Negatywne stopy procentowe uratują gospodarkę? Finansowy socjalizm cz.1



Zaczynamy dziś cykl pod tytułem „Finansowy Socjalizm”. Po dziesiątkach godzin researchu będę chciał Wam, w jak najbardziej przystępny sposób przedstawić, jak działania banków centralnych zniszczyły wolnorynkowe zasady, doprowadziły do stagnacji gospodarczej, nierówności społecznych, a przy okazji do wielu kryzysów wywołanych wskutek stosowania polityki łatwego pieniądza. W kolejnych częściach przeniesiemy do Japonii, która jest prowodyrem polityki monetarnej, stosowanej dziś przez główne banki centralne. Nie zapomnimy również o Europejskim Banku Centralnym, który przeszedł przez ostatnie dziesięć lat sporą przemianę. Najpierw był odpowiedzialny głównie za utrzymanie inflacji na poziomie poniżej 2%. Dziś ma już tyle zadań, że nawet walka z klimatem nie jest mu straszna. Obowiązkową pozycją jest oczywiście Bank Centralny USA – Federal Reserve, który jako lekarstwo na wywołaną przez niego bańkę spekulacyjną stosuje jeszcze więcej polityki łatwego pieniądza, wywołując jeszcze większą bańkę spekulacyjną. Na koniec zobaczymy jak na szaleństwa monetarne ostatnich 10 lat zareagował Narodowy Bank Polski oraz Szwajcarski Bank Narodowy. Dziś, w pierwszej części, zajmiemy się głównym narzędziem, jakie wraz ze swoim powstaniem otrzymały banki centralne, czyli stopami procentowymi. Przedstawię Wam jaki wpływ ma ustalanie najważniejszej ceny w gospodarce, czyli ceny pieniądza przez grono biurokratów. Zastanowimy się również, czy wprowadzenie na szeroką skalę negatywnych stóp procentowych to zbawienie, czy może nieunikniony krach gospodarczy.

Jak już wiecie stopy procentowe to cena pieniądza. Ceny w gospodarce rynkowej ustalane są przez popyt i podaż na rynku. Popyt rośnie przy stałej podaży, cena rośnie. Podaż rośnie przy stałym popycie, cena maleje. Nie ma w tym wielkiej teorii. Zatem od czego zależałaby wysokość stopy procentowej w normalnych, rynkowych warunkach? Oczywiście od podaży kapitału oraz popytu ze strony kredytobiorców. Liczba oszczędności w społeczeństwie rośnie, czyli więcej osób jest w stanie zrzec się swojej dzisiejszej konsumpcji na rzecz przedsiębiorców, którzy mają pomysł na biznes, to i stopa procentowa maleje. Inaczej sytuacja wygląda gdy podaż kapitału maleje, w społeczeństwie nie ma wystarczająco dużo oszczędności. Wtedy przy stałym popycie stopa procentowa rośnie. Jest to naturalne, ekonomiczne zjawisko. Jeśli w społeczeństwie jest dużo oszczędności, to oznacza, że przedsiębiorcy mogą podejmować się bardziej ryzykownych przedsięwzięć, gdyż jest to dla nich sygnał, że popyt na ich produkty będzie zaspokojony przez kapitał zgromadzony przez społeczeństwo. Przy niższym koszcie kredytu w wielu branżach pojawią się nowe firmy, gdyż obecnie marża dla przedsiębiorcy jest zadowalająca. Gospodarka jest w fazie ekspansji, powstaje dużo nowych przedsiębiorstw, jednak ten „boom” jest oparty na kapitale (oszczędnościach), który następnie będzie stanowił popyt na produkty przedsiębiorców.

Inaczej sytuacja wygląda, gdy w społeczeństwie jest mało oszczędności, wtedy stopy procentowe są na wysokim poziomie. Przedsiębiorcy otrzymują sygnał, że w tym okresie należy zapewnić społeczeństwu popyt na podstawowe produkty oraz poczekać, aż kapitał zgromadzą. Oszczędności, czyli akumulacja kapitału są kluczem wolnorynkowego kapitalizmu, jak i postępu gospodarczego. Jeśli mamy świetny pomysł na biznes, który zapewni społeczeństwu użyteczność w postaci np. nowego, lepszego produktu w niższej cenie, miejsc pracy, to potrzebujemy kapitału (oszczędności), aby taki biznes rozpocząć. Jeśli go nie posiadamy będziemy musieli znaleźć chętnego, który swojego kapitału w zamian za odsetki od kredytu lub w zamian za udział w firmie nam udzieli. Gospodarka bez akumulacji kapitału nie ma prawa istnieć.

Oczywiście jak wiecie, stopy procentowe nie mając nic wspólnego z rynkowymi mechanizmami oraz są głównym narzędziem w rękach biurokratów. Z założenia w okresie rozpędzonej gospodarki oraz rosnącej inflacji stopy powinny zostać podniesione, aby ekspansję monetarną powstrzymać, a w okresie kryzysu/deflacji/spowolnienia powinny zostać obniżone, aby gospodarkę „pobudzić”. Dokładniej ten temat jest opisany w mojej książce.

My teraz przejdźmy do efektów zaniżania ceny kapitału przez banki centralne w celu ciągłego pobudzania chorego pacjenta jakim jest gospodarka.

Wykres 1. Rentowność 10 letnich obligacji skarbowych (Usa, Japonia, Szwajcaria, Niemcy) w latach 1980-2021

Źródło: St Louis Fred

W dużym uproszczeniu wygląda to mniej więcej tak:

Wykres 2. Przeciętna rentowność obligacji skarbowych w krajach zaawansowanych (1880-2020)


Po okresie inflacyjnym lat 70’ panuje stała tendencja do coraz to niższych stóp procentowych. Prowodyrem była Japonia, która w reakcji na krach gospodarczy w roku 1991 starała się pobudzić gospodarkę keynesistowskim lekarstwami, czyli tym co kryzys wywołało (zbyt niskie stopy procentowe oraz ekspansywna polityka fiskalna). Temat ten zostanie poruszony w kolejnej części. Oczywiście ciągłe zbijanie rentowności 10 letnich obligacji skarbowym, aż do poziomów negatywnych nie byłoby możliwe za pomocą tylko i wyłącznie ustalanie stóp procentowych na takim poziomie. Rynek obligacji to miejsce, gdzie spotkają się kupujący i sprzedający. Dlaczego, ktoś miałby kupić obligację z negatywnym realnym oprocentowaniem, nie wspominając nawet o nominalnym, jak to ma miejsce obecnie.

Wykres 3. Procent obligacji skarbowych według rentowności.

Takie zjawisko jest możliwe tylko i wyłącznie dzięki kolejnemu wynalazkowi banków centralnych, czyli luzowaniu ilościowemu. W skrócie bank centralny magicznym pieniądzem skupuje obligacje skarbowe z rynku, tworząc popyt, podbijając ich cenę, a zarazem obniżając rentowność, czyli koszt utrzymania długu przez rząd. Zjawiskiem tym zajmiemy się w kolejnych częściach, omawiając jego skutki dla poszczególnych gospodarek.

Przejdźmy teraz do konsekwencji sztucznie niskich/zerowych stóp procentowych ustalanych przez banki centralne.

1. Tworzenie cyklów „boom and bust”. W skrócie, obniżając stopy procentowe bez poparcia tego w zwiększonych oszczędnościach, bank centralny wysyła błędne sygnały przedsiębiorcom. Niskie stopy procentowe prowadzą do ekspansji kredytowej, zwiększonej liczby inwestycji, nowych przedsiębiorstw, a to wszystko jest oparte na piasku, a nie na kapitale, który stanowiłby późniejszy popyt na produkty. Prowadzi to nadmiernej podaży wytworzonych dóbr i usług, na które w późniejszym etapie nie ma popytu. Następnie doświadczamy inflacji wywołanej ekspansją monetarną, fali bankructw, sporej ilości niespłacanych kredytów itd. Praktycznie tak wygląda w dużym uproszczeniu każdy kryzys wywołany poprzez politykę łatwego pieniądza, która jest stosowana przez banki centralne. Lekarstwem na kryzys wywołany przez taką politykę są oczywiście jeszcze niższe stopy procentowe i więcej dodruku pustego pieniądza.  Nie pozwala się upaść firmom, które powstały nie w wyniku prawdziwego popytu na rynku, tylko sztucznego obniżenia stóp procentowych. Przedsięwzięcia, które zostały dokonane w okresie iluzorycznego dobrobytu, a obecnie nie ma nie popytu powinny upaść oraz zwolnić ograniczone zasoby. Proces krótkotrwałej depresji jest konieczny, aby odbudować zdrowe zasady gospodarki. Popyt oraz podaż muszą dostosować się do obecnej sytuacji na rynku. Tylko w taki sposób można budować uczciwy gospodarczy wzrost.

Wykres 4. Stopa depozytowa FED-u (niebieski) i EBC (czerwony) (1998-2021)

Źródło: St Louis Fred

Banki centralne ustalają trzy główne stopy procentowe:

-depozytowa (stopa po jakiej banki komercyjne mogą przechować nadmiar gotówki w banku centralnym)

– lombardowa (stopa po jakiej bank centralny udziela kredytu bankom komercyjnym)

– referencyjna (stopa procentowa na rynku operacji otwartego rynku tzw. repo rate)

Na rysunku widzicie stopę depozytową dla FED i EBC. Moje słowa znajdują tutaj potwierdzenie. Mianowicie lekarstwem na kryzys wywołany niskimi stopami procentowymi są w konsekwencji jeszcze niższe stopy procentowe. Jakie będzie lekarstwo na najbliższy kryzys jeśli stopy ustalane przez FED są zerowe, a przez EBC ujemne?

2. Niskie stopy procentowe są przyczyną baniek spekulacyjnych na rynkach kapitałowych. Tani kredyt napędza konsumpcję oraz wymuszone inwestycje. Polityka niskich stóp procentowych prowadzi do tego, że obywatel jest okradany przetrzymując środki na lokacie lub w obligacjach skarbowych. Negatywne realne stopy procentowe prowadzą do tego, że każdy, aby zachować wartość nabywczą waluty musi zmniejszyć swoją awersję do ryzyka i lokować swoje oszczędności na wydmuchanym przez politykę banków centralnych rynku akcji. Co zazwyczaj kończy się tragicznie. Rzućcie uwagę na wykresy odnośnie „margin debt” oraz udziału akcji w aktywach gospodarstw domowych, które przedstawiłem w tym artykule. Bańka na rynku akcji, obligacji, kryptowalut, czy nieruchomości zawsze jest wywołana polityką banków centralnych opartą na sztucznie niskich stopach procentowych oraz niekończącym się dodruku waluty trafiającej na giełdę (luzowanie ilościowe). Jak to, ktoś mądrze powiedział, luzowanie ilościowe to socjalizm dla bogatych. W wyniku takiej polityki aktywa, które są głównie w posiadaniu osób bogatych podlegają ciągłej aprecjacji, a przeciętny obywatel opodatkowany jest inflacją, czyli rosnącymi kosztami życia, co prowadzi do wzrostu nierówności społecznych wywołanych przez finansowy socjalizm praktykowany od odejścia od systemu monetarnego opartego na złocie oraz na konserwatywnej polityce monetarnej oraz fiskalnej.

Nie sądzę, żeby przez ostatnie 11 lat istniał jakiś większy silnik nierówności niż FED.”

STANELY DRUCKENMILLER

Wykres 5. Udział 10% najbogatszych mieszkańców USA w dochodzie narodowym (1950-2020)

3. Pułapka długu. W okresie niskich stóp procentowych wszyscy zadłużają się po uszy. Rządy nie mają problemów z obsługą zadłużenia, więc bezproblemowo mogą finansować obiecane programy socjalne. Zadłużanie się przez gospodarstwa domowe w celu zakupu mieszkania, czy w celach konsumpcyjnych to też normalność. Wolnorynkowa gospodarka musi być oparta na oszczędnościach, produktywnym użyciu kapitału oraz ograniczonych zasobów. Niestety niskie stopy procentowe zabijają te naturalne bodźce. O wydatkach i programach rządowych możemy powiedzieć dużo, ale na pewno nie, że są one umotywowane ekonomicznym sensem. Najczęściej jest to cel polityczny. Politycy myślą tylko i wyłącznie krótkoterminowo, a co ma pozytywne konsekwencje w krótkim terminie, ma zazwyczaj tragiczne w długim terminie. Możemy dziś się zadłużać, aby obecnych wyborców zadowolić. Jednak za to będą musieli zapłacić przyszli wyborcy. Wyższe stopy procentowe byłyby mechanizmem, który ograniczałby deficytowe wydatki rządowe. W większości krajów doszliśmy już do takiego momentu, że dług jest na takim poziomie, że tylko naiwniacy myślą, że zostanie on kiedyś spłacony. To samo tyczy się zadłużenia gospodarstw domowych. Zamiast oszczędzać i potem konsumować. Zapożyczamy się, aby skonsumować dziś. Co przekłada się na to, że w przyszłości skonsumujemy jeszcze mniej. W artykule inflacja vs deflacja ukazałem wzrost zadłużenia gospodarki względem PKB, które obecnie wynosi około 400%. W erze niskich stóp procentowych to nieproduktywne zadłużanie się oraz konsumpcja są promowane kosztem oszczędzania. W normalnych warunkach monetarnych, czyli z pozytywnym realnym oprocentowaniem lokat, to akumulacja kapitału oraz odłożona w czasie konsumpcja byłaby nagradzana. Tylko w taki sposób można zbudować gospodarkę działającą na zdrowych zasadach. A co stanie się z ogromnym zadłużeniem gdy stopy procentowe będą musiały wzrosnąć? Bankructwo, czy może inflacyjna metoda spłaty długu?

4. Natychmiastowa przyjemność. Jak już wspomniałem zerowe stopy procentowe promują dzisiejszą konsumpcję, dzisiejsze zadłużanie się kosztem akumulacji kapitału (oszczędzania). Przekłada się to również na inne sfery życia, zwłaszcza wśród młodszej części społeczeństwa. Chcemy mieć wszystko od razu, preferując krótkoterminową przyjemność kosztem szkodliwych konsekwencji w przyszłości. Młody obywatel, który odłożyłby 10k zł na lokatę z realnym procentowaniem 3%. Zobaczyłby, że cierpliwość, wytrwałość, odroczona konsumpcja mają sens, gdyż teraz ma dodatkowe 300 zł na swoje potrzeby. Znakomicie ta zależność ukazana jest za pomocą testu Marshmallowa, w którym dzieci muszą zmierzyć się z 15 minutową pokusą niezjedzenia piankowego cukierka. Jeśli im się to uda otrzymują po 15 minutach mogą zjeść drugi cukierek. https://www.youtube.com/watch?v=QX_oy9614HQ. Z badania wynika, że po latach dzieci, które wykazały się wytrwałością dziś prowadzą dużo lepsze życie (zarabiają więcej, mają bardziej ułożone życie, udane życie małżeńskie) niż dzieci, które tych 15 minut nie wytrzymały

5. Zaburzenia gospodarcze oraz misalokacja zasobów. W skrócie, ustalanie stóp procentowych przez biurokratów prowadzi do podejmowania wymuszonych, nieproduktywnych inwestycji. Utrzymywane są przy życiu nierentowne przedsiębiorstwa, które w ten sposób przepalają kapitał oraz wykorzystują ograniczone gospodarcze zasoby w sposób niezapewniający społeczeństwu produktu, którego oczekuje (inaczej byłyby rentowne). Firmy, których obsługa długu jest wyższa niż zysk nazywają się „zombie companies”. Firmy zombie są mniej produktywne, a ich istnienie obniża inwestycje i zatrudnienie w bardziej produktywnych firmach. Krótko mówiąc, efektem ubocznym utrzymywania przez banki centralne niskich stóp procentowych jest utrzymywanie przy życiu nieproduktywnych firm. Ostatecznie obniża to długoterminową stopę wzrostu gospodarki.

Wykres 6. Procentowy udział w rynku firm zombie w USA (1990-2021)

6. Ponadto jedna ingerencja ze strony interwencjonistów prowadzi zawsze do kolejnej. Kryzys wywołany polityką banków centralnych i rządów jest zawsze dobrą wymówką, aby ingerencję w gospodarkę jeszcze zwiększyć. Co prowadzi do coraz większego finansowego socjalizmu, gdzie instytucje rządowe w coraz większy sposób uwikłane są w procesy gospodarcze. Najlepszy przykład pierwszy z brzegu, to posiadanie przez Bank Japonii 70% długu rządu Japonii. Na końcu wszystkiemu jest winny i tak kapitalizm.

7. Promowanie dłużników kosztem wierzycieli. Oczywista zależność, gdyż zerowe stopy procentowe mające na celu wywołać inflację, to podwójna korzyść dla dłużników. Po pierwsze można tanio się zadłużać (niski koszt obsługi długu), a po drugie jego dług jest realnie dewaluowany przez inflację. Największym dłużnikiem są rządy, dlatego nie może dziwić, że promują inflację za wszelką cenę. Choć deflacja to naturalne zjawisko wolnorynkowej gospodarki opartej na stałej podaży waluty, to w obecnym systemie monetarnym rządy nie mogą do niej dopuścić, gdyż ten proces tylko zwiększałby obciążanie realnym długiem. W ten sposób oprócz rządów promowane są również osoby bardziej majętne, które długiem potrafią się posługiwać, a poszkodowani to osoby opodatkowane inflacją. Prowadzi to redystrybucji dochodów od osób oszczędzających ciężko zarobione pieniądze do dłużników posiadających aktywa podlegające ciągłej aprecjacji.

8. Innym problemem niskich stóp procentowych jest nasilenie się procesów tworzenia oligopoli, monopoli. Przy tak niskim koszcie kredytu dużym przedsiębiorstwom opłaca się zadłużyć, aby mniejszego konkurenta kupić. Nie mówię już nawet o procesie, w którym to bank centralny skupuje obligacje korporacyjne finansując w ten sposób ich działalność oraz zbijając koszt zadłużenia (wzrost popytu na obligacje korporacyjne). Zostawmy ten łamiący prawo i wolnorynkowe zasady wynalazek na przyszłe odcinki finansowego socjalizmu. Do taniego kredytu dostęp mają w szczególności największe korporacje, które mogą w taki sposób eliminować mniejszą konkurencję z rynku. To właśnie konkurencja jest bardzo ważnym elementem postępu oraz wolnorynkowej przedsiębiorczości (!).

Stopy procentowe są kluczem ekonomii, od nich wszystko się zaczyna i na nich wszystko się kończy. Ustalanie ich przez biurokratów prowadzi do mnóstwa niezamierzonych, tragicznych w skutkach konsekwencji. Przeciętny obywatel nie rozumie dlaczego:

– nie może pozwolić sobie na zakup nieruchomości (ceny wywindowane polityką zerowych stóp procentowych)

– biedni są jeszcze biedniejsi, a bogatsi coraz to bogatsi (jak już wspomniałem obecna polityka monetarna to socjalizm dla bogatych; aktywa finansowe są sztucznie pompowane przez politykę banków centralnych; tani kredyt jest głównie wykorzystywany przez osoby majętne, przedsiębiorstwa, a obywatel opodatkowany jest ciągle rosnącymi kosztami życia)

– tak często tworzą się krachy giełdowe (przeciętny obywatel, nierozumiejący systemu monetarnego wchodzi na giełdę zazwyczaj zaraz przed szczytem, po tym jak już wszyscy sąsiedzi stali się bogaci, gdzie następnie traci kapitał, a potem winą za swoje straty obarcza diabelskie rynki finansowe i kapitalizm)

Nie ma wolnorynkowej gospodarki bez wolnorynkowych stóp procentowych. Aby światowy system monetarny funkcjonował prawidłowo podstawą jest przywrócenie wolnorynkowych stóp procentowych, które są gospodarczym tempomatem. Ustalanie ceny pieniądza przez biurokratów pokazało już jakie konsekwencje za sobą niesie. Cena pieniądza warunkuje jak ograniczone zasoby są lokowane w gospodarce. Tylko rynek oparty na naturalnych prawach podaży oraz popytu jest w stanie prawidłowo zasoby alokować. Myślisz, że rynek masła, czy bananów działałby bez zaburzeń, gdyby rząd centralny ustalał cenę?

W mojej opinii kluczem do uzdrowienia systemu gospodarczego jest rynkowa stopa procentowa bez niej to finansowy socjalizm będzie prowadził do coraz większych zaburzeń odczuwanych przez każdego obywatela, a wolnorynkowy kapitalizm odejdzie w coraz to większą niepamięć.

Negatywne stopy procentowe ratunkiem dla keynesowskiej gospodarki?

Zastanówmy się jeszcze nad tematem negatywnych stóp procentowych. Obecnie jak już wspomniałem 20% obligacji skarbowych przekłada się na nominalną stratę kapitału. Póki na rynku jest kupiec z nieograniczoną gotówką, to takie cuda są możliwe. Więcej o wynaturzeniach na rynku obligacji zostanie wspomniane w przyszłych odcinkach serii „Finansowy socjalizm”. Możesz stwierdzić, że na rynku długu rządowego są nominalne negatywne stopy procentowe i jakoś to funkcjonuje. Ponadto stopa depozytowa ustalana przez EBC, BoJ, czy Narodowy Bank Szwajcarii jest poniżej zera, czyli bank komercyjny, aby przechować gotówkę w banku centralnym musi mu za to zapłacić. Tak samo jak obligatariusz płaci za możliwość finansowania rządowego długu. Brzmi to surrealistycznie, ale taka jest rzeczywistość. Możesz się zastanawiać, czy może nie warto w takim razie wprowadzić negatywnych nominalnych stóp na większa skalę, czy to na lokacie bankowej, czy po prostu udzielając kredytów do realnej gospodarki stosując negatywne oprocentowanie. Ludzie więcej by wydawali, wzrosłaby konsumpcja, inwestycje, mielibyśmy gospodarczy „boom”, a może nawet inflacja, o która walczą banki centralne zostałaby wywołana, co obniżyłoby realne zadłużenie kraju. Po pierwsze, to sytuacja już tak wygląda dziś, biorąc pod uwagę wartości realne. Osoba przechowująca środki na lokacie jest okradana z siły nabywczej. Inwestor kupujący obligacje skarbowe, które w 60% mają nominalne oprocentowanie na poziomie 0-1% również jest okradany z siły nabywczej kosztem dłużnika. Obecnie nawet obligacje korporacyjne najgorszej jakości tzw. „junk bonds” mają realnie negatywną rentowność. Takie zjawisko prowadzi, jak już wiesz do wymuszonych, nierentownych inwestycji, spekulacji giełdowych, gdyż w takich okolicznościach, jak to mawia Ray Dalio „cash is trash”. Po drugie wprowadzenie nominalnych negatywnych stóp procentowych na lokatach wiązałoby się z pewnym problemem. O ile duże przedsiębiorstwa środków z banku by nie wyciągnęły, to zwykły obywatel na taką możliwość mógłby się zdecydować. Lepiej w takich warunkach trzymać środki pod poduszką i tracić tylko na inflacji niż na inflacji i negatywnym oprocentowaniu. Po drugie negatywne oprocentowanie pożyczek i kredytów doprowadziłoby do deflacji. Jaki interes miałyby banki w udzielaniu takowych kredytów. W ten sposób ilość udzielanych kredytów by spadła, a zarazem podaż waluty. O ile negatywne oprocentowanie depozytów to według mnie nieunikniona przyszłość. Na sile nabierze wojna z gotówką, która tak naprawdę już została wygrana przez rządy, a cyfrowe waluty narodowe (CBDC) sprawią, że pieniądz będzie tylko i wyłącznie w formie cyfrowej. To odbierze obywatelowi możliwość wycofania gotówki z systemu, a zarazem zachęci do większej konsumpcji.

Serce systemu międzybankowego, czyli repo market (operacje otwartego rynku) nie mógłby funkcjonować przy negatywnych stopach procentowych. Bank A nie miałby żadnej korzyści w pożyczeniu gotówki bankowi B, tracąc na całej operacji. Negatywne oprocentowanie kredytu w mojej opinii będzie tylko dla rządów oraz dla największych korporacji, jeśli bank centralny wystarczająco nisko zbije rentowność danych obligacji. To śladami Japonii przyczyni się do dalszego nieustannego wzrostu nieefektywnych wydatków rządowych, a zarazem zadłużenia. Korporacje w okresie łatwego pieniądza będą skupować jeszcze więcej mniejszych przedsiębiorstw oraz akcji własnych (buybacks) niż to miało miejsce w okresie 2011-2019, aby zwiększyć np. wartość opcji (o nich więcej w następnym artykule), w których wypłacana jest część wynagrodzenia zarządu.

W erze negatywnych stóp procentowych można stać się bogatym będąc dłużnikiem. Jeśli stopa oprocentowania wynosiłaby -1%, czyli tyle, ile krótkoterminowych obligacji niemieckich, czy szwajcarskich, to biorąc kredyt na milion złotych po roku musielibyśmy spłacić 990 tys. zł 😉.

Zerowa, czy negatywna stopa procentowa, to zaprzeczenie natury człowieka oraz podstawowych zasad ekonomii. Preferujemy skonsumować 100 zł dziś niż za 10 lat. 100 zł dzisiaj jest dla nas więcej warte niż 100 zł za dziś. Jeśli chcemy zrzec się dzisiejszej konsumpcji, to tylko po to, aby otrzymać rekompensatę w postaci odsetek, a nie karę! Ponadto udzielając komuś pożyczki, czy kredytu należy wziąć pod uwagę ryzyko emitenta (bankructwo), ryzyko inflacyjne (utraty wartości nabywczej pieniądza), czy ryzyko stopy procentowej (może się okazać, że za niedługo stopy procentowe wzrosną, a my pozostaniemy z obligacją, która płaci niższe niż obecnie możliwe do otrzymania na rynku odsetki). Ponadto użyczenie kapitału komuś na pewien okres czasu wiąże się z utraconymi możliwościami. Może się okazać, że w tym okresie będziemy środków potrzebować, czy to na inwestycję o większym potencjalnym zwrocie, czy to w innych celach.

Obecny system monetarny po 50 latach od odejścia od standardu złota jest już w schyłkowej fazie. Stopy procentowe są już, albo na zerowym, albo na negatywnym poziomie (narzędzie do walki z kryzysem zostało już wyczerpane), luzowanie ilościowe idzie pełną parą nawet w okresie wzrostu gospodarczego (narzędzie do walki z kryzysem zostało już wyczerpane). Pozostała już tylko ekspansywna polityka fiskalna, czyli tzw. „helicopter money”, które jeszcze nigdy w historii dobrze się nie zakończyło.

W mojej opinii nie ma wolnorynkowego kapitalizmu bez naturalnej stopy procentowej. Ingerencja w cenę kapitału prowadzi do wielu negatywnych dla gospodarki konsekwencji, które zostały w tym artykule przedstawione. Kolejne części cyklu „Finansowy Socjalizm”, wkrótce na wolnorynkowym portalu finansowym.

Kapitaliści wszystkich narodów łączcie się!

3 thoughts on “Negatywne stopy procentowe uratują gospodarkę? Finansowy socjalizm cz.1”

  1. Witam, muszę przyznać że to kolejny świetny artykuł na Pańskim blogu. Teoretycznie dla osoby interesującej się ekonomią są to podstawy i oczywistości ale podsumowane i streszczone w bardzo przystępny sposób nawet dla osoby nie obeznanej w tej dziedzinie. Dzięki za Twój wkład i zaangażowanie i czekam na kolejne artykuły.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *