnienia wiadomości Górnicy czerpią przychody ze sprzedaży wydobytych Bitcoinów oraz z opłat za transakcje, które oni weryfikują. W dłuższym okresie (po kolejnych halvingach), ta druga opcja będzie stanowić coraz większą część przychodów.

Warto mieć na uwadze, że mamy w tym przypadku do czynienia ze sporym ryzykiem danej spółki (operacji, zarządu itd.). Dlatego lepszą możliwością jest spojrzenie na Global X Blockchain ETF, w którym spółki wydobywcze oraz największa platforma kryptowalut Coinbase (jedno z największych IPO w 2021 roku) stanowią spory procent funduszu.

Podsumowanie

W mojej opinii pomimo wysokich wartości nominalnych Bitcoin obecnie nie jest przesadnie „drogi”. Możemy wyciągnąć takie wnioski na podstawie mnóstwa danych „on-chain”, zachowań górników, czy największych inwestorów. Twierdzę, że dosyć prawdopodobnym jest to, że przed nami jeszcze jeden „run”, który zakończy obecny cykl na Bitcoinie. Warto mieć na uwadze zmienność oraz potencjalną utratę kapitału w okresie bessy. Uważam, że wraz z coraz większa adopcją i kapitalizacją Bitcoina spadki w czasie rynku niedźwiedzia będą procentowo coraz mniejsze, podobnie jak wzrosty w cyklach wzrostowych.

Jeśli ktoś wierzy w przedstawione przeze mnie tezy oraz projekt Bitcoina, to trzymanie go, w zdywersyfikowanym portfelu np. razem z ekspozycją na metale szlachetne, które powinny ograniczać zmienność, może okazać się ciekawym rozwiązaniem.

Dlaczego nie zainwestuję teraz w Bitcoina?

Na podstawie artykułu mógłbyś wywnioskować, że mam optymistyczne zdanie na temat Bitcoina. Zatem dlaczego nie posiadam go w swoim portfelu?

Dużo osób zakupiło Bitcoina w obawie o inflację, upadek dolara, czy rynku długu amerykańskiego. Jednak inflacja wywołana zaburzeniami popytu i podaży jest przejściowa, a problemem wkrótce okaże się deflacja monetarna. Rynek długu, krzywa eurodolara, dane gospodarcze oraz inne znaki na niebie i ziemi ostrzegają nas przed gospodarczym spowolnieniem oraz krajobrazem dezinflacyjnym/deflacyjnym globalnie. Jeśli nie chcesz, aby ominął Cię mój raport na temat perspektyw dla światowej inflacji w 2022 roku, to nie zapomnij zapisać się na newsletter. 😊

Podsumowując inwestorzy, którzy kupili Bitcoina w obawie przed inflacją będą się go za niedługo pozbywać, a ja wejście na rynek kryptowalut rozważę w przyszłości, w zależności od rynkowego paradygmatu. O ile złoto w najbliższym okresie powinno być ważną część portfela, gdyż nie jest ono hedgem, jak niektórzy błędnie myślą, przeciwko inflacji, a przeciwko czarnym łabędziem oraz błędom, jeśli chodzi o politykę monetarną, to Bitcoin ma za krótką historię, aby móc przewidzieć jego zachowanie w okresie deflacyjnego spowolnienia. Ponadto w mojej opinii mocno on koreluje ze spekulacyjnymi akcjami z Wall Street, operując w tzw. risk-on mode.

Jakie jest Twoje zdanie na temat kryptowalut. Posiadasz je w swoim portfelu? Daj znać w komentarzu. 😊

Z wolnorynkowym pozdrowieniem,

Bartosz Baran

6 thoughts on “Bitcoin. Kupować, czy sprzedawać? Dlaczego nie inwestuję?”

  1. Dzięki za wpis – pewne rzeczy mi usystematyzował
    Na początek drobna korekta – rynek krypto to 2,5 biliona USD a nie mld.
    Dla mnie jako dziadersa rynek krypto był przed długi czas ignorowany i widziany tylko jako aktywo spekulacyjne czy wręcz piramida typu Amber Gold. Moment zwrotny był w 2020 po „nocnej Polaków rozmowie” z dawno niewidzianym znajomym IT, który mi uświadomił, że blockchain to technologia która wdziera się szerokim strumieniem we wszystkie dziedziny życia i może być tym, czym internet 25 lat temu – platformą na której będzie budowana wartość. Dlatego też od roku buduję portfel krypto emerytalny z perspektywą co najmniej 10-15 lat. Najwięcej portfela krypto, bo blisko 70% to para BTC/ETH w proporcji zmiennej w zależności od ruchu na parze w hossie, przy czym docelowo BTC to fundament w bessie. Pozostałe 30% krypto to Chainlink (wyrocznia przetwarzająca dane rzeczywiste np pogodę do block), Hedera (bo hashgraf a nie blockchain), Compund (pożyczki finanse), BNB (Binance prędzej czy później wejdzie na giełdę), PolkaDot (bo łączy sieci), . Zastanawiam się nad czymś z grami (np Decentraland) , ale są dużych wzrostach i czekam. I tak co miesiąc dokupuję chyba, że jest spadek na rynku krypto rzędu 20% wtedy dokupuję na przyszły miesiąc. Nie bawię się w żadne lanchpady, airdropy i inne zabawy bo za stary na to jestem, co najwyżej stakuję np BNB i DOT. Z krypto jest ten problem że mam tam może 10 % całego portfela a angażuje 80% uwagi 😉
    A na święta właśnie przyjechały 3 ledgery różnokolorowe dla dzieci. Oprócz funduszu akcyjnego, obligacji za 500+ ,srebrnych monet wkrótce dołączą do ich oszczędności pierwsze Satoshi w ramach edukacji
    A dlaczego Bitcoin wybrałem dla dzieci oraz dlaczego jest postrzegany jako aktywo pieniężne w przeciwieństwie do innych krypto okiem analityka giełdowego https://www.lynalden.com/proof-of-stake/ – mam nadzieję, że gospodarz nie ma nic przeciwko podlinkowaniu art bo wart uwagi

  2. Bardzo ciekawy artykuł. Dziękuję.
    Rozumiem, że ogólnie nie zniechęcasz do BTC, a nie kupujesz go tylko dlatego, że aktualnie jesteś spłukany i ewentualne wolne środki wpychasz w Au, które summa summarum jest jedynym aktywem na długotrwałe inwestycje.
    Jednak jest spora grupa, nazwijmy ich inwestorami, która lubi grać krótkoterminowo. Jest to hazard, zgadzam się.
    I dlatego zgodnie z Twoją poradą wchodzę grubo w BTC już teraz i sprzedaję na jesieni 2023.
    Dzięki za wartościowe informacje.
    Korzystając z okazji, życzę Ci pełnych ciepła i świętego spokoju Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku.
    Jako prezent gwiazdkowy mam dla Ciebie nieproszoną radę – jeśli chcesz tak jak ja pić szampana na jesieni 2023 to wejdź w BTC i podbijaj cenę już dziś.
    A jeśli brakuje Ci kapitału to wpisz w Google „provident” 🙂
    Keep going mate!

  3. Ostatnio zakupiłem pierwsze krypto w ramach zdobywania doświadczenia i przygotowania się na kolejną bessę. Mam podobne zdanie o kryptowalutach jak Pan. Chociaż znam kilku specjalistów z branży inwestycyjnej, którzy posiadają ponad 50% majątku w kryptowalutach, to krótka jego historia i możliwość wystąpienia wielu sytuacji nieoczekiwanych, negatywnie wpływających na to aktywa skutecznie mnie od niego zniechęca.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *