Dlaczego ceny złota nie chcą rosnąć? Złoto nie ochroni nas już przed inflacją? Raport inwestycyjny.



Nadszedł czas na ponowne przyjrzenie się rynkowi złota. Od ostatniego raportu na temat tego kruszcu minęło już prawie 4 miesiące. Wtedy wróżyłem, że do końca roku cena metalu przekroczy 2000$/oz. Od tego czasu mamy do czynienia z rosnącymi obawami stagflacyjnymi, kryzysem energetycznym, z rosnącymi cenami prawie wszystkich surowców, z coraz silniej negatywnymi realnymi stopami procentowymi oraz z ciągle gołębią polityką monetarną ze strony największych, światowych banków centralnych, pomimo coraz wyższej inflacji. Scenariusz wręcz wymarzony do tego, aby ceny złota kierowały się na północ. Jednak jak na przekór, ciągle okupujemy pułap 1800$/oz, a od sierpnia 2020, czyli od momentu, gdy złoto osiągnęło „all time high”, jest to jedno z najgorzej radzących sobie aktywów.

Bitcoin, czyli według niektórych wirtualne złoto wzrósł w badanym okresie o ponad 400%. Świetne radziły sobie również surowce, jak i rynek akcji. Tego samego nie możemy powiedzieć o złocie, nie wspominając nawet o mniejszych spółkach wydobywczych (ETF: GDXJ), które zanotowały spadek o 32% od sierpnia 2020 roku.

Zakłada się, że złoto, którego dodrukować się nie da, pozwoli nam ochronić oszczędności przed inflacją. Jednak inflacja na świecie coraz bardziej daje się we znaki, a ceny kruszcu stoją w miejscu.

Nie tyle inflacja, co negatywne realne stopy procentowe powinny być bycze dla metalu, który jako alokacja kapitału konkuruje z obligacjami skarbowymi.

Obecnie realna rentowność amerykańskiej 10 latki wynosi około -4%, co jest najniższym poziomem od końcówki lat 70’. Pomimo tego ceny kruszcu od dłuższego czasu oscylują niezmiennie wokół 1800$/oz. Oczywiście jednym z powodu takiego zjawiska jest przyjęcie przez rynek narracji, że inflacja jest przejściowa, FED za niedługo rozpocznie „tapering”, a  pod koniec 2022 roku zacznie podnosić stopy procentowe. Do tego tematu jeszcze powrócimy, tymczasem rzućmy okiem na historyczny wykres ceny złota.

Złoto po każdej reflacyjnej hossie, wywołanej ekspansją monetarną oraz dewaluacją walut fiducjarnych i osiągnięciu nowego szczytu (1980, 2011, 2020), wchodzi w krótszą lub dłuższa konsolidację, z którą mamy do czynienia obecnie. Warto na pewno przyjrzeć się kluczowym zależnościom, jeśli chodzi o ruchy na cenach metalu.

Rentowność 10 letniej obligacji skarbowej – tzw. „breakeven inflation rate”, czyli (Rentowność 10 letniej obligacji skarbowej – rentowność 10 letniej obligacji skarbowej anty-inflacyjnej „TIPS”) vs ceny złota (czerwony kolor)

Różnica pomiędzy rentownością obligacji nieindeksowanej inflacją oraz tej antyinflacyjnej, może nam mniej więcej ukazać rynkowe oczekiwania odnośnie długoterminowej stopy inflacji. Obecnie wartość ta wynosi około 2,5%, co wpisuje się w prognozy FED-u. Przy rentowności 10 latki na poziomie 1,5% mamy do czynienia z negatywnym, realnie oprocentowaniem, nawet jeśli bierzemy pod uwagę rynkowe oczekiwania, a nie obecne dane. Przy inflacji 5,5% oraz rentowności 1,5%, roczna dewaluacja waluty zjada nam kupon za niecałe 4 lata.

Na wykresie możesz zaobserwować prawie perfekcyjną odwrotną korelację pomiędzy zmiennymi. Rosnące realne rentowności są niedźwiedzim znakiem dla złota, o czym przekonały się osoby, które zakupiły metal np. w sierpniu 2020 roku.

(Rentowność 10 letniej obligacji skarbowej – inflacja CPI) zmiana r/r (lewa oś, niebieski kolor) vs ceny złota r/r (prawa oś, czerwony kolor)

Tutaj ponownie mamy do czynienia z odwrotną korelacją. Rosnąca różnica pomiędzy rentownością 10 letniej obligacji skarbowej, a inflacją negatywnie wpływa na ceny złota. Oczywiście jak widzisz na wykresie, działa to również w drugą stronę. Ostatni okres jest jednak zaprzeczeniem historycznej korelacji. Różnica pomiędzy rentownością 10 letniej obligacji skarbowej, a stopą inflacji CPI jest w trendzie spadkowym r/r (obecnie niespotykane od dawna około -4%), a nie przekłada się to na wzrost cen złota. Jak już wspomniałem jest to spowodowane oczekiwaniami rynku odnośnie spadku inflacji oraz zacieśniania polityki przez FED.

Kolejna zależność na którą bardzo lubię spoglądać, to porównanie amerykańskiej podaży waluty raportowanej przez FED (M2) oraz cen złotego kruszcu.

Ten wykres ładnie ukazuje nam kiedy miał miejsce dobry moment na zakup złota (początek XXI wieku, lata 2016-2017 oraz potencjalnie obecnie) oraz na jego sprzedaż. Oczywiście nie wszystko jest takie łatwe i proste. Jednak jeśli obie linie przesadnie się rozjeżdżają warto zwrócić na tę zależność uwagę, analizując potencjalny zakup/sprzedaż.

Na ten wykres można rzucić okiem również z innej perspektywy, czyli dzieląc cenę złota przez podaż waluty.

Obecnie jesteśmy na jednym z najniższych pułapów na wykresie od momentu, gdy złoto jest normalnie „tradowane” na giełdzie (1971 rok). Personalnie pomiędzy ceną złota, a przyrostem podaży waluty dopatrywałbym się historycznej zależności, która może pozwolić nam nieźle nawigować rynek kruszcu. Ponadto twierdzę, że w nadchodzących latach przyrost podaży waluty będzie na dużo wyższym poziomie niż w ubiegłej dekadzie. Oczywiście rok 2020 był pod tym względem wyjątkowy (przyrost M2 w USA o około 25% r/r) i nie o takim pułapie myślę, chyba, że będziemy mieć do czynienia z kolejną sytuacją awaryjną.

FED, jak i inne główne, światowe banki centralne przeszedł od uzależnienia od zerowych stóp procentowych (Monetary Policy 1 – więcej na temat konsekwencji MP1 możesz przeczytać tutaj) przez konieczność stosowania coraz to większego luzowania ilościowego, z coraz to mniejszym wpływem na rynek i gospodarkę (MP2), do nieuniknionego w konsekwencji monetyzowania rządowych deficytów fiskalnych (MP3), co jest zjawiskiem już czysto inflacyjnym.

Ray Dalio nazwałby ten proces oraz uzależnienie funkcjonowania zadłużonej po uszy gospodarki od wszystkich wymienionych lekarstw tzw. końcem wielkiego cyklu zadłużenia (end of the big debt cycle), gdzie dług zaczyna rosnąć szybciej niż dochód, co w długim okresie jest nie do utrzymania. O ile MP1 oraz MP2 nie zawsze jest stricte inflacyjne, a może okazać się anty-deflacyjne lub w ogóle nie mieć wpływu na podaż waluty w realnej gospodarce, to MP3 wprost prowadzi do monetarnej ekspansji. Gdyby nowa waluta miałaby być tworzona tylko i wyłącznie w sektorze bankowości komercyjnej, jak to miało miejsce w „normalnych” czasach, to dopatrywałbym się raczej dezinflacji lub deflacji. Więcej na ten temat możesz przeczytać tutaj.

W nadchodzącej dekadzie koniecznością stanie się coraz większe aplikowanie tzw. MP3 (monetyzacja długu rządowego), utrzymywanie stóp procentowych najniżej jak się da oraz niewykluczone, że będziemy mieć do czynienia z kontrolą krzywej dochodowości. Po pierwsze jest to uniknione przy tak zawansowanym cyklu zadłużenia. Po drugie narzędzia banków centralnych, czyli MP1 oraz MP2 już się wyczerpały. Dlatego twierdzę, że w obecnej dekadzie doświadczymy więcej inflacji niż w ubiegłej, gdzie luzowanie ilościowe (MP2) przyczyniło się do inflacji na rynkach finansowych, a nie miało wpływu na podaż realnej waluty w gospodarce. MP3 prowadzi do inflacji w gospodarce realnej, która jest niezbędna, aby realne zadłużenie zniwelować (pomoc dla dłużników kosztem wierzycieli) oraz móc dalej gospodarkę w obliczu spowolnienia, kryzysu stymulować. Łączny światowy dług (państwa + korporacje + gospodarstwa domowe) wynosi obecnie rekordowe 365% światowego PKB. Czyżby koniec wielkiego cyklu zadłużenia nieuchronnie się zbliżał?

Przy okazji z ciekawości możemy spojrzeć na wykres złoto vs dług publiczny USA

Oczywiście nie traktowałbym tej zależności jako jakiegokolwiek wyznacznika, jednak podobnie jak przy porównaniu złota z podażą waluty jesteśmy obecnie na jednym z niższych poziomów.

Możesz stwierdzić, że to wszystko ma sens, a MP3 stosowane na coraz szerszą skalę, czyli tak naprawdę połączenie polityki fiskalnej z monetarną („Modern Monetary Theory”) jest nieuniknione, co będzie zjawiskiem stricte monetarnie ekspansywnym oraz inflacyjnym. Jednak możesz uważać, że przy takim krajobrazie makroekonomicznym, to wciąż akcje okażą się najlepszą formą ochrony kapitału, jak to miało miejsce w ostatniej dekadzie.

SP500 vs złoto (2011-2021)

Ostatnia reflacyjna dekada była dla rynku akcji wyśmienita. Zwłaszcza dla spółek „growth”, dla których środowisko niskich, zerowych stóp procentowych oraz rynkowej płynności jest wręcz wymarzone. Luzowanie ilościowe okazało się prędzej antydeflacyjne niż inflacyjne, a ceny złota od szczytu z 2011 roku zanurkowały 40%.

Jednak takie wybieranie okresów, aby ukazać, że w jedno aktywo jest niewarte uwagi, może okazać się lekko zgubne.

Biorąc pod uwagę ostatnie 20 lat, to złoto poradziło sobie zdecydowanie lepiej niż amerykański indeks akcyjny. Nawet po doliczeniu dywidend wypłacanych przez spółki z SP500, czyli posługując się indeksem SP500 Total Return, to wciąż złoto radzi sobie dużo lepiej w tym wieku niż SP500 (skumulowane 592% vs 450%). Całkiem nieźle jak na kawałek metalu, który możemy zakopać w ogródku.

Historycznie w niektórych okresach jedno aktywo daje sobie zdecydowanie lepiej radę, a inna dekada należy do drugiego. Umiejętne zwiększanie ekspozycji na aktywo, które w następującym okresie da sobie lepiej radę zależy od odpowiedniego „market timingu” oraz prawidłowego odczytania makroekonomicznego, rynkowego paradygmatu, który w danej dekadzie będzie królował.

W mojej opinii w obecnej dekadzie w obliczu rosnącej roli MP3 oraz innych czynników fundamentalnych złoto da sobie lepiej radę niż amerykański indeks SP500. Jednak jest to stricte moja mniej lub bardziej subiektywna opinia. Każda dekada na rynkach ma swoją własną charakterystykę oraz własnym paradygmat, zazwyczaj diametralnie różniący się od tego, do którego inwestorzy przyzwyczaili się w ubiegłym dziesięcioleciu. Obecnie byłoby to przeświadczenie o niskiej inflacji, zerowych/niskich stopach procentowych, kontynuacji polityki łatwego pieniądza (promującego m.in. finansowanie długiem buy-backów, przejęć itd.) oraz silnym prognozowanym wzroście wyników spółek, co w konsekwencji przekłada się na wysokie, aktualne wyceny giełdowe oraz na potencjalne niższe, następujące zwroty z inwestycji (stopa procentowa, którą dyskontujemy przyszłe przepływy pieniężne nie może być już niższa, a po drugie kapitał, który przy obecnym paradygmacie monetarnym nie jest w stanie znaleźć rentowności w „bezpiecznych aktywach” napływa na rynek akcji, podbijając jeszcze bardziej wyceny).

Roczne, realne stopy zwrotu aktywów na amerykańskim rynku w poszczególnych dekadach

(Warto pamiętać, że ceny złota do 1971 roku były sztywnie połączone z dolarem. Do 1933 roku 20$/oz, a następnie 35$/oz)

„Każda główna klasa aktywów miała wspaniałe i straszne dziesięciolecia, do tego stopnia, że każdy inwestor, który większość swojego majątku skoncentrowałby na jednej inwestycji, straciłby prawie wszystko w takim czy innym okresie” [..] Najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, szczególnie w późnej fazie danego cyklu, jest zbudowanie portfolio w oparciu o to, co działałoby dobrze przez poprzednie 10 lat, ale to typowe dla inwestorów”.

RAY DALIO

Historycznie rynek akcji radzi sobie lepiej w dekadach, na początku których konsensus odnośnie wzrostu zysków spółek, czy stanu gospodarki był negatywny (początek lat 20’, 50’, 80’ oraz okres po kryzysie z 2008 roku), a awersja inwestorów do ryzyka spora. Gdy inwestorzy powoli przyzwyczają się do wysokich zwrotów inwestycyjnych oraz paradygmatu z ubiegłej dekady, przewidując coraz szybszy wzrost zysków, utrzymanie polityki łatwego pieniądza, co implikuje coraz wyższe wyceny, to mamy do czynienia z następującym, gorszym okresem na rynku akcji. Na początku lat 80’ po stagflacyjnej dekadzie większość inwestorów preferowałaby metale szlachetne niż akcje, które wtedy były mega atrakcyjnie wycenione.

(08.1979)

Podobna sytuacja miała miejsce w 2010 roku, gdy luzowanie ilościowe miało doprowadzić do hiperinflacji, a złoto miało okazać się zbawieniem. W powyższej tabelce możesz sprawdzić, jak wspomniane aktywa dawały sobie radę w następującej dekadzie.

Odwrotnych historii doświadczyliśmy pod koniec lat 20’, 60’, czy 90’, gdy niemal wszyscy byli zainwestowani w akcje, a o inflacji, złocie, potencjalnym pęknięciu bańki na rynku akcji, czy długu mało kto myślał.

Skupiając się na dużo bliższej historii, to w ostatnich latach (2019-2020) sektor energetyczny oraz finansowy dawał sobie najgorzej radę na amerykańskiej giełdzie. W tym roku za to obie te branży zagwarantowały najwyższy zwrot inwestycyjny.

Kontynuując temat, w ostatnich latach mało kto chciał inwestować w spółki z branży naftowej, uranowej, czy węgla kamiennego, mając w perspektywie zieloną transformacją. Właśnie takie kontrariańskie zagrania, na zapomniane, nielubiane aktywa przyniosły w 2021 roku bardzo wysokie zyski inwestorowi. Oczywiście za potencjalną inwestycją w zdołowane aktywo, z ograniczoną możliwością do spadków, muszą stać bardzo solidne czynniki fundamentalne.

Wracając do grafiki z 1979 roku, jeszcze niedawno głoszono, że inflacja jest martwa.

(04.2019)

Warto spojrzeć na wskaźnik SP500 vs złoto, który jest obecnie na najwyższym poziomie od 2005 roku.

Co nastąpiło po 2005 roku, to chyba nie muszę przypominać. Dołek na indeksie osiągnęliśmy w 2009 oraz 2011 roku, gdy amerykański rynek akcji był skrajnie przeceniony, a złoto osiągało nowe szczyty. Od tego momentu wykres jest w trendzie wzrostowym, co z resztą już zaobserwowałeś na grafice porównującej poczynania złota i SP 500 przez ostatnie 10 lat.

Z ciekawostek chciałbym Ci zaprezentować jeszcze wykres Nasdaqa 100.

Pułapy osiągnięte w okresie bańki technologicznej z 2000 roku wyglądają skromnie w porównaniu z wartościami, które Nasdaq osiąga obecnie. Zupełnie inaczej wygląda ten indeks denominowany w złocie.

Jak widzisz do pułapów z 2000 roku jest jeszcze bardzo daleko i szczerze wątpię, że zostaną one w najbliższej przyszłości osiągnięte.

Twierdzę, że obecny moment, gdy coraz częściej z ust nawet tzw. „gold bugs” możemy usłyszeć, że „gold is dead”, a Bitcoin jest nowym złotem jest optymalnym na nabycie ekspozycji na złoty kruszec. Oczywiście Bitcoin mógł lekko skraść „show” złotemu metalowi. Ciężko zmierzyć ile napływów kapitału do BTC, inaczej zostałoby przeznaczone na zakup złota. Jednak historycznie właśnie momenty zwątpienia, zapomnienia oraz negatywnego sentymentu okazywały się najlepszym na zakup. To jaki procent portfela inwestycyjnego powinno stanowić złoto oraz w jakiej postaci (fizyczna wersja, ETF np. Sprotta, czy spółki wydobywcze), to już stricte indywidualna kwestia. Jednak posiadanie nawet skromnej ekspozycji na złoty kruszec po pierwsze stanowi dla Ciebie ubezpieczenie, a po drugie zmniejsza ryzyko portfela, gdyż złoto wykazuje brak lub negatywną korelację z innymi aktywami. Obecnie tego samego nie można powiedzieć o obligacjach, które historycznie pełniły funkcję poduszki bezpieczeństwa. Raport o rynku obligacji.

Historyczna korelacja pomiędzy 5 rocznym zwrotem z amerykańskiego rynku akcji oraz złota wynosi -0,39. Ciężko znaleźć dwa aktywa, które są tak negatywnie ze sobą skorelowane.

Na koniec chciałbym poświęcić trochę uwagi spółkom wydobywczym, o których pisałem więcej tutaj. Niepodważalnym argumentem jest to, że złoto nam nic nie płaci, za to, że go trzymamy. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku spółek wydobywczych, które wypłacają coraz wyższe dywidendy oraz operują wobec cen kruszcu na dźwigni. W mojej opinii sektor górników złota, jak i srebra jest obecnie jednym z najbardziej niedowartościowanych na rynku. Firmy wydobywcze nawet przy obecnych cenach złota generują ogromne ilości gotówki.

Obecne coraz wyższe wartości „free cash flow yield with enterprise value” są spowodowane dwoma czynnikami. Po pierwsze jak już wspomniałem generowane wolne przepływy pieniężne przy obecnych cenach kruszcu są bardzo wysokie. Po drugie enterprise value, czyli wartość przedsiębiorstwa, to jego kapitalizacja rynkowa + zadłużenie netto. Obecnie spółki wydobywcze są niedowartościowane, do czego przejdę za chwilę, a po drugie ich zadłużenie netto jest na historycznie bardzo niskim poziomie.

Ostatnia hossa na złocie doprowadziła do ogromnego zwiększenia nakładów inwestycyjnych oraz zadłużenia wśród spółek wydobywczych. Zarządy były przekonane, że cena złota będzie tylko rosnąć. Niestety w okresie 2011-2016 zanurkowała ona 40%, a wiele spółek przeżywało ciężkie czasy, zbankrutowało lub zostało przejętych. Obecnie firmy wydobywcze są zarządzane dużo ostrożniej. Generowanie większej ilości gotówki nie przekłada się na wzrost nakładów inwestycyjnych, a prędzej na spłatę długu, czy wypłatę sowitej dywidendy.

Obecne wartości ceny do zysku za ostatnie 12 miesięcy dla największych spółek wydobywczych są na naprawdę bardzo niskim poziomie.

Nie inaczej sytuacja wygląda, jeśli zbadamy, ile płacimy za jednego dolara wygenerowanego przez spółkę z działalności operacyjnej.

Niedowartościowanie sektora względem obecnych cen złota może ukazać nam również poniższy wykres.

Poza spółkami wydobywczymi, czy ETF-ami (GDX, GDXJ), warto mieć również na uwadze spółki tzw. royalties (np. Franco Nevada, Wheaton Precious Metals, czy mniejsze spółki z potencjałem do dogonienia wspomnianych liderów, jak np. Sandstrom Gold). Firmy te zajmują się finansowaniem projektów wydobywczych w zamian za ustalony udział w przychodzie z projektu lub w zamian za możliwość zakupu pewnej ilości wydobytego kruszcu po dużo niższej cenie niż rynkowa. Spółki „royalties” operują na bardzo wysokich marżach, przy braku ryzyka, jeśli chodzi o koszty operacyjne związane z wydobyciem złota, które występują w przypadku górników. Ciekawym porównaniem jest liczba pracowników w spółce wydobywczej Barrick Gold (20 tys.) oraz w gigancie, jeśli chodzi o „royalties”, czyli Franco Nevada, gdzie pracuje 40 osób, głównie geologów, specjalistów w branży oceny jakości depozytów oraz rentowności potencjalnej inwestycji.

Naturalnie spółki „royalties” są dużo drożej wycenione przez rynek oraz przy tak rentownym biznesie niewykluczone, że zacznie pojawiać się w sektorze coraz więcej konkurencji.

PODSUMOWANIE

Aby moja przepowiednia odnośnie 2000 dolarów za uncję złota się spełniła potrzebujemy na rynku pewnego impulsu. Obecnie w cenę złota wliczone jest zacieśnianie polityki monetarnej przez FED („tapering” + podwyżki stóp procentowych). Jeśli FED z różnych przyczyn nie będzie w stanie polityki zacieśnić (vide lata 2018-2019), to ceny kruszcu poszybują do góry. Trzeba mieć również inne możliwe zdarzenia na uwadze, jak np. dłuższe przechadzanie się inflacji, spowolnienie gospodarcze, „czarny łabędź”, czy utrata wiary w narrację tymczasowego wzrostu cen, co może prowadzić do scenariuszu stricte stagflacyjnego, Wszystkie powyższe zjawiska są bycze dla rynku złota, na którym obecnie panuje negatywny sentyment, a inwestorzy „kupują” dotychczasową narrację banków centralnych.

Szukając inwestycji z ograniczoną możliwością do spadku, a z nieograniczonym potencjałem do wzrostu powinniśmy rozważyć złoty kruszec, a zwłaszcza spółki wydobywcze, które obecnie są wyjątkowo atrakcyjnie wycenione.

Oczywiście na prognozy na 2030 rok trzeba patrzeć przez palce. Jednak podtrzymuję moją tezę, że ceny złota nie spadną nigdy poniżej poziomu 1550-1600$/oz.

Jakie jest Twoje zdanie na temat kruszcu? Złoto jest martwe i omijasz je szerokim łukiem, czy może w nadchodzącej dekadzie okaże się jednym z najbardziej rentownych aktywów na czele z sektorem wydobywczym? Napisz w komentarzu. 😊

Jeśli chcesz poznać moje zdanie na temat srebra, to zapraszam tutaj.

Z wolnorynkowym pozdrowieniem,

Bartosz Baran


Przedstawione treści nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych ani informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną w rozumieniu Rozporządzenia PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) NR 596/2014 z dnia 16 kwietnia 2014 r. w sprawie nadużyć na rynku (rozporządzenie w sprawie nadużyć na rynku) oraz uchylające dyrektywę 2003/6/WE Parlamentu Europejskiego i Rady i dyrektywy Komisji 2003/124/WE, 2003/125/WE i 2004/72/WE, ani też rekomendacji, o których mowa w Ustawie z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi.
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi „rekomendacji” w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Wolnorynkowykapitalizm.pl oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.

6 thoughts on “Dlaczego ceny złota nie chcą rosnąć? Złoto nie ochroni nas już przed inflacją? Raport inwestycyjny.”

  1. Osobiście od prawie dwóch lat mam w swoim portfolio ekspozycję na złoto. W ostatnich tygodniach mój sentyment do złota jest negatywny, ze względu na to, że żaden impuls za bardzo nie jest w stanie bujnąć wykresu w górę. Kontrariańsko patrząc, mam wrażenie, że w tej chwili, tak jak Pan wspomniał w artykule, warto budować ponownie ekspozycję na ten kruszec.
    P.S.: Co Pan sądzi o hedgowaniu pozycji w inwestycjach w walucie obcej?

    1. Dzień dobry,
      Wszystko zależy od sytuacji. Jeśli ktoś ma dużą ekspozycję na daną walutę i obawia się umocnienia złotówki, to jest to oczywiście wskazane. Warto tylko pamiętać, że inwestując np. w rosyjskie spółki lub ETF-y na dany kraj denominowane w dolarze, franku lub euro, trzeba zabezpieczyć się przeciwko osłabieniu w tym przypadku rubla względem złotówki, a nie waluty, w której denominowany jest GDR lub ETF :). Często spółki mają tak zdywersyfikowane przychody i działalność, że ciężko byłoby znaleźć fajny hedge. Jednak przy inwestowaniu w obligacje, zwłaszcza państw rynków wschodzących, denominowanych w lokalnej walucie, jest to bardzo rozsądne posunięcie.
      Pozdrawiam 🙂

  2. Patrząc na swój portfel grupami aktywów: metale szlachetne, akcje z rynków EM, surowce, krypto, gotówka, przez ostatnie 12 miesięcy rosło wszystko oprócz metali szlachetnych (i gotówki) więc stopniowo wycinam pozycje na innych aktywach i przenoszę do metali szlachetnych i gotówki starając utrzymywać 25% ekspozycji na metale, patrząc na sentyment, cierpliwość wielu inwestorów w metale szlachetne jest na skraju wyczerpania prawdopodobnie to jest dobry moment, na otwieranie/zwiększanie pozycji. W nadchodzących miesiącach będę zwiększał udział metali szlachetnych do 30% portfela głównie kosztem krypto ponieważ na kolejne 12-18 miesięcy w metalach szlachetnych widzę większy potencjał niż w krypto. Złoto/srebro jest tanie jak długo jeszcze będzie tanie tego nie wie nikt, ale ja widzę tutaj ogromny potencjał na nadchodzące 5-10lat dwa wykresy S&P500 to gold ratio i Dow to gold ratio mówią nam gdzie powinny „siedzieć” nasze pieniądze.
    Na temat złota jeśli ktoś nie widział polecam film „złoto 6000 lat ludzkiej obsesji” dwie części po około 60 minut jeśli ktoś nie ma zielonego pojęcia czym jest złoto w 120 minut nadrobi ogromne zaległości.
    Czy złoto jest martwe? Nie sądzę jest z nami przez tysiąclecia i myślę, że sto lat jeszcze pociągnie 🙂 a za 100 lat to mnie już na tym świecie nie będzie. Czy BTC przejmie jego rolę złota jest możliwe, a jeśli nawet to ten proces zajmie kolejne dziesięciolecia mamy tutaj 6000lat ludzkiej obsesji vs 10 lat ludzkiej obsesji 🙂

    1. Bardzo dziękuję za komentarz!
      Nie wiem, co mogę dodać 🙂
      Film widziałem i polecam 🙂
      Umiejętna dywersyfikacja majątku pod kątem geograficznym, walutowym, branżowym oraz klas aktywów, do tego edukacja, racjonalność w podejmowaniu decyzji i powinno wszystko być okej. 🙂
      Pozdrawiam
      Bartosz Baran

      1. Generalnie zgoda ( sam systematycznie ,od kilku miesięcy, inwestuję w górników au i ag ) ale uważam, że są jeszcze, co najmniej, dwa istotne czynniki wpływające na aktualną cenę złota i srebra. Pierwszy to ogromna skala manipulacji zarówno banków centralnych jak i pozostałych graczy operujących na tym rynku , zainteresowanych ,z różnych powodów, utrzymaniem cen jak najniżej. Drugi to totalny rozrzut opinii ekspertów co do wpływu Bazylei III na ceny złota

        1. Owszem manipulacje na tym rynku są ogromne, ale w pewnym momencie musisz dać złotu się umacniać będąc bankiem centralnym w obecnym systemie monetarnym powiedzmy 12%,może 15% rocznie, jeśli przez zbyt długi czas będziesz sztucznie zaniżał cenę, dostrzega to „duzi gracze” a chętnych na złoto nie brakuje zaczną kupować „tanie złoto” i w ten sposób, możesz doprowadzić do gwałtownych wzrostów cen, utraty zaufania do pieniądza papierowego i rozwalenia systemu, a to jest ostatnia rzecz jakiej chcą banki centralne, moim zdaniem w kolejnych latach będziemy obserwować spokoje wzrosty cen złota po 10%-15% rocznie (mam tu na myśli złoto jako kruszec, a nie spółki) tak to mniej wiecej wyglądało w 2018 i 2019, później przyszedł 2020 mega strzał ceny i teraz mamy odreagowanie, ale moim zdaniem dno już zaliczyliśmy i złota poniżej 1700$ już nie kupimy. Oczywiście mogę się mylić, nie mam monopolu na mądrość 🙂

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *