Czeka nas wodorowa rewolucja? Auta na wodór to tylko melodia przyszłości? Jak i czy warto zainwestować?



Żaden pierwiastek na Ziemi nie jest tak wszechobecny jak wodór, jednak niestety nie występuje on samoistnie. Wodór można pozyskać obecnie na kilka sposobów. Po pierwsze jest to proces reformingu parowego lub gazyfikacji, gdzie wodór pozyskuje się przy użyciu paliw kopalnych (gaz ziemny, węgiel). Wiąże się to jednak z emisją dwutlenku węgla do atmosfery. Inna metoda pozyskania wodoru to proces elektrolizy, czyli rozdzielania wody na tlen i wodór przy użyciu energii elektrycznej. Jeśli w tym procesie zastosujemy energię pozyskiwaną z OZE, to mamy do czynienia z tzw. wodorem zielonym, czyli uzyskanym w sposób zeroemisyjny. Rzućmy przy okazji okiem na kolory wodoru.

Obecnie z około 87 milionów ton rocznie produkowanego wodoru, zdecydowaną większość stanowi wodór szary, czy brązowy pozyskiwany przy użyciu paliw kopalnych. W ten sposób roczna emisja CO2 przez sektor produkcji tego pierwiastka jest porównywalna z łączna emisją przez kraje jak np. Wielka Brytania i Indonezja. Wodór zielony, pozyskiwany w procesie elektrolizy stanowi mniej niż 1% rocznej produkcji, co głównie uwarunkowane jest problemem kosztowym. Mianowicie pozyskanie wodoru w zeroemisyjny sposób jest obecnie 3-4 razy droższe. Alternatywą jest wodór niebieski pozyskiwany z użyciem paliw kopalnych, ale stosowana jest tutaj metoda wychwytu dwutlenku węgla.

Obecnie wodór znajduje zastosowanie w rafineriach ropy naftowej, produkcji amoniaku, metanu, czy nawozów. Właśnie wodór jest również niezbędny w ogniwach wodorowych do generowania energii elektrycznej za sprawą reakcji chemicznych wodoru oraz tlenu, na czym w tym artykule się skupimy.

Zatem czy zielony wodór może stać się paliwem przyszłości?

Już od kilku dekad możemy usłyszeć tezy na temat niesamowitej przyszłości sektora wodoru nisko-zero emisyjnego. Jednak rzeczywistość do tej pory je dosyć brutalnie weryfikuje. Czy w nadchodzących latach ta tendencja się zmieni, a postępujący rozwój technologii sprawi, że znaczenie wodoru zielonego oraz jego zastosowanie w transporcie, czy produkcji energii zacznie rosnąć?

Analitycy zakładają, że bez zielonego wodoru, którego użycie w ogniwach wodorowych może stanowić przyszłość dla zielonej  branży motoryzacyjnej oraz energetycznej, nie będzie się dało osiągnąć ambitnych celów związanych z dekarbonizacją oraz neutralnością klimatyczną planowaną na lata 2050-2060. Zatem co przemawia obecnie za rozwojem branży wodoru zielonego? Na myśl na pewno przychodzą rosnące cały czas opłaty emisyjne CO2, co według pomysłodawców ma zwiększyć nakłady inwestycyjne na rozwój zielonych energii kosztem źródeł wysoko emisyjnych. Uboczne skutki takiej polityki energetycznej krajów europejskich widzimy obecnie jak na dłoni. Niedoinwestowanie w eksplorację złóż paliw kopalnych, a czasami nawet zaprzestanie ich wydobycia, a przy okazji brak postępu jeśli chodzi o rozwój energetyki jądrowej, uzależnienie się od niepewnych i zmiennych źródeł odnawialnych oraz od rosyjskiego gazu i kryzys energetyczny mamy jak w banku. 😊

Powracając jednak do wodoru zielonego, to należy wspomnieć o drastycznym spadku kosztów (50-60%) jego pozyskiwania w ostatnich latach. Po pierwsze mamy do czynienia ze  spadkiem kosztów związanych z OZE, z których energii wytwarza się zielony wodór oraz elektrolizerów, które w procesie elektrolizy, jak się możesz domyślać są niezbędne. 😊

Niestety koszt wytworzenia energii z użyciem wodoru zielonego jest wciąż 7-8 razy droższy w porównaniu z paliwami kopalnymi, lecz niektórzy analitycy przewidują, że w 2050 może stać się ten sposób generowania energii tańszy od gazu. Jednak do tego naprawdę daleka droga.

Kolejna kwestia przemawiająca za rozwojem gospodarki wodorowej to ogromne dotacje, subwencje, programy rządowe, czy ponad rządowe. Warto wspomnieć o strategii UE dla neutralnej klimatycznie Europy, która przedstawia bardzo odważne cele na rok 2030, jeśli chodzi o branżę wodoru zeroemisyjnego m.in. sektor przemysłowy wykorzystujący obecnie wodór jako surowiec lub nośnik energii będzie musiał zapewnić, że 50% wodoru będzie uzyskiwanie za sprawa energii pozyskiwanej z OZE. Obecnie jak już wspomniałem jest to mniej niż 1%. Nawet analitycy rynku wodoru przyjmują założenia UE z ogromną ostrożnością i rezerwą.

Nie można zapomnieć o polskiej strategii wodorowej na rok 2030 z perspektywą na rok 2040. Warto zaznaczyć, że jesteśmy w top 10 na świecie, jeśli chodzi o produkcję wodoru. Jednak jest to tylko i wyłącznie wodór szary oraz brązowy. Co zakładają plany naszych rządzących odnośnie przyszłości wodorowej gospodarki w Polsce? Obniżenie emisyjności sektora energetycznego, zredukowanie emisji w przemyśle, gdzie elektryfikacja nie jest możliwa (np. produkcja stali, sektor chemiczny, amoniaku, szkła). Celem jest odchodzenie w przemyśle od wodoru wysokoemisyjnego na rzecz wodoru niebieskiego, czy w dłuższej perspektywie zielonego lub nawet różowego (pozyskiwanego przy użyciu energii atomowej). Kolejny ciekawy cel to wykorzystanie wodoru jako paliwa alternatywnego w transporcie. Jak obecnie wygląda rynek pojazdów na wodór w Polsce? Kilka miesięcy temu zanotowaliśmy piorunujący wzrost liczby aut na wodór na polskich drogach z 7 do 53, co zawdzięczamy grupie Cyfrowy Polsat, która również postawiła pierwszą stację do tankowania takich pojazdów. Do tej pory stacja w Berlinie była dla polskich miłośników aut na wodór najbliższą. Jednak strategia zakłada, że do 2025 roku będziemy mieć w Polsce 32 stację oraz 500 autobusów na wodór. Pożyjemy, zobaczymy. Koniecznym do rozwoju raczkującego rynku wodoru niskoemisyjnego w Polsce jest postęp jeśli chodzi o infrastrukturę OZE, jak i tą związana z transportem, przesyłem wodoru. Póki co inna spółka Pana Zygmunta Solorza po Polsacie weszła na rynek wodoru. Mam tu na myśli firmę  Zepak, która otrzymała zgodę na pierwszą w Polsce wytwórnie zielonego wodoru o mocy do 50 MW. Również spółki państwowe jak Azoty, Orlen, Lotos, które obecnie są największymi producentami wodoru w Polsce zaczynają przeznaczać środki na inwestycje związane z zielonym wodorem. Zainteresowanych polską strategią wodorową odsyłam tutaj: https://bip.mos.gov.pl/strategie-plany-programy/polska-strategia-wodorowa-do-roku-2030-z-perspektywa-do-2040-r/.

Odnośnie dotacji warto pamiętać o podstawowych zasadach ekonomii. Mianowicie można dotować jedną branżę, tylko i wyłącznie kosztem drugiej lub zwykłego podatnika. Taka, jak i każda inna zbędna ingerencja państwa w gospodarkę prowadzi w konsekwencji do błędnej alokacji zasobów w gospodarce. Od branż rentownych, do tych finansowo nieopłacalnych. Znakomicie ten proces można dostrzec na przykładzie ogromnych dotacji dla branży OZE oraz negatywnych konsekwencji dla gospodarki w dłuższym okresie. Jeśli jakiś towar, usługa gwarantują użyteczność społeczeństwa, to prędzej, czy później biznes ten stanie się dla przedsiębiorcy rentowny bez konieczności jego dotowania. Jeśli jednak tak się nie stanie, to mamy tu do czynienia z marnotrawieniem ograniczonych w gospodarce zasobów, a utrzymywanie przy życiu branż nierentownych z pieniędzy podatników prowadzi do dalszych negatywnych konsekwencji. Przy okazji polecam książkę „Ekonomia w jednej lekcji” Henry’ego Hazlitta: https://wolnorynkowykapitalizm.pl/biblioteka/.

Jednak my jako inwestorzy nie będziemy się zastanawiać, czy coś ma sens ekonomiczny, czy może bardziej polityczny, tylko musimy się skupić na tym, czy i jak można na tym zarobić. 😊

Jeśli chodzi o inne, przyszłościowe zastosowanie wodoru, to warto wspomnieć o jego użyciu w magazynowaniu energii, zwłaszcza tej, którą obecnie jest ciężko zmagazynować, czyli tej pozyskiwanej z OZE.

Obecnie wartość rynku zielonego wodoru wynosi 300 mln dolarów. W 2026 roku wartość ta ma wynieść 4,3 miliarda dolara, a pod koniec dekady przy założonej rocznej, złożonej stopie wzrostu na poziomie 55% rynek zielonego wodoru może oscylować wokół 10 miliardów dolarów. W 2030 roku planuje się produkcję zielonego wodoru na poziomie 5,7 miliona ton (obecnie 400 tys. ton), co stanowiłoby ponad 5% ogólnej produkcji wodoru (dziś mniej niż 1%). Póki co energia generowana przy użyciu zielonego wodoru wynosi 3,1 GW, a według prognoz moc generowana w 2030-35 roku może osiągnąć 200-250 GW. Co więcej kluczowym zastosowaniem wodoru zielonego w najbliższej dekadzie ma być dekarbonizacja przemysłu, gdzie elektryfikacja jest dosyć problematyczna.

Według prognoz światowy popyt energetyczny zapewniany przez wodór ma wzrosnąć z 10 EJ do 78 EJ.

Po pierwsze widzimy, że planowany, szalony wzrost przypada po roku 2030, a zwłaszcza po 2040 roku, co jest dla nas daleką melodią przyszłości. Ponadto wzrost zastosowania wodoru w branżach szczególnie nas interesujących, czyli generowanie energii, czy transport prognozowany jest na odległą przyszłość.

Analitycy twierdzą, że w najbliższych latach wzrost ten będzie opierał się na wodorze niebieskim oraz szarym, co pozwoli zbudować niezbędną infrastruktury pod późniejszą aplikację, bardzo drogiego w uzyskaniu obecnie zielonego wodoru na większą skalę. Ponadto do 2035 roku  nie przewiduje się budowy elektrowni opartej na zielonym wodorze na dużą skalę, a do osiągnięcia prognozowanych na 2050 liczb konieczne będą ogromne nakłady inwestycyjne. Mam tu na myśli  m.in rozbudowanie infrastruktury OZE, rozwój technologii elektrolizerów, czy infrastruktury związanej np. z transportem wodoru, stacjami tankowania. Oczywiście bez potężnego postępu technologicznego oraz spadku kosztów również się nie obędzie. Warto pamiętać, aby odnośnie prognoz skupiać się na krótkiej perspektywie, gdyż papier wszystko przyjmie. Zwłaszcza w przypadku rynku raczkującego, gdzie od rozwoju technologii i spadku kosztów zależy w dużej mierze jego rozwoju.

„Spodziewamy się, że wodorowa elektryfikacja nastąpi dopiero w 2035 lub w 2040 roku na dużą skalę – kiedy naprawdę będziemy musieli przejść do głębokiej dekarbonizacji sektora energetycznego.”
Eric Zindel

Auta na wodór to nieunikniona przyszłość?

Jednym z najszybciej rosnących rynków dla wodoru oraz ogniw wodorowych (fuel cells) może okazać się branża motoryzacyjna. Jak to wszystko działa? Jak w ogóle pozyskujemy energię przy użyciu wodoru? Zasada działania ogniw wodorowych polega na reakcji elektrochemicznej wodoru z tlenem podczas której powstaje energia i ciepło, a jedynym produktem ubocznym jest woda. Wszystko brzmi wspaniale, a gdy użyjemy w tym procesie wodoru zielonego, to mamy do czynienia z autem zeroemisyjnym. Oczywiście auto na wodór to rodzaj auta elektrycznego, w którym jednak energia generowana jest na bieżąco w ogniwie wodorowym, a nie pozyskiwana z akumulatora, który musi być ładowany.

Dlaczego jednak ten rynek w ogóle się nie rozwija? Po pierwsze problemem jest infrastruktura. Na świecie istnieje obecnie 553 stacji na wodór, z czego głównie znajdują się one w Japonii, Europie Zachodniej, USA. Warto mieć również słabo rozwiniętą infrastrukturę związaną z transportem oraz przesyłem wodoru.

Kolejna kwestia hamująca rozwój tego rynku to koszty. Obecnie auta na wodór są produkowane przez Hondę, Hyundai oraz Toyotę, a ich cena zaczyna się od 60 tys. dolarów, w porównaniu ze zwykłymi autami elektrycznymi, które można zakupić od 20-25 tys. dolarów. Ponadto zatankowanie, aby przejechać taka sama ilość kilometrów jest 3 razy droższe niż w przypadku aut spalinowych oraz 5 razy droższe w porównaniu z autami na baterię elektryczną.

Jednak kluczową wadą pozyskiwania energii z wodoru za pomocą ognisk wodorowych jest ogromne marnotrawienie energii elektrycznej. Już na etapie elektrolizy, czyli rozdzielania wody na tlen i wodór traci się 35-40% włożonej w ten proces energii, a następnie w procesie sprężania wodoru w celu jego magazynowania, transportu wodoru na stacje oraz w końcu pozyskania energii dla silnika traci się w sumie 60-70% początkowej energii. W przypadku zwykłych aut elektrycznej z włożonej energii, odzyskujemy potem 80% energii w trakcie jazdy, a nie 30-40%, jak ma to miejsce w przypadku aut na wodór. Możliwe, że nie bez przyczyny Elon Musk nazwał tę technologię przeraźliwie głupią, a właśnie ta niekorzystna właściwość wodoru może sprawić, że ten rynek nie będzie rozwijał się tak jak mógłby. W skrócie z np. 10 GW energii generowanej przez OZE, uzyskamy w konsekwencji 4 GW energii do napędu auta.

Porównując jeszcze po krótce oba rodzaje pojazdów, to auta na wodór pokonują duże odległości bez konieczności tankowania (ponad 500 km) oraz mają bardzo krótki czas tankowania. Obie te kwestie są porównywalne z autami spalinowymi, czego nie można powiedzieć o autach na baterię, przed którymi jeszcze dużo ulepszeń technologicznych, aby zasięgi zwiększyć, a czas tankowania skrócić.

Auta na wodór nie posiadają ciężkiej baterii elektrochemicznej, którą trzeba później zutylizować. Zwłaszcza dla busów, tirów, czy w przyszłości może nawet samolotów opcja zbiorników wodorowych (wodór ma imponującą gęstość energii) może okazać się  dużo bardziej efektywna i wydajna niż akumulatory stosowane w przypadku wersji zwykłych aut elektrycznych. Warto wspomnieć, że do 2040 UE planuje, aby wszystkie nowo produkowane auta większych rozmiarów były zeroemisyjne.

Ponadto w przypadku aut na wodór uniezależniamy się od metali ziem rzadkich, kobaltu, których używa się w produkcję baterii. Są to surowce strategiczne, polityczne. Za produkcję metali ziem rzadkich odpowiadają głównie Chiny, a kobaltu DR Kongo.

Jednak jak już wspomniałem wydajność przemawia na korzyść aut na baterię, jeśli chodzi o utratę początkowej energii.

Jak wyglądają liczby odnośnie rynku pojazdów na wodór?

W ostatnim roku sprzedało się 8,5 tys. aut na wodór, co pokazuje jak raczkujący jest to rynek. Dopiero na rok 2030 przewiduje się sprzedaż na poziomie 150 tys. aut, co będzie stanowiło 0,2% rynku motoryzacyjnego. Dla porównania w tym roku sprzedaż aut na baterię ma wynieść 4,2 mln, a w 2030 roku 12 mln. Odnośnie prognoz dotyczących rynku wodoru oraz ich trafności, to udało mi się dokopać do raportu z 2015, gdzie na rok 2020 przewidywano sprzedaż na poziomie 70 tysięcy. 😊

Jak nabyć ekspozycję na rozwój gospodarki wodorowej?

Fuel Cell Energy (FCEL) – 2,3 mld $

Ballard Power System (BLDP) – 4 mld $

Plug Power (PLUG) – 15 mld $

Bloom Energy (BE) – 3,3 mld $

Na pierwszym planie wspomnę o spółkach „pure-play” opierających swoją działalność na branży wodorowej. Wszystkie cztery są notowane na amerykańskiej giełdzie. Rzućmy okiem na wykres cen ich akcji.

Na początku 2021 roku doświadczyliśmy „hype” na spółkach wodorowych. Było to wywołane głównie zmianą administracji w USA oraz planowanym planem infrastrukturalnym „Green New Deal”, który przewiduje spore nakłady inwestycyjne na branżę wodoru zeroemisyjnego. Jednak „hype” szybko minął, a wartość tych spółek wróciła mniej więcej do punktu wyjścia.

Działalność tych spółek jest bardzo podobna. Mianowicie projektują, produkują, sprzedają, instalują ogniwa wodorowe, które jak już wspomniałem mają zastosowanie m.in. w transporcie, czy produkcji energii. Według analityków wartość rynku ogniw wodorowych wraz z rosnącym popytem na zielone, alternatywne rozwiązania energetyczne ma wzrosnąć z 4,1 mld dolarów do 23 mld dolarów w 2028 roku (cagr 23%).

Również kilka innych kwestii łączy te spółki. Po pierwsze problemem jest brak rentowności, a to nie zmieni się w najbliższej przyszłości. W skrócie firmy te póki co przepalają kapitał. Zatem jak się finansują? Albo emisją nowych akcji (nawet o 100% potrafi wzrosnąć liczba akcji w obiegu r/r np. Plug Power), co solidnie rozwadnia strukturę akcjonariatu. Druga metoda, to zadłużanie się np. spółka Bloom Energy posiada ujemny kapitał własny. Obecnie żaden racjonalny model nie uzasadnia wartości tych spółek, a ich wycena opiera się na narracji oraz przyszłym, potencjalnym rozwoju gospodarki wodorowej, w której ogniska wodorowe mogą grać ogromną rolę.

Warto wspomnieć również o spółkach „value”, z dużo większą kapitalizacją, które obecnie dopiero inwestują w branżę wodoru zielonego, tak aby potencjalnie za kilka lat generować również przychody z sektora zeroemisyjnej gospodarki wodorowej. Mogę tu wyróżnić spółki, jak np. Cummins, DuPont, Air Product Chemicals, który jest jednym z największych producentów wodoru oraz właścicielem kilkunastu stacji, czy chemicznego, niemieckiego giganta, czyli spółkę Linde, na której technologii bazuje 160 stacji dla aut na wodór, a niedawno otworzyła ona w Berlinie pierwszą stację dla pociągów na wodór.

Może jednak lepiej nabyć ekspozycję na ten potencjalnie bardzo szybko rosnący rynek za pomocą ETF-ów? W okresie wodorowego „boomu” na giełdzie powstały 4 ETF-y inwestujące w spółki zaangażowane w działalność związana z przemysłem wodorowym m.in. produkcją ogniw wodorowych, baterii, produkcją i wytwarzaniem wodoru, czy magazynowaniem i dostawami wodoru. Chciałbym Ci przedstawić dwa ETF-y, które nieco różnią się składem.

Vaneck Vectors Hydrogen Economy

Defiance Next Gen H2

Podstawowa różnica jest taka, że ETF Vaneck’a posiada mniej więcej 50/50 ekspozycję na spółki „value”, gdzie technologie związane z niskoemisyjnym wodorem możliwe, że będą za kilka stanowić pewien, mały procent przychodów np. Linde, Air Product Chemicals oraz na spółki tzw. „pure-play”, pro-wzrostowe oraz obecnie nierentowne np. Plug Power, Ballard, czy słynna Nikola, czyli potencjalny, przyszły producent ciężarówek na wodór.

ETF Defiance Next Gen skupia się tylko i wyłącznie na tej drugiej grupie spółek, co implikuje to, że mając nawet krótką historię rynkową obu ETF-ów możemy stwierdzić, że jest bardziej zmienny.

Zatem warto nabyć ekspozycję na zeroemisyjną gospodarkę wodorową?

Można zauważyć, że nawet według śmiałych prognoz auta na wodór zaczną zdobywać udział w rynku dopiero po 2035 roku, nie inaczej sytuacja będzie wyglądać, jeśli chodzi o produkcje energii w oparciu o wodór zielony. Aby ekologiczna gospodarka wodorowa stała się rzeczywistością, potrzebne są przełomy technologiczne i ekonomiczne, które pozwolą drastycznie obniżyć koszty związane z jego produkcją. Warto również pamiętać o niezbywalnej właściwości wodoru, która sprawia, że w procesie pozyskiwania energii dla silnika auta na wodór marnotrawimy 60-70% początkowej energii. W mojej opinii rewolucja w branży motoryzacyjnej w najbliższych latach skupi się na zwykłych autach elektrycznych, gdzie ciągły postęp jest w stanie jeszcze bardziej zwiększyć ich wydajność i efektywność. Twierdzę, że zielona technologia oparta na ogniskach wodorowych to melodia niepewnej przyszłości, która możliwe, że w perspektywie 15-20 lat przy ogromnych postępach technologicznych okaże się rentowną. Jednak dla inwestora z krótszą perspektywą na rynku obecnie można znaleźć atrakcyjniejsze aktywa, gdzie na potencjalny zwrot nie będzie trzeba czekać latami. W mojej opinii pozostając przy zielonej energii byłby to np. sektor uranu https://wolnorynkowykapitalizm.pl/czeka-nas-hossa-na-uranie-jak-mozesz-zainwestowac-analiza-rynku/ . Obecna sytuacja na rynku spółek wodorowych przypomina mi tą z rynku spółek zajmujących się produkcją paneli słonecznych z 2007 roku. Również wtedy doświadczyliśmy podobnego giełdowego „hypu”, jednak wtedy technologia ta była bardzo droga, jak i mało efektywna, podobnie jak obecnie zielony wodór. Ponadto wtedy energia słoneczna miała marginalny udział w miksie elektrycznym, a narracja inwestycyjna nierentownych spółek opierała się na prognozach odnośnie dalekiej przyszłości, która zawsze jest bardzo niepewna jeśli chodzi o nowe technologie.

Na wykresie ETF-u na spółki słoneczne, który podobnie jak ETF-y wodorowe powstał w okresie hypu, można zauważyć, że inwestor, który wstrzymał się z ulokowaniem kapitału w szeroki indeks spółek fotowoltaicznych niewiele stracił przez całą, ostatnią dekadę. Dopiero w ostatnich latach technologia fotowoltaiczna stała się bardziej rentowna, a jej zastosowanie i wydajność znacznie wzrosła. Jednak dużo spółek z okresu boomu 2007-2010 dawno zbankrutowało, a dzisiejsi liderzy rynku fotowoltaicznego na świecie operują na bardzo niskich marżach. Nie wykluczam, że w najbliższym okresie na rynku wodorowym doświadczymy kolejnego boomu wywołanego nowymi ustawami, czy dotacjami, jednak moja decyzja odnośnie inwestycji w spółki z branży wodorowej obecnie jest negatywna, lecz warto w najbliższych latach przyglądać się rozwojowi tego perspektywicznego rynku.

Z wolnorynkowym pozdrowieniem,

Bartosz Baran

Materiał nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.

Przedstawione treści nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych ani informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną w rozumieniu Rozporządzenia PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) NR 596/2014 z dnia 16 kwietnia 2014 r. w sprawie nadużyć na rynku (rozporządzenie w sprawie nadużyć na rynku) oraz uchylające dyrektywę 2003/6/WE Parlamentu Europejskiego i Rady i dyrektywy Komisji 2003/124/WE, 2003/125/WE i 2004/72/WE, ani też rekomendacji, o których mowa w Ustawie z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi.
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi „rekomendacji” w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Wolnorynkowykapitalizm.pl oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.

4 thoughts on “Czeka nas wodorowa rewolucja? Auta na wodór to tylko melodia przyszłości? Jak i czy warto zainwestować?”

  1. Wielkie brawa za kolejny świetny merytorycznie artykuł!
    Zgadzam się, że wodór wciąż raczkuje. Aczkolwiek ma on jedną ważną zaletę – jest magazynem energii (ok, niezbyt efektywnym, bo odzyskujemy max 40% tak jak piszesz, ale jest, a to ważne w kontekście nowego świata energii z kapryśnych źródeł odnawialnych).
    Pośrednią formą inwestycji w wodór jest inwestycja w platynę, która ma zastosowanie w ogniwach wodorowych (fuel cells).
    Nie zgodzę z tym, że dotowanie nierentowych sektorów jest szkodliwe. Za jakiś czas paliwa kopalne się skończą, a wtedy nastanie pustka, no chyba, że będziemy mieli dobrze rozwinięte źródła odnawialne – a żeby tak było to trzeba im teraz trochę dopomóc. Więc te dotacje są niejako inwestycją w bezpieczeństwo energetyczne.

    1. Dziękuję bardzo!
      Tak pisałem o platynie i jej zastosowaniu w ogniskach wodorowych w artykule o surowcach: https://wolnorynkowykapitalizm.pl/czeka-nas-dekada-surowcow-szczegolowa-analiza-4-spolek-raport-inwestycyjny-rynku/
      Polityka energetyczna to temat na inną dyskusję. Bezpieczeństwo energetyczne może zapewnić atom: https://wolnorynkowykapitalizm.pl/czeka-nas-hossa-na-uranie-jak-mozesz-zainwestowac-analiza-rynku/
      Jak coś to jestem zwolennikiem różnego rodzaju ulg podatkowych mających wesprzeć dany, nierentowny sektor niż dotacji, na które środki idą z naszej kieszeni lub od przedsiębiorstw rentownych. Jednak nie będziemy się we wszystkim nigdy zgadzać. 🙂

      Pozdrawiam
      Bartosz Baran

  2. Przyglądałem się wodorowi już jakiś czas temu i wyszło mi podobnie jak Tobie, że to raczej kasyno, a nie inwestycja jeśli się uda to zarobimy bardzo dużo, a jeśli nie to stracimy wszystko, inwestując w ETF-y i nie będzie zainteresowania tym rynkiem to prawdopodobnie emitent je zamknie, jeśli kupimy pojedyncze spółki oprócz tego, że technologia „musi się sprawdzić” to my musimy mieć szczęście, że trafimy akuratnie w tą spółkę, która zacznie zarabiać na wodorze. Jako inwestorów powinna nas interesować ekonomia, a nie ekologia, a jeśli przy okazji naszych inwestycji chcemy być „ekologiczni” to lepiej inwestować w uran branża z ogromnym potencjałemi i zerową emisją CO2.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *